
„Niemcy nadużywają zwolnień lekarskich!”. Nie może być!? – myślę sobie. Ech, te stereotypy… Wiadomo, że bumelant wywodzi się z niemieckiego czasownika bummeln (obijać się, wałęsać), ale żeby zaraz oszwabiać pracodawcę?! Żarty żartami, jednak coś jest na rzeczy, bo to już kolejny rok z rzędu, kiedy o tej porze niemieckie media robią jedynki o chorobach i brakach kadrowych.
To, że na alarm biją związki pracodawców i kasy chorych, jest jasne. Ale coraz częściej głos zaczynają zabierać „najwyższe czynniki”. Absencja zyskała rangę kanclerską. Friedrich Merz nie gryzie się w język i nie są to tylko retoryczne popisy lidera CDU. W co drugim przemówieniu kanclerz wzywa do powrotu etosu pracy; Niemcy muszą pracować więcej i chcieć więcej!
Według rankingów OECD statystyczny Niemiec przepracowuje rocznie zaledwie ok. 1340 godzin, co plasuje RFN na samym dole stawki państw rozwiniętych. Jednocześnie nie jest tak, że Niemcy są nieefektywni, bo wytwarzają przy tym bardzo wysoką wartość na godzinę. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ta wysoka produktywność przestaje szybko rosnąć, a jednocześnie ubywa godzin (demografia, krótszy czas pracy) i dochodzą straty z absencji. [...]
#wiadomosciswiat #niemcy #praca #zwolnienielekarskie #politykazagraniczna #gazetaprawna