Kupiłem jakiś czas temu opony rowerowe zimowe z kolcami. Bardziej na próbę niż z przekonania. I okazało się to niegłupim pomysłem, dzisiaj się zdecydowanie przydały. W czasie powrotu z pracy padała marznąca mżawka, licznik pokazywał -3°C. W końcu byłem w stanie wyprzedzać kurierów Glovo i Uber eats. Piesi chodzili po trawie bo po chodniku się w wielu miejscach nie dało, pozostali rowerzyści trenowali drift na jednośladach. Ja jechałem w sumie bez większych problemów. Raz gdy zatrzymałem się na światłach to nie mogłem ruszyć bo buty mi się ślizgały i nie mogłem się odepchnąć


Co do samych opon:

  • głośne, jedzie się ciut ciężej i wolniej niż na "letnich" ale da się przeżyć.

  • bardzo dobrze trzymają się na oblodzonej nawierzchni, tam gdzie inni omijają zamrożone fragmenty drogi można jechać prosto.

  • na mocno zlodowaciałej drodze opona będzie się trzymać nawierzchni ale rowerem i tak będzie telepać, przyjemność z jazdy średnia. Opona z kolcami raczej się przyda na dojazdy do pracy niż na rekreacyjne wycieczki rowerowe zimą.

  • na grząskim śniegu nic nie pomogą, może by dały radę gdyby były w rozmiarze opon od fat-bike'a (mam gravela max szerokość 700x42C)

  • przekładanie opon jest czasochłonne, warto kupić drugi komplet kół na podmianę albo budżetowy zimowy rower.

  • nie mam pojęcia jaka jest żywotność takiej opony, po 300km nie widać śladów zużycia.

  • cenowo do najtańszych też nie należą. Za to leczenie potencjalnych zwichnięć i złamań kosztuje więcej niż komplet opon.

Kupiłem Schwalbe Marathon Winter Plus, chciałem kupić Continental Spike ale już nie było gdzie.


#rower

1f860879-0fb4-46ff-ae5d-f54674c94b53

Komentarze (1)

Zaloguj się aby komentować