Przed pasją nie uciekniesz.


W pierwszym audiobooku „Ciekawych Historii” autor jeden rozdział poświęcił sobie. Jego historia także jest ciekawa, ale nie o tym. Powiedział intrygujące słowa: „Przed pasją nie uciekniesz”.


Z obserwacji i własnych doświadczeń uważam, że jest w tym wiele prawdy.


Miałem kiedyś znajomego, którego poznałem przez YouTube'a. Szukałem wtedy walkthrough do „Splinter Cell: Chaos Theory”, chciałem zobaczyć, jak grają bardzo dobrzy gracze. I znalazłem malutki, polski kanał.


Znajomy miał i pewnie dalej ma dryg do przechodzenia gier trudnych i z trudnościami narzuconymi na siebie. Na przykład „Splinter Celle” przeszedł bez ogłuszania kogokolwiek (oprócz celów misji), co często wymagało sporej gimnastyki i nietuzinkowego podejścia. Przeszedł też pierwszego „Far Cry” na najwyższym poziomie trudności bez odniesienia żadnych obrażeń. I regularnie zdobywał medale autorskie w różnych „Trackmaniach”. Do tego ma talent komediowy.


Tylko miał jeden problem: wielokrotnie wszystko usuwał. Z rożnych powodów. A to nie miał czasu w życiu prywatnym, a to padł mu dysk twardy i stracił wiele nagrań, a to coś. Szczególnie utrata danych musiała być dewastująca. Usuwał wrzucone już treści, usuwał kanał.


A po jakimś czasie wracał. Z nowymi projektami oraz starymi, które reaktywował. Uważam, że gdyby zachował konsekwencję, gdyby wszystkiego nie usuwał, to dzisiaj pewnie mógłby śmiało się utrzymywać z YouTube'a.


Ciekawe, czy obecnie nie nagrywa czegoś na kanał, o którym nie mam najmniejszego pojęcia.


Podobne zachowanie zauważyłem u siebie. Co prawda obecnie rzadko kiedy cokolwiek usuwam - skoro już opublikowałem, to niech sobie wisi - jednakże wielokrotnie mówiłem sobie, że odpuszczam pisanie tekstów. I tak pewnie mało kto je czyta, nie mam samozaparcia i motywacji, żeby pisać opowiadania i wysyłać na tematyczne nabory, i tak dalej.


Mimo to bez przerwy wpadają mi do głowy nowe pomysły na fabuły. Wczoraj podczas spaceru do pracy narodziła się myśl na temat tego właśnie tekstu i była to myśl tak natrętna, że czułem swędzenie gdzieś w mózgu oraz przemożną chęć rzucenia wszystkiego i zabrania się za pisanie.


Choćbym chciał, to nie ucieknę przed tym. Nawet jeśli nie będę niczego utrwalał, a wciąż mam ogromny dylemat, skoro mało kto czyta, a przecież i tak jest nadpodaż tekstów, to i tak nawiedzać mnie będą nowe pomysły. A z nimi chęć do przelania tego na (wirtualny) papier.


#przemyslenia #tworczoscwlasna

Komentarze (3)

Przypomniałem sobie jeszcze o jednym YouTuberze, o ksywce AaronVold, które humor uwielbiałem. Na przykład zrobił „Zagrajmy w Dragon's Age”, które zakończył po tym, jak udało mu się krasnoludem wyruchać elfa. Nie wiem, czemu mnie to tak bawiło. xD


Dzięki niemu poznałem też słowo „drapichrust”, które uwielbiam. Ogółem chłop postanowił nagrać dwa odcinki (po jakieś dziesięć minut) z „Bulletstorm”, w których wyraził ubolewanie nad ubogim słownictwem ludzi i żeby nie powtarzać ciągle „ty c⁎⁎ju, ty k⁎⁎wo” przez ponad dwadzieścia minut wymieniał różne wymyślne inwektywy. Między innymi wspomnianego już „drapichrusta”.


Pamiętam też, że zamiast mówić „levele” czy „poziomy”, mówił „plansze”, co mnie rozczulało.


Szkoda, że chłop zniknął z YouTube'a. Bardzo barwna postać.

@bojowonastawionaowca


Oczywiście, że tak.


Kumpel powiedział mi kiedyś, że warto się cieszyć z każdego czytelnika czy widza, który zostawił komentarz bądź subskrypcję. To w końcu osoba, która uznała, że coś stworzonego przez nas jest fajne (bądź nie, jeśli to negatywny komentarz). A kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt takich osób to wciąż ogrom, jak się o tym pomyśli.


Mamy, jako ludzie ogółem, trochę zaburzony obraz przez naprawdę popularne osoby, przez co mniejsze osiągnięcia (powiedzmy kilkudziesięciu widzów) bledną w porównaniu z popularniejszymi twórcami, którzy co film mogą liczyć na milionowe wyświetlenia.

Zaloguj się aby komentować