NSFW (ot, nie lubisz tematów o przemocy, nie czytaj):
"Po co marnować dwie kule? Jeśli zastrzelę dziecko, zabiję matkę, bo ona nie przeżyje utraty dziecka"
No, ja wiele czytałem o zbrodniach, wiele. Różnych. W Azji, Afryce, Europie. Relacje z pierwszej i drugiej ręki. Zwykle bez ciarek na plecach, brutalne historie, które przyrzekłem sobie, że będą mnie uczyć szanować to, co mamy. Zawsze chciałem być blisko ludzkiego okrucieństwa na tyle, ile pozwalało mi zachodnie życie. Bo zawsze czułem, że nie jestem w stanie kupić bajki o pokoju, o tym, że potrafimy razem żyć. Tj... uważam, że ludzie są dobrzy w większości, ale wiem też, że złe jednostki bywają silne, a i że nachodzą nas okresy, gdzie brutalność jest normą. Chyba moja przezorna natura zawsze mówiła mi "nie zapominaj, że wszystko się może zmienić, żebyś nie był wtedy zaskoczony, bo będzie bolało ciebie i bliskich"
No i w tych wielu historiach o przetrwaniu w obozach, ludzkiej wytrwałości, miłości, przyjaźniach, zdradzie, brutalności jest jeden wątek, jedna historia, która mnie przeraziła, zalała chłodem i obrzydzeniem do ludzi w ogóle. Nic nigdy wcześniej nie odpaliło we mnie takich pokładów emocji i później sporej dawki refleksji.
Jak mieszkałem w Sarajewie to chodziłem często tymi uliczkami, co więcej byłem zżyty z kilkoma rodowitymi osobami urodzonymi w Sarajewie. Tych, którzy przeżyli wojnę jako dzieci i młodzi dorośli, niektórzy z rodzin wojskowych, policyjnych. Długo by wymieniać, pierwsze z brzegu: ucieczka mojej byłej partnerki z Sarajewa z jej mamą do Szwecji. Już po oblężeniu, bo dostali cynk o ostatnim autobusie, po tym jak eksplodował granat w ich mieszkaniu i po tym jak Serbowie zrabowali ich restaurację, ale puścili jej tatę, tylko dlatego, że dał im więcej alkoholu. Nie zabili go. Czuję z nimi więź. Pamiętam, jak Adna (zmieniłem imię) kupiła duże kwiaty, zanim weszła do mojego domu poznać moją mamę. "Tata by mi dał, gdybym nie okazała szacunku Twojej mamie". Osobiście nigdy go nie poznałem, bo odszedł lata temu.
No i żyłem, czułem i rozumiałem ich historie połowicznie, bywałem niemal codziennie na osiedlu Grbavica, tam miałem okazję poznać parę rodzin, ale dopiero ten jeden wątek całej wojny walnął mnie obuchem w głowę. Co to? A no turyści polujący na ludzi. Słyszalem o niej (tej "teorii"), jak tam bywałem. Potem artykuł jeden i drugi. Może pojawiło się we mnie tyle emocji, bo znałem perspektywę "z dołu".
No więc chodzi o "turystykę myśliwską", jak nazywa to zjawisko autor artykułu. Czyli o turystów z zachodu, którzy przyjeżdżali do Belgradu (Serbia) i dalej busami na wzgórza otaczające Sarajewo. Płacili Serbom, dostając możliwość strzelania do ludzi, tam na dole, w mieście. Do mężczyzn, kobiet, czy dzieci - jak artykuł wspomina - najlepiej punktowanych. Weekendowa przygoda za całkiem pokaźne sumy. Ile? Wg. art. na dzisiejsze ponad 300 tys zł za weekendową obławę i parę głów. Skąd goście? A no ze Stanów, z Kanady, Rosji, Hiszpanii, Włoch, ale chyba nie robi to różnicy, co?
Oczywiście, rzekomo. To wszystko wydarzyło sie rzekomo. Co to zmienia? A no nic. Może tyle, że, w metrze w Madrycie, czy Berlinie może przejść przez myśl, czy ten ładnie ubrany 50 latek nie pojechałby na polowanie, gdyby tylko miał okazję. A może... może właśnie z niego wrócił? A nie. Daj spokój. Żyjemy w normalnym świecie, o Mc Donalds, kanapka drwala! O czym to ja myślałem?
Dalej nie będę opisywał, bo można wyszukać więcej o tym zjawisku, jak ma się siłę. Nie wiem, czy polecam.
https://pl.euronews.com/europa/2025/11/26/safari-w-sarajewie-bogaci-obcokrajowcy-placili-fortune-za-weekend-polowania-na-ludzi-podcz
Film o wspomnianej nazwie Grbavica: https://www.filmweb.pl/film/Grbavica-2006-289277
#wojna #swiat #wiadomosciswiat

