Komentarze (3)

W tych historiach zawsze przeraża mnie fakt, że Rodzice są gdzieś w TLE. Co jest historia o samobójstwie to starzy gadają. OOooo nie było sygnałów, nic nam nie gadał. Jako ktoś mający emocjonalnie nieobecnych rodziców to przez 30+ lat mojego życia, ani razu nie poruszyli ze mną jakiegoś głębokiego tematu odnośnie mnie, odnośnie życia, czy swojego życia tego kim są. Tylko gadka była: Jak szkoła, studia, jak praca, masz kogoś. Aha ok. Przykre to jest bo wiele znajomych wyprowadziłem z kryzysu gdzie widziałem, że coś nie tak i siadłem z nimi po prostu ich wysłuchać. NIe rzucam tutaj winy ale przeważnie Pierwszą Linią Ochrony powinni być rodzice.

@MartwyKrolik

Rodzice powinni być pierwszą linią obrony. Problem polega jednak na tym, że:

1). Najbliźsi odzierają z intymności. Jest masa tematów, w których czujemy się niepewnie. Próbujemy zadawać pytania, które mogą okazać się "wygłupem". To dlatego łatwiej iść do (obcego) psychologa - bo kiedy wyznamy, że jesteśmy (efektywnie) słabi, to łatka "słabeusza" nie pozostanie z nami w najbliższym otoczeniu.

2). Boimy się oceny. Raz wystawiona przez najbliższych, zostaje na zawsze. Patrz pkt. 1. - "obcy psycholog".

3). Wcale nie chcemy pokazać najbliższym, że jesteśmy słabi. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn. Bo o ile matka kocha swoje dziecko, za to

że jest, o tyle ojciec kocha swoje dziecko za to, jakim jest.

4). Last but not least - rutyna dnia codziennego; rodzice, którzy codziennie coś od nas wymagają, przestają być zaufanym powiernikiem. To dlatego tak często babcia czy dziadek stają się powiernikami naszych tajemnic.

Zaloguj się aby komentować