Na scenie #atari krąży powiedzenie, że dwa najlepsze dni w życiu, to gdy kupujesz i gdy sprzedajesz Falcona. No więc pochwalić się chciałem, że ten pierwszy właśnie nastąpił
Atari Falcon 030, ostatni prawdziwy komputer tej firmy, ostatni na procesorach Motoroli. Trochę 32-bitowy, trochę 16-bitowy. 32-bitowy procesor ze względu na węża w kieszeni podpięto do 16-bitowej magistrali (co śmiesznie wygląda na schemacie płyty głównej - 16 pinów niepodpiętych do niczego). Później były już tylko Atari PC na x86.
Marzenie z dzieciństwa, kiedy to mały Shagwest ślinił się do zdjęć tego sprzętu w rozmaitych Top Secretach i innych gazetkach. Według różnych szacunków wyprodukowano między 15k a 30k Falconów, więc sprzęt raczej rzadki. Sqego czasu nie miał sobie równych w zastosowaniu w studiach nagraniowych. Dekadę temu chodził na allegro po 7 tysięcy, dziś już nie do dostania poniżej 10. Kompatybilny mocno z Atari ST, więc baza oprogramowania jest, bo tego dedykowanego Falconowi już wiele nie powstało. Zresztą mnie i tak tylko demoscena interesuje. I coś sobie poprogramuję.
Na razie jeszcze nic nie ogarniam, ale dorzuciłem mu koprocesor, bo obok dodatkowego ramu to jedyne rozszerzenie, które wystarczy po prostu wpiąć do płyty. Raczej nie zamierzam zbliżać się do niego z lutownicą i instalować inwazyjnych akceleratorów. Rozważam wymianę słynnego chipu Dallas, który zawiera w sobie baterię podtrzymującą ustawienia - martwą już pewnie od 20 lat.
Muszę kupić czytnik kart CompactFlash, bo taka robi tu za dysk twardy, a na tę chwilę nie mam jak transferować oprogramowania z PC. Mam interfejs sieciowy, ale jego też nie mogę skonfigurować, dopóki nie ogarnę jakiegoś softu do edycji tekstowego pliku konfiguracyjnego.
W każdym razie, jaram się
#starekomputery #retrocomputing #atarifalcon




