Komentarze (19)
@KHOT My to z tych papierowych korków wytaczaliśmy te wybuchowe środki.
Następnie z baterii R20 wyciągało się grafitowy rdzeń i w jego miejsce delikatnie wkładało się te środki z korków i otwor zaślepiało kawałkiem rdzenia.
Powstawał niezły granat, bo po upadku to odłamki baterii potrafiły się w drzewo wbijać.
Że też nikomu z nas rąk nie urwało...
Inną zabawą było uniesienie płyty chodnikowej i podłożenie pod nią kilkunastu korków.
Ubaw po pachy jak jakiś przechodzień nadepną na taką płytę
@SST82 Nieźle, nikt u nas na to nie wpadł na ośce
@Bankrut.pl My to takie dzieci wojny byliśmy. Świetną zabawą była saletra do peklowania mięsa zmieszana z cukrem (najlepiej pudrem). Napełnione tym dezodoranty były świetnymi rakietami. Problem tylko że często wybuchały i leciały w losową stronę xD
Jeszcze nadmanganian potasu (w aptekach był do odkażania ran) zmieszany że srebrzanką (taki metaliczny proszek do mieszania z farbami) dawało piękny błysk i masę dymu. Jak to pierwszy raz w piwnicy odpaliłem to ledwo wyszedłem, bo nie było nic widać (oślepiony błyskiem i zadymione wszystko) ani jak oddychać.
Było takich głupot pełno.
@SST82 Oj tak, oj tak:) Pamiętam jak kolega gotował saletrę z cukrem na kuchence w kuchni i miał niekontrolowany zapłon
Fajna była zabawa z jajkiem niespodzianką - wsypywaliśmy chyba proszek do pieczenia do tego żółtego pojemniczka, dolewało się wody, trzęsło i rzucaliśmy do siebie. W końcu to jajko wybuchało komuś na twarz itp. a my wszyscy pialiśmy ze śmiechu:) Czasy przed internetem to była przygoda!
Zaloguj się aby komentować


