Mój karton taki mokry.
- Tymczasem media donoszą, że eksperci potwierdzili, że pocisk z lasu pod Bydgoszczą to rosyjska rakieta Ch-55.
- Potwierdza się też, że rakieta spadła tam w grudniu, ale Potężna Polska uznała, że nie ma się co przemęczać z jej szukaniem, więc sprawę olała, aż e kwietniu znalazł ją jakiś cywil na konnej przejażdżce.
- Nawet wtedy pozbierano ją tak niedokładnie, że inni cywile znajdowali sobie jej kawałki.
- Pinokio twierdzi, że o grudniowym incydencie dowiedział się dopiero w kwietniu. Jeśli mówi prawdę - to znaczy, że wojsko nie informuje premiera o rosyjskiej rakiecie nad terytorium NATO, gdy Rosja za miedzą prowadzi wojnę. Jeśli kłamie, to znaczy że przez 5 miesięcy wiedział, że w lesie leży niewybuchnięta rakieta i uznał, że "nah, it's fine".
- Czemu jej nie znaleziono, skoro w grudniu jakoby poderwanie w celu jej eskortowania polskie i zachodnie myśliwce, które chyba widziały, gdzie spadła? Nie wiadomo. Czy w ogóle ja widziano, czy rząd i w tej kwestii kłamie? Nie wiadomo. Czemu jej nie zestrzelono? Nie wiadomo. Czy wykryły ją polskie radary? Nie wiadomo.
- Czy przeleciała kilkaset km nad polskim terytorium i spadła do lasu niedaleko wielkiej bazy NATO, gdzie widocznie nikomu nie chciało jej się szukać? Owszem.
- Oczywiście to nie był żaden rosyjski atak, tylko usterka w nawigacji. Rakieta na szczęście nie była uzbrojona, bo służyła za wabik dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, więc zamiast głowicy miała betonowego klocka.
Ale o tym niekoniecznie wtedy wiedziano, prawda?
#wiadomoscipolska #putinowskapolska #jebacpis #bekazpisu #polityka
(tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
