@Lekofi Mój łeb rozjaśnił najpierw ASQ Safari Extreme. Potem Hind al Oud - Al Oud oraz Devotion (ten drugi to dla mnie kwintesencja kunsztu i prostoty w tym fachu). Jazeel - Ghala oraz The Palace (to takie cięższe araby). Warto wspomnieć, że nie wszystkie araby są aż tak "arabskie", jak interpretacje orientu w naszym mainstreamie. Mam takiego kolegę, który coś tam wie; odwiedza Lulua i tym podobne, ma parę flakonów Zoologista oraz Hiram Green. Do niedawna deklarował, że nie lubi oudu - zapewne opierając się na doświadczeniach z europejską tanią interpretacją tej legendarnej nuty (przyznam, że sam lubię kilka "pseudooudowych" zapachów - bywają intrygujące). I właśnie w przypadku Hind al Oud zaczął mnie dopytywać, co to. I zawsze mu się te zapachy podobają.
Arabskie perfumiarstwo ma również swój mainstream (zapewne inspirowany Europą). Dla mnie przykładem jest tu Nilafar du Nil, gdzie mamy typowo europejskie zapachy o bardzo dobrej jakości.
Jednak to, co w arabskim świecie perfum powala mnie najbardziej, to przypadkowe odkrycia zapachów reprezentujących znane nam w Europie trendy. TaE Bahrain jako zapach skórzany, Musk Yas jako lepszy brat Musc Noble od Guerlain czy Yas Almas - na równi z Memo African Leather. Nie taki arab straszny - to głównie bardzo wyważone zapachy. Nawet dyletanci przekonują się do nich, kiedy mają styczność z osobą, ktora często je nosi. Naprawdę zaczynają je doceniać i zwracać na nie uwagę.
Long story short: kupiłbym odlewki Hind al Oud, Abdul Samad al Qurashi oraz Yas. I nie w ciemno, tylko właśnie te rzeczy, ktore polecili koledzy.