#nostalgia #internet #hejto40plus #historia #hejto30plus

Już Adam Mickiewicz pisał "o gdybym kiedyś dożył tej pociechy, żeby internet zbłądził pod strzechy" a może to nie był on... W każdym razie jestem tak stary, że pamiętam czasy kiedy to pojęcie jeszcze nie było obecne w słowniku. Podobno tacy ludzie już dawno nie żyją, ale jak widać jeszcze kilku ich chodzi po tym łez padole. Jednak do brzegu. Czy pamiętacie Wasz pierwszy świadomy kontakt z tzw. siecią? Szok, niedowierzanie czy po prostu świadomość, że jest to kolejny element rozwijającego się świata? W mojej pamięci zapisał się moment kiedy z niedowierzaniem patrzyłem, jak 11 lat starszy brat mojego kumpla z osiedla odpala Wirtualną Polskę. O ile dobrze kojarzę byłem wtedy chyba jeszcze w podstawówce, a więc musiało to być przed końcem czerwca 1997 roku. Później mój tata, który dorabiał w biurze lokalnej gazety zabierał mnie na popołudniowe dyżury i raz w tygodniu przez godzinę mogłem sobie w biurze redakcji skorzystać za friko z internetu. Szaleństwo. Otworzył się przede mną cały świat, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejnym etapem było otwarcie kawiarenki internetowej w moim rodzinnym mieście. Rok 2000. Mania, szaleństwo. W dniu otwarcia nie można się było dostać do środka. W ciągu tygodnia mieli tylu klientów, że musieli wydłużyć godziny otwarcia do 23:00 i umożliwić branie tzw. nocek dla grup. Sam kiedyś wykupiłem z kumplami z osiedla taką opcję. Kwitło tam piractwo, bo gdy weszło się w bliższą zażyłość z właścicielami można było ściągać mp3 a oni za drobną opłatą nagrywali to na CD-R. Tuż po maturze w maju 2002 internet zawitał do mojego rodzinnego domu... to już zupełnie inna historia Mp3, filmy, noce na gadu-gadu, dziewczyny poznawane na czatach...

8d4b4c26-e8ac-4596-aea7-459cca18c9ce

Komentarze (10)

@maximilianan na bogato było widzę. Ja korzystałem nawet jeszcze później. W 2005, jak się wyprowadziłem od rodziców, to przez rok nie miałem netu w wynajmowanym mieszkaniu i biegałem do kawiarenek. W Warszawie w Metrze Centrum była ta w której chyba najwięcej godzin przesiedziałem.

@WatluszPierwszy pierwszy kontakt z netem też jakoś w latach 97-98, u kuzynów w Niemczech. Tam to w ogóle był inny świat, inne możliwości. Niemcy tym bardziej północna Westfalia wydawał mi się taką piękną krainą wtedy. W sumie dzięki temu że tam byli to komp w domu już był odkąd chyba miałem 5-6 lat, więc jak wchodziła informatyka w szkole to byłem oblatany tak że nauczyciele się ode mnie uczyli. Wspomnień czar. Ale jakoś z netem nie miałem nigdy czegoś takiego że świat się przede mną otwiera. Ot kolejna lepsza rzecz w komputerze.

@Tomekku ja mocno wszedłem w ściąganie muzyki i poznawanie ludzi i dlatego miałem tę opcję, że teraz świat jest tutaj dostępny na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, jak się skumałem z jakąś dziewczyną z USA dzięki myspace i ona mi masę fajnych zespołów podsyłała. Oczywiście od razu wszystko ściągałem

@WatluszPierwszy a w sumie jak mi przypomniałeś myspace to też pare znajomości załapałem, ale to już było X lat później. U mnie pamiętam brat na start instalował Kaaze. Próby ściągania pierwszych filmów itp. Choć jak mówiłem, wcześniej to w Niemczech kuzyni już mieli wszystko opanowane, więc tylko korzystałem.

@WatluszPierwszy wolałem inne atrakcje, ale faktycznie do dzisiaj pamiętam dźwięki modemu u kolegi, który miał bogatszych rodziców

po raz pierwszy jak wszedłem do internetu, to nie za bardzo wiedziałem, czego tam szukać

87 rocznik tutaj.


Pojęcie że internet istnieje miałem od około drugiej klasy szkoły podstawowej - tata mi powiedział. Poza faktem że wyobrażałem sobie internet jak południki i równolężniki na mapie i że to komputery połączone kablami to niewiele mi to wtedy mówiło.


Kolejny etap - na jednej z lekcji w piątej klasie poszliśmy do sali informatycznej - normalne lekcje informatyki miałem dopiero w gimnazjum. Na tej konkretnej lekcji bawiliśmy się paintem ale pamiętam jak zobaczyłem ikonkę internet explorera i jeden z łepków powiedział że to jest ten cały internet ale nie działa bo cośtam - nie rozumiałem ani jednego słowa które wypowiadał.


Nie pamiętam co było następne, ale nastąpiło to mniej więcej razem. Pierwsze lekcje informatyki w gimnazjum - pierwsze wspomnienie tam to zakładanie skrzynki emailowej co wydawało się dość skomplikowane. Nie wiem po co ale notowaliśmy adresy serwerów pop3 i smtp.


W mniej więcej tym samym czasie otworzyła się kawiarenka internetowa i kumpel oblatany z komputerem wciągnął mnie i drugiego kumpla. Pierwsze moje samodzielne doświadczenie które do dzisiaj tkwi w głowie. Nie wiedziałem za bardzo czego szukać więc sprawdziłem czy jest jakiś sklep z latarkami marki Petzl - chyba widziałem je w tv w jakimś programie przygodowym. Bardzo mnie jarały. Do tego stopnia że jak zobaczyłem ten sklep to poleciałem do kasy po dyskietkę 1.44'' i zacząłem ściągać i nagrywać na nią fotki latarek które mi się podobały - nie miałem wprawdzie w domu komputera ale wydawało mi się to wtedy całkowicie normalne i przemyślane xD


Poza tym internet w tym czasie nie robił na mnie jakiegoś super wrażenia - lataliśmy z kumplami od czasu do czasu grać w gta2 po lanie - plik instalacyjny był na każdym komputerze w kawiarence jakby celowo zostawiony ale samą grę trzeba było za każdym razem instalować od nowa - nie wiem co miało to na celu, ale gość z obsługi pilnował. Czasami ze starszym kumplem chodziliśmy tam na 'misję' - szukał 'dla kuzyna który za to płaci' fotek babek z playboya i pobierał na dyskietki.


Potem to już z górki - pojawiła się druga kawiarenka - łoili w niej wszyscy w CS'a 1.6 - wydałem tam tyle siana że pewnie ze trzy komputery bym kupił. Pierwszy komputer w domu dopiero w pierwszej klasie liceum - jak na złość zakupiony w ostatni dzień wakacji. To samo z netem dwa lata później.


Kiedy net pojawił się w domu to całkowicie odmieniło mi życie. Trafiło na początki youtuba. Do ściągania rzeczy z neta wtedy chyba królował kazaa i edonkey. Zakupy internetowe i allegro szybko stały się częścią codzienności. No i Tibia - poznałem kilku gości z innych części świata - Portoryko, USA. Ogólnie z językami w szkole szło mi wtedy średnio. Jako jeden z nielicznych w klasie miałem zdawać niemiecki na maturze. Jakie było zdziwienie nauczycielki angielskiego jak nagle zacząłem szprechać o kilka poziomów wyżej niż rok wcześniej.

Zaloguj się aby komentować