Po pierwszym pełnym dniu w Tokio rozumiem dlaczego wiele osób jest zachwyconych tym miastem. Ja nie jestem fanem dużych miast i tłoku, ale doceniam system jaki sobie stworzyli. Dzisiejszy dzień to faktyczne odzwierciedlenie faktów wyczytanych w internetach.
Załapaliśmy się na rush hours i w metrze ludzie pokazują, że jest prędkość, ale nie ma chaosu. Dobrze trzymają się strzałek oraz swojej lewej strony. Masa korposzczurów, trochę przypomina Matrix. Jest czysto. Ludzie w transporcie publicznym w 99% zaabsorbowani swoimi telefonami, nikt nic nie mówi. Z jednej strony każdy szanuje strefę innych osób wokół siebie i np. nie rozmawiają przez telefon ani nie puszczają nic przez głośnik komórki, z drugiej strony całość sprawia wrażenie w pewnym sensie apokalipsy zombie.
Samochody to oczywiście głównie marki Japońskie, z wyjątkami luksusowych marek/modeli np. europejskich. Taksówki oryginalne (chociaż przypominające Brytyjskie) czarne Toyoty JPN TAXI. Porównując centrum Tokio np. z takim Wrocławiem to jest tutaj dużo ciszej. Widzieliśmy stłuczkę taksówki, ale większość kierowców sprawia wrażenie hmm.. opanowanych i nie pałują pojazdów.
Trafiliśmy na sakure i ma to jakiś swój urok. Ludzie zbierają się w parku i chillują. Robią zdjęcia sobie i naturze. Nie potrafię ocenić czy jest to kiczowate (wiele osób się specjalnie stroi), ale na pewno wywołuje uśmiech na twarzach ludzi.
Wpadliśmy do baru typu Izakaya czyli malutka restauracja gdzie siedzi się przy kuchni i ramen ostrość normal to nie normal XD zresztą, jedzenie japońskie mnie nie pociąga. Trochę też jest dziwnie siorbać, a oni się nie wstydzą. Jadła ładna pani a siorbała jak samuraj
Z minusów: łapie mnie chyba jakaś j⁎⁎⁎na choroba, bo mam spuchnięte migdałki. Tabsy może szybko poratują.
#podrozujzhejto #japonia #urlopy #tokio





