@Maglev to uśmiechaj się dalej, a potem to poćwicz, bo ja piszę o jednym, Ty wyskakujesz z czymś innym - sprowadzasz dyskusję do jałowych torów, na które ja sama nie wchodzę. Sam robisz tym szkodę dla swojej sprawy, bo nawet nie podejmujesz wysiłku zrozumienia tego, co ktoś pisze.
I ja nie piszę, że jestem tolerancyjna, ALE. Nie jestem tolerancyjna, nie próbuję pod tym względem zakłamywać rzeczywistości. A wiesz dlaczego? Bo tolerancja jest mylona z akceptacją dla pewnych zjawisk/środowisk. Dlatego wolę być konsekwentna i nietolerancyjna w kontekście użycia słowa tolerancja w nowomowie.
Od własnej orientacji nie da się uciec, ale ja nie potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest gejem, tak jak gej nie musi wiedzieć, jakie ja mam preferencje łóżkowe - to jest właśnie stawianie granic w dzieleniu się własną intymnością. Co wnosi do moich kontaktów z taką osobą informacja o jej preferencjach co do wyboru partnera? Nie jestem jej swatką, potencjalnym kandydatem do związku czy cokolwiek, bo kobiety gej nie będzie chciał, a ja męża mam, nie patrzę na każdego chłopa jak na kandydata do związku/łóżka.
A tendencyjny jesteś Ty, zakładając, że jestem tolerancyjna, ALE, że mówię o organizacji, o froncie, że mówię jakieś formułki - nie mówię, nimi posługujesz się Ty i to od początku.
Takie podsumowanie 3-30 to nie impertynenckość, tylko proste przedstawienie faktu - ludzie, których jest niewielu, jeszcze mniej z nich ma jakiś problem, zaczynają mieć problem i zaczynają być stygmatyzowani przez działania aktywistów, którzy swoimi działaniami robią więcej szkody niż pożytku. I taką szkodą jest między innymi "umieszczanie" bez względu na sens fabularny gejów, osób o innym kolorze skóry w produkcjach, w których oryginalnie takich postaci nie było. Bo to nie jest działanie na rzecz różnorodności, tylko na rzecz sztampy. W niemal wszystkich nowych produkcjach masz taki sam "zestaw" bohaterów. Jaka to różnorodność, skoro w ten sposób cały czas widzę to samo? Wiesz co jest różnorodnością? Chcę obejrzeć film o średniowieczu - mam "białych" aktorów, chcę obejrzeć film poruszający problemy gejów - włączam właśnie taką produkcję, a jak mi się znudzi, to przełączam na kino azjatyckie, albo produkcję o bieżącym życiu w Nowym Jorku, gdzie będę miała wszystkich do wyboru/do koloru, bo tam wstawienie takich postaci ma sens. I ego czepiają się ludzie, że zamiast oglądać coś, co ma sens, mają podmianki, mijaki i nie adaptacje (co sugerują plakaty) ale luźne nawiązania do określonych tytułów