@qdco No nie, to tak nie działa. Dużo więcej ludzi jednak ma utrudniony dostęp do kapitału, jak i dziedziczenia, przez to, że on jest nadmiernie skoncentrowany, a to tylko postępuje. Z resztą oni i tak ten majątek odziedziczą, tylko z odpowiednim podatkiem, którego finalnie nie zapłaci ktoś np. od pracy.
No tak, opodatkowanie dziedziczenia majątku tak właśnie działa. Co jeśli nie stać cię na opłacenie podatku od spadku?
Koncentracja kapitału jest niepożądanym zjawiskiem o tyle, że prowadzi do monopoli, śliskich lokalnych układzików i innych patologii. W jaki jednak sposób oddzielić tych, którzy gromadzą kapitał dla samego gromadzenia od takich, którym przypadło mieszkanie po babci? Nie zapłaci podatku od pracy - ciekawe, chyba pierwszy postulat lewicowca o obniżaniu kosztów pracy. W tę stronę warto iść, koszty pracy są już teraz makabrycznie wysokie i zwyczajnie nie opłaca się zatrudniać ludzi, chyba że na czarno, ale to na szczęście margines, a nie reguła jak w latach 90.
Jeśli należysz do ludzi żyjących z kapitału, to i owszem.
Nie, żyję z własnej pracy najemnej, wszelkie kapitały wpakowałem w budowę domu. Żeby w nim mieszkać, a nie wynajmować i tuczyć się na krzywdzie proletariatu. Nie wiem jednak co będzie, kiedy ktoś uzna mój dom i kawałek ziemi wokoło za kapitał wart dodatkowego opodatkowania. Teraz płacę 1500 zł rocznie za sam fakt, że mam gdzie mieszkać.
Możesz to nazywać za karę, ja nazywam to proporcjonalnie odczuwalną składką na wspólne dobro, z którego ci lepiej zarabiający też korzystają, choćby przez pracowników wykształconych przez państwową edukację, czy infrastrukturę.
O, to jest całkiem sensowne. Krwawi kapitaliści wpadli na to dawno temu - robotnik wykwalifikowany nie dewastuje maszyny i nie wymaga nadzorcy, który mu przeczyta co jest zaplanowane do zrobienia na dziś. Składka na wspólne dobro w postaci usług publicznych na przyzwoitym poziomie brzmi sensownie. Czy jednak na pewno ktoś zarabiający więcej korzysta więcej z owych usług i infrastruktury? Kryterium portfela stoi w opozycji do równości i sprawiedliwości czy nie?
I tak, ważniejsze jest dla mnie to, aby każdy miał co jeść i gdzie mieszkać, niż to, żeby ktoś sobie kupił szósty samochód, czy kolejne mieszkanie na wynajem. Tu są te nasze rozbieżności polityczne między lewicą, a prawicą.
Ale tak "każdy każdy" czy "każdy pracujący"? Bo to spora różnica. Pierwsza możliwość prowadzi do zapaści gospodarczej, przerabianej już w PRLu - czy się stoi czy się leży, na pewno kojarzysz. Skoro i tak dostanę żarcie i kąt do spania za darmo, to po co miałbym się wysilać dla jakiegoś mglistego wspólnego dobra? Drugą możliwość dławi Kapitan Państwo swoją polityką fiskalną, dużymi kosztami pracy, umizgiwaniem się do koncernów i grup kapitałowych, przyznawaniem przywilejów molochom i jednoczesnym gnębieniem drobnej przedsiębiorczości na przykład za pomocą rozbestwionych urzędników.
Odpowiedź na "argumenty" z odwołaniami do łagrów sobie daruję, bo równie dobrze możemy zacząć przywoływać Hitlera, ale taka dyskusja do niczego nie prowadzi.
To nie są żadne argumenty, tak wyglądała ponura historia XX wieku. Sołżenicyna poczytaj, pisał o tym obszernie jak wygląda idea wspólnego kotła w łagrowych brygadach rąbiących tajgę albo kopiących uran lub złoto. No a z ojczyzny światowego proletariatu mało kto wracał i to też nie są brednie ani wydumki, tylko tak działał ten okrutny system.
No to mówię sprawdzam. Jakie to prawa pracownicze zostały przyznane ot tak z dobrej woli pracodawców, a nie ze zwykłego rachunku ekonomicznego, badź działania ruchów robotniczych?
Henry Ford, krwawy kapitalista i do tego antysemita, podniósł dwu- czy nawet trzykrotnie stawki za roboczogodziny, bo wyszło mu z tabelek, że w ten sposób nałapie najlepszych fachowców i podkupi ich konkurencji. Jednocześnie bez litości wywalał z roboty tych, którzy czymś zawiedli albo coś ukradli. Takie "mam za bramą 20 na twoje miejsce". Ale nie musiał tego podnoszenia stawek robić, wszak inni nie zrobili. Dopiero potem do nich dotarło co się dzieje i gdzie ci zza bramy zniknęli.