
Kuba przeżywa najgłębszy kryzys humanitarny od czasu rewolucji. Wielogodzinne przerwy w dostawie prądu, brak paliwa, załamanie transportu, turystyki i rolnictwa sprawiają, że coraz więcej mieszkańców protestuje, również w dzielnicach dotąd lojalnych wobec władz. Strach przed reżimem zaczyna ustępować desperacji.
Po utracie dostaw ropy z Wenezueli i zaostrzeniu amerykańskich sankcji kubańska gospodarka praktycznie stanęła. Produkcja wieprzowiny od 2018 r. spadła według ONZ o 95 proc., ryżu o 87 proc., a mleka o 58 proc. Państwo ogranicza system racjonowania żywności tylko do najbardziej potrzebujących, choć już wcześniej około 70 proc. Kubańczyków rezygnowało przynajmniej z jednego posiłku dziennie.
Prezydent Miguel Díaz-Canel ogłosił pakiet „157 pilnych reform”, obejmujący m.in . prywatne banki, sprzedaż udziałów w państwowych firmach i otwarcie rynku dla zagranicznych sieci restauracji. Władze apelują także do emigrantów z Florydy o inwestycje. USA nie wierzą jednak w szczerość tych zapowiedzi, przypominając, że podobne obietnice z czasów Baracka Obamy nigdy nie zostały zrealizowane.
Problemem są również walki wewnątrz kubańskiej elity. Kontrolujący większość gospodarki wojskowy holding GAESA nie wykazuje gotowości do ustępstw, a osoby podejrzewane o chęć współpracy z USA są usuwane, więzione lub zmuszane do emigracji. Nie ma więc wyraźnego przedstawiciela reżimu, z którym Waszyngton mógłby negocjować pokojową transformację.
Według artykułu Pentagon analizuje także scenariusze interwencji wojskowej, w tym dużą operację desantową. Biały Dom obawia się jednak kolejnego długiego konfliktu oraz reakcji Rosji i Chin. Lider kubańskiej opozycji José Daniel Ferrer uważa mimo to, że system stworzony przez Fidela Castro może nie przetrwać do końca 2026 roku, choć jest to jego prognoza, a nie przesądzony scenariusz.
#wiadomosciswiat #kuba #usa #ekonomia #polityka