Pięć lat nie widziano mnie w tych stronach. W końcu przyleciałem — kilka dni po tutejszej katastrofie kolejowej przy lotnisku. Dziewięć osób w stanie krytycznym, maszynista odszedł na wieczną wartę. Podobno systemy nie zadziałały, ale komisja będzie badać.
Galeria miejska islamskiego miasta Luton (mój pobyt w centrum trwał literalnie dwie godziny). Zwiedzam, oglądam, przeglądam, ale chyba zbyt władczo, bo w korytarzu galerii jedna muzułmanka z pod kwefu szepcze do mnie "get out" na ściszonym. Cóż, to jej miasto. Wchodzę do odzieżowego. Podczas oglądania towarów słychać dzwonki alarmowe – jakiś młodzieniec uciekł z towarem. Nie ścigają. Pragnę spróbować jakiegoś ubrania – wzywają dziewczynę, ta kodem otwiera przymierzalnie, wpuszcza mnie, czeka, a później zamyka. Pewnie nadużywa się tutaj odosobnienia w kabinach dla celów socjalistycznego wyrównywania majątków przez ludność zubożałą o nieokreślonym kolorze skóry.
Cenówki niektórych ubrań nanizano na żyłki wykonywane ze sprasowanych włókien celulozowych. W ten sposób cały zestaw znakujący odzież jest jednorodny do odzysku. “Taka, panie, kombinacja”. Drobiazg, który się liczy.
W markecie spożywczym, brak sekcji z piekarnią. Wszystko popakowane i zafoliowane, z tego tytułu, że tuziemcy nie potrafią nie dotykać wypieków, co niehigieniczne. Regulacje wtórują obyczajom, jak powiedziałby Monteskiusz.
-
#WielkaBrytania
-
#Anglia
-
#Luton #cenynieruchomości
-
#gospodarka
-
#rozwarstwieniemajątkowe
-
#kryzyzmieszkaniowy #migracja
-
#imigracja
-
#społeczeństwo
-
#publicystyka
