Mojej kuzynce właśnie uspali psa. I tak sobie uświadamiam jedną rzecz. 3 lata temu odeszła moja ukochana kotka z domu rodzinnego. Była ze mną 17 lat (miałem 26 jak odeszła). Byłem do niej ogromnie przywiązany i pamiętam jaki to był ból, kiedy dostałem telefon, że odeszła rano. Ryczałem jak bóbr, a jestem z tych, co nie umieją płakać. W sumie płaczę tylko jak ktoś umiera (pomarli mi dziadkowie w ostatnich latach).
Teraz mam psa. Mojego, własnego, którym się zajmuję. Jest ze mną już 7 miesięcy. Kotka była typową "księżniczką". Kochała, ale miała charakterek, czasem paskudny. Była mega inteligentna (nigdy w życiu nie widziałem, nawet wyszkolonego psa, który by tak reagował na imię i wiedział kiedy się o nim mówi), ale ciężka. Moja obecna psina też jest ciężka (beagle), ale mnie turbo kocha. I wiecie co? Nie potrafię nawiązać (przynajmniej jeszcze) takiej więzi z nią. Może to kwestia czasu? A może po prostu już się nie da, ponieważ relacje nawiązane w dzieciństwie są silniejsze? Tak sobie tylko rozkminiam. W sumie to dobrze, bo nie chciałbym już tak się przywiązywać na amen do zwierzaka, ale jednak mam z tyłu głowy pytanie "czemu".
Co jest ciekawsze, moj pies jak mnie widzi to wariuje z radości, a kotka to była wredna suka czasem xD
#psy #koty #przemyslenia #gownowpis
Komentarze (3)
@Lopez_ Miałem tak samo z kotem, mojemu kocurowi pikawa padła bo nie wytrzymała tych upałów w 2023, też 17 lat. Też ryczałem jak bóbr. Wydaje mi się że to kwestia tego że ten zwierzak był przez ponad połowę twojego życia.
Człowiek dorasta i dorośleje, uświadamia sobie że ten zwierzak to tylko na chwilę.
Polecam żółwia, jest duże prawdopodobieństwo że Cię przeżyje.
Pozdrawiam Serdecznie
@Krzysztof_M no i z żółwia można zupę zrobić
Zaloguj się aby komentować