Nie znam lepszego przykładu gdy wokalistka swoje niedociągnięcia zamienia na złoto. Bo Dolores O’Riordan pod względem warsztatu głosowego była... przeciętna, a nawet lekko słaba. Na pewno nie miałaby szans w żadnym programie typu talent show. Nie, że nie umiała śpiewać, po prostu miała ograniczenia.
I dlatego właśnie jest nie do podrobienia. Dlatego chociażby ten jeden utwór stał się takim pokoleniowym hymnem. Tam warstwy muzycznej nie ma lepszej niż u zenka martyniuka. Tam nie ma nic w sumie, co gdyby zaśpiewała losowa osoba - by stać się wyróżniającym utworem.
Po prostu ten rwany wokal. Te niedoskonałości sprawiły... doskonałość tego utworu. To nie jest Sinead O’Connor, która miała w głosie wszystko. Cieszy mnie, że Dolores dane było taki utwór zrobić. Wszystkie jej wokalne wady stały się kluczowymi zaletami, zarówno rwanie, jak i krzyczenie, bo gdyby miała głos, to nie szarpałaby, a grała jak chociażby Whitney Houston.
https://www.youtube.com/watch?v=8MuhFxaT7zo
#muzyka