Mundial 1970 – piękno i bestie
Cztery minuty przed końcem finału Brazylia prowadzi 4:1 z Italią. Tostão gubi piłkę, lecz Clodoaldo ją odzyskuje i mija trzech Włochów. Dalej piłka mknie przez Rivellino do Jairzinho, od niego do Pelégo, który obraca się i bez chwili zastanowienia podaje ją na dobieg do Carlosa Alberta. Ten wbiega w pole karne i ze wszystkich sił uderza w dolny róg. Niemal każdy, kto oglądał ten finał w kolorowej telewizji – na tle wyblakłej od słońca, meksykańskiej murawy, żółte koszulki i kobaltowe spodenki – wspomina ów moment jako coś więcej niż mecz piłkarski. „Brazylijska wygrana porównywalna jest z podbojem Księżyca przez Amerykanów" – pisał „Jornal do Brasil". Nie brzmiało to absurdalnie. Mundial 1970 stał się synonimem futbolowego piękna – lecz za tym pięknem kryło się tyle samo politycznej brutalności co w każdym innym turnieju.
Meksyk otrzymał organizację na kongresie FIFA w Tokio w 1964 roku, wyprzedzając Argentynę głosami 56:32. Krajem rządziła Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna – PRI – utrzymująca władzę nieprzerwanie od 1928 do 2000 roku: twór, który Vargas Llosa nazwał „idealną dyktaturą", bo zachowywał pozory demokracji, mając pod kontrolą wszystko, włącznie z kartelami i organizacjami chłopskimi. Jedyną siłą poza zasięgiem PRI byli studenci. Dwa lata przed mundialem, 2 października 1968 roku, na Placu Trzech Kultur w Tlatelolco agenci w cywilu i żołnierze z automatami otworzyli ogień do pięciotysięcznego tłumu protestujących. Zginęło prawdopodobnie około czterystu osób. Do mundialu w 1970 roku nikt już nie protestował – masakra zepchnęła opozycję do podziemia.
Brazylię do turnieju przygotowywał João Saldanha – dziennikarz, komunista, marzyciel. Brazylia wygrała wszystkie sześć meczów kwalifikacyjnych, strzelając dwadzieścia trzy gole. Gdy prezydent-dyktator Médici zasugerował, że chciałby zobaczyć ulubionego napastnika Dadá Maravilhę w składzie, Saldanha odparł: „Ja nie wybieram ministrów, a prezydent nie wybiera składu." Po przegranej 0:2 z Argentyną i krytycznych artykułach dla europejskiej prasy Saldanha stracił posadę. Zastąpił go Zagallo – wyciszony, z klasy średniej: wszystko, kim Saldanha nie był. Wprowadził Rivellino na lewą stronę, zaś Clodoaldo i Gérsona jako parę środkowych pomocników. „Gérson grał jakby wszystko widział z trybun" – mówił Tostão o jego zdolności do organizowania gry. Przed mundialem piłkarze spędzili sto dni na przygotowaniach w wojskowych ośrodkach. Sekretarz ochrony delegacji był majorem, który po latach okazał się jednym z oprawców reżimu.
Mistrzów świata – Anglię – owładnął po drodze skandal. W Bogocie asystentka sklepu jubilerskiego Fuego Verde twierdziła, że widziała, jak Bobby Moore zabrał ze sklepu bransoletkę. Wersje zdarzenia się zmieniały, w końcu podczas rekonstrukcji wydarzeń ustalono, że złota bransoletka z kryształami miała znaleźć się w kieszeni marynarki piłkarza. Moore udowodnił sądowi, że w reprezentacyjnej marynarce takiej kieszeni nie ma. Sprawa wlokła się do 1975 roku. W Meksyku również nie oszczędzono Anglii: napastnik Jeff Astle, na tyle źle znosił turbulencje w samolocie, że wypił zdecydowanie więcej niż mógł i musiał być wyniesiony na rękach kolegów z samolotu, co nie umknęło uwadze lokalnej prasy.
Za kulisami kwalifikacji rozegrał się dramat, który przeszedł do historii jako Wojna Piłkarska. Przez lata mieszkańcy Salwadoru osiedlali się na prawie bezludnych ziemiach Hondurasu. Gdy hondurański rząd odebrał Salwadorczykom zajmowane grunty, ci chwycili za maczety. Napięcie zbiegło się w czasie z meczem barażowym obu krajów o miejsce na mundialach – Salwador wygrał dogrywką 3:2 w Mexico City, a dzień później zerwał stosunki dyplomatyczne z Hondurasem. 14 lipca osiem salwadorskich mustangów P-51 zbombardowało cele na terytorium wroga; armia lądowa wkroczyła do Hondurasu i dotarła siedemdziesiąt pięć mil od stolicy Tegucigalpa, zanim zatrzymały ją dżungle i bagna. Honduras odpowiedział swoimi corsairami, doszło do ostatnich w historii walk powietrznych z udziałem samolotów tłokowych. Organizacja Państw Amerykańskich wymusiła zawieszenie broni po niespełna czterech dniach – lecz ostateczny traktat pokojowy podpisano dopiero ponad dekadę później. Zginęły trzy tysiące osób. Salwador podczas mistrzostw przegrał wszystkie trzy mecze grupowe, tracąc dziewięć goli.
W fazie grupowej Brazylia i Anglia rozgrały mecz, który wielu uznaje za jeden z najwspanialszych w historii mundiali. Kibice meksykańscy byli po stronie Brazylii – Ramsey skutecznie zraził ich do Anglii swoim komentarzem o „zwierzętach" sprzed czterech lat i przywiezieniem własnego autobusu, jedzenia i wody. Tostão swoim dryblingiem stworzył wolną przestrzeń po drugiej stronie boiska, gdzie przerzucił futbolówkę, Pelé przyjął ją do ziemi i posłał Jairzinho, który wbił ją bramkarzowi Banksowi nad głową. Wcześniej Banks zdążył zatrzymać niesamowite uderzenie głową Pelégo tuż przy słupku – obrona uznawana za jedną z najlepszych w historii. Po meczu Pelé i Moore wymienili koszulki w geście wzajemnego szacunku. Dla obu kończyła się pewna era.
RFN w ćwierćfinale odwróciła wynik z 0:2 po zmianie Bobby'ego Charltona. Bramkarz Peter Bonetti – zastępca chorego Banksa – przepuścił słaby strzał Beckenbauera, w wyniku czego Anglia odpadła.
Półfinał Włochy–RFN upamiętnia dziś tablica przy Azteca z napisem „Mecz Stulecia". Dziewięćdziesiąt minut było przeciętnych, lecz dogrywka okazała się szalona: pięć goli padło w trzydziestu minutach, w tym dwa Müllera. Beckenbauer grał ostatnią połowę z unieruchomionym na temblaku ramieniem po zwichnięciu barku. Ostatecznie wygrali Włosi 4:3 dzięki trafieniu Rivery.
Tuż przed finałem Pelé był pod takim wrażeniem ogromu wydarzenia, że płakał ze wzruszenia w autokarze jadącym przez Mexico City. Chował się między siedzeniami, żeby nie widzieli go koledzy. Podczas meczu w osiemnastej minucie posłał głową piłkę do siatki i dotrzymał obietnicy danej ojcu po Maracanazo. Brazylia wygrała 4:1, a gol Carlosa Alberta w 86. minucie stał się symbolem futbolowej doskonałości. Jairzinho trafił do siatki w każdym meczu turnieju, jako drugi zawodnik w historii po Ghiggii.
Po powrocie do kraju prezydent Médici uścisnął Carlosa Alberta ze słowami: „W imieniu Brazylii, dziękuję. Pokazaliście, jak wielki jest nasz kraj." Do Pelégo zwrócił się: „Jesteś wielkim bohaterem, jesteś królem… Jakie szczęście, że urodziłeś się tutaj." Zawodnicy nie mieli wyjścia – musieli przyjąć te gratulacje. Lecz dyktaturze nie można odmówić, że przejęła triumf i użyła go jako ideologicznego spoiwa swego „brazylijskiego cudu".
Wilson napisał, że mundial 1970 przypomina Woodstock: obydwa stały się symbolami utraconej możliwości, obu przypisano mityczną doskonałość, której blask zasłonił mroczną rzeczywistość. Rekordowa liczba goli, żółte koszulki Brazylii w kolorowej telewizji i satelita Telstar transmitujący obraz w czasie rzeczywistym – wszystko zlało się w jeden ponadczasowy obraz. Lecz za nim stała masakra w Tlatelolco, tortury reżimu Médiciego i sędziowanie tak słabe, jak chociażby w półfinale, gdzie Włochom nie odgwizdano dwóch oczywistych jedenastek.
Trofeum Rimeta trafiło do brazylijskiej federacji na stałe. Kilkanaście lat później skradziono je z sejfu w Rio. Nigdy go nie odzyskano.
Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z tej strony.
#pilkanozna #mistrzostwaswiata #mundial
#owcacontent





