@kim_jestesmy_dokad_zmierzamy @Syster Spróbuję na chłodno, bez komentowania o jakości polityki w Polsce czy na Ukrainie, ostatnich popisówkach, wstawek o braciach, wroga, mordercach, bohaterach itp. bo od tego idzie się tylko zrzygać. Będzie trochę na narzucony temat, a trochę wokół:
Każdy rozsądny człowiek wie, że nie można ot tak wejść sobie do Unii Europejskiej. Polska potrzebowała jakieś 15 lat, by dostosować prawo, rozwinąć gospodarkę na tyle, by nie zapadła się w rok po otwarciu na rynku zagraniczne, wreszcie przekonać Europę Zachodnią, że jesteśmy wiarygodnymi partnerami. My mieliśmy 15 państw, które trzeba było przekonać, że warto w nas inwestować, że wniesiemy pozytywy do Unii Europejskiej i nie będziemy stanowić agresywnej konkurencji. Musieliśmy przekonać zarówno Niemcy, którym mógł się nie uśmiechać nasz bardzo tani rynek rolniczy, jak i Greków, bo jako zdecydowanie biedniejszy i większy kraj odebralibyśmy od nich spory procent pomocy. Nie znam szczegółów, jak wyglądały rozmowy akcesyjne, ale Grecja czy Portugalia mogły kręcić nosem, że na dziesięciu nowych członków to poza Maltą, Cyprem i może Słowenią same postkomunistyczne biedaki, które będą wymagały zdecydowanej pomocy.
Polska bardzo ładnie się rozwinęła, 22 lata UE bardzo nam się przysłużyły, ale jednak nadal jesteśmy krajem względnie biednym na tle UE, bo rzecz jasna pozostałe kraje rozwijały się. Ukraina po wojnie będzie potrzebowała miliardów na odbudowę, być może na przestrzeni lat część odbudowy czy modernizacji tego, co ocalało, będzie możliwa dopiero po uzyskaniu dostępu do dotacji. Polska powinna w końcu wziąć za siebie odpowiedzialność i inwestować sama z siebie, ale skoro jesteśmy beneficjentami dotacji unijnych to rzecz jasna głupotą byłoby pozbycie się takiej możliwości i dopuszczenie do tortu unijnego o wiele biedniejszego sąsiada, który będzie miał prawo odkroić sobie większy kawałek. Jest to brutalne, ale w polityce i ekonomii liczy się własny tyłek. Tak samo będą postępować inne państwa - dopuszczenie tak dużego i biednego kraju sprawi, że część państw UE będzie otrzymywało mniej pieniędzy na rozwój, albo nawet stanie się płatnikiem, który tylko dokłada do interesu.
Dalej: po wojnie Ukraina będzie się rozwijać dzięki taniej siły roboczej, która będzie pracować w rolnictwie i przemyśle. Zwrócę uwagę na rolnictwo. O polskim rolnictwie mam bardzo złe zdanie, ale dopuszczając Ukrainę do rynku unijnego część naszych producentów faktycznie straci lub nawet padnie, bo przegra konkurencję z ukraińskimi agroholdingami zalewającymi rynek ziemniakami, zbożem, owocami itd. Podczas rozmów akcesyjnych Ukraina musiałaby podpisać pewne zobowiązania co do rynku rolniczego, bo inaczej Polska, Holandia czy jakikolwiek inny kraj zablokuje akcesję, chcąc ratować dominujące u siebie sektory rolnicze.
Te same zasady będą dotyczyć właściwie wszystkich państw, które wchodzą do Unii Europejskiej. Tylko nikt nie podnosi takich zarzutów do np. Czarnogóry, bo to malutki kraj. Jej dołączenie byłoby tak zauważalne jak przyspawanie do UE kopii Łodzi w skali 1:1, z takimi samymi plusami, minusami i liczbą mieszkańców (z grubsza pokrywającą się właśnie z Czarnogórą). Ukraina jest jednak innym przypadkiem, bo ma więcej mieszkańców niż Polska i jej konkurencyjność będzie dostrzegalna.
I ta Ukraina musi przekonać nie 15, a 27 państw, że warto jej dać szansę.