Ostatnio przy pracy z braćmi właśnie dostrzegłem to, jak buduje się pewność siebie już od najmłodszych lat, to, jak zmieniło się u mnie w rodzinie podejście do młodszego i w końcu to, jak ważne jest podejście do młodego człowieka. Ja zawsze przy pracy się stresowałem, nie zależnie od tego, czy robiłem coś dobrze, czy nie, pewnych rzeczy nie byłem w stanie pojąć od razu, w takich sytuacjach zawsze był krzyk "Anon, odczep się tego, nie nadajesz się", czasem padało "Anon, tumanie, zostaw to, choćby chciał, choćby nie wiem, jak bardzo bym chciał, to z Tobą się nie da" w innych wypadkach padało "Anon, debilu, Ty się ucz, bo do roboty się nie nadajesz".
Błąd tworzył stres przed popełnieniem błędu, co tworzyło coraz więcej błędów oraz lęk przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Dziś, po wszystkich tych latach jest inaczej, gdy młodszy brat zrobi coś źle, to podchodzi się do niego z ulgą, wytłumaczy mu, pomoże zaś "Poczekaj Oskar, wytłumaczę Ci" "Oskar, pomogę Ci, Ty się jeszcze nadźwigasz" "Oskar, dobrze pracujesz, nic się nie stresuj, nie jest źle". Ja, kiedy tylko pracuje z kimś z rodziny, to zawsze chodzę jakby przestraszony. Staram się zrobić szybko i dokładnie, ale czasem po prostu nie potrafię czegoś zrobić, nie jestem wystarczająco pewny.
Wszystko to poskutkowało tym, że jako dorosły człowiek uczę się wielu rzeczy, których normalni ludzie uczyli się za dzieciaka, wszystko to skutkuje tym, że gdy podejmuję czegoś nowego, to zawsze muszę walczyć z lękiem przed opinią innych, przed byciem wyśmianym oraz lęku przed niepowodzeniem. Finalnie poskutkowało to też tym, że w nawyku mam otumanianiem się używkami, że dziś walczę z uzależnieniem i że jestem strachliwym chłopczykiem w ciele dorosłego. Pociesza mnie jedynie fakt, że dzięki pracy nad samym sobą oraz walki z nałogiem powoli z tego wychodzę i fakt, że inaczej podchodzi się do młodego, może chociaż on nie wyrośnie na strachliwego oraz bojaźliwego przegrywa pijaczynę.
#przegryw
