Kolejny wpis. Tym razem od "Producent dronów". Kanał poświęcony testom i produkcji w Rosji dronów i innych systemów. Konto powiązane ludźmi w rosyjskim wojsku i tak jak wszyscy inni był przez chwilkę szczery, że ta wojna nijak nie idzie zgodnie z planem i bliżej do wstydu i rozczarowania
======================
Dzisiaj wszyscy oddają się refleksji na temat początku SWO, a pod wieczór i my ulegliśmy temu nastrojowi. Wyzwalaczem stał się ten post, który – moim zdaniem – trafia w samo sedno tego, co się dzieje.
Niestety, nie mamy na celu zwycięstwa, a obecną sytuację można nazwać anarchią, w której jedna ręka nie wie, co robi druga, a na dodatek jeszcze jej przeszkadza.
Duchowy i technologiczny zryw z 2022 roku został sztucznie zdławiony. Duchowy – zgodnie z zasadą „żeby tylko z tego czegoś nie było”, a po buncie Prigożyna to przekonanie tylko się umocniło.
Z technologicznym sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Mamy tu od razu dwa elementy: kłamstwo i chciwość.
Kłamstwo skutkuje tym, że już wiele razy „zdobyliśmy” Kupiańsk, w armii rzekomo wszystko jest, ciężkich dronów nie ma, bo to technologicznie skomplikowane – i innymi bzdurami, które leje się do uszu dowództwa począwszy od pewnego szczebla. Z tego powodu najwyższe kierownictwo żyje w bańce i spuszcza w dół odpowiednie rozkazy. Niestety, pod tym względem niewiele się zmieniło od początku SWO.
Pociesza jedynie to, że u Ukraińców jest mniej więcej tak samo. [zdanie dupochron przed FSB przyp. Aryo
Chciwość karmi się na żyznej glebie kłamstwa. Na przykład, wciskając towarzyszowi generałowi bzdury, można nie dopuścić do testów projektów konkurencji, czekając, aż własny zespół coś stworzy, a potem jeszcze sprzedać to za 95 milionów, bo przecież „nie ma odpowiedników”!
Albo dostosowywać wymogi testów ściśle pod własny projekt.
Sekretem sukcesu jest kopiowanie i nadrabianie zaległości; wyprzedzające innowacje nie są mile widziane, po prostu się ich nie rozumie. A to, co uderza w nas już od pół roku – to jeszcze można pojąć. Najwyższy czas zacząć robić u nas to samo.
To, że w efekcie od dwóch lat w wojsku brakuje darmowych i w wystarczającej ilości ciężkich dronów, dronów morskich, zapalników magnetycznych i innych ustrojstw, mało kogo obchodzi. Żołnierze kontraktowi idą do wojska, front się przesuwa – znaczy, wszystko jest w normie.
Nie bez powodu krytykujemy spółkę MACH, bo sytuacja z nią to dokładnie to samo, co dzieje się w zamówieniach publicznych, z tą różnicą, że te drugie są ukryte przed wścibskimi oczami. MACH wdarł się w przestrzeń informacyjną jak słoń do składu porcelany, ujawniając szerokiej publiczności powszechnie znane w wąskich kręgach metody eliminowania konkurencji.
Tu pojawiają się eksperci głoszący: „używamy tylko tego kremu w naszym bunkrze od 1917 roku”, albo: „ten krem ma unikalne właściwości, to konstrukcja bez odpowiedników na świecie”, czy też: „inne kremy robią terroryści i wrogowie ludu”, i wreszcie: „za tym kremem stoją ci od pilnych zbiórek internetowych i malwersanci”. I nieważne, że zaledwie jedna fundacja wolontariacka zaopatrzyła półtorej przedwojennej armii w apteczki (w zeszłym tygodniu dobili do 250 tysięcy sztuk). Że drony FPV wciąż produkują podmioty prywatne itd.
Prywatne podmioty plączą się pod nogami, przeszkadzają zarabiać w wciąż wolnych niszach. Obnażają nieefektywność i ociężałość państwowych projektów, do tego ich rozwiązania są 10 razy tańsze – doprawdy, komu by się to spodobało...
A na dodatek w głowach mają zwycięstwo, dumę, chwałę przodków i inne bzdury. Niewygodni ludzie...
Mechanizmy pozwalające prywatnemu przedsiębiorcy łatwo współpracować z państwem na korzystnych warunkach (i nie pójść przy tym siedzieć) nie są tworzone z tych właśnie powodów. Dokładniej mówiąc, są tworzone, ale działają jak miłość w prezerwatywie – ruch jest, postępu brak (cytat z filmu DMB).
Ogólnie rzecz biorąc, chęć zakończenia wojny jakimkolwiek w miarę akceptowalnym wynikiem – jest zrozumiała. Zrozumiałe jest również to, że tak naprawdę walczyć nie chcemy i nie potrafimy. Nie mamy do dyspozycji ani kogoś w stylu Huti, ani czym ich uzbroić. Nie chcemy kłócić się z Zachodem, nie chcemy źle w ich oczach wyglądać, stąd brak chęci do kąsania z ukrycia, tak jak oni to robią z nami.
Tępo boimy się ugryźć w palec, żeby na przyszłość nie wtykali ręki.
W obecnej sytuacji może to i słuszne...
Podsumowując, czwarty rok nasza ekipa kończy z mieszanymi uczuciami. Bliżej nam do wstydu i rozczarowania. Przyczyny były na naszym kanale wielokrotnie poruszane, nie chce się powtarzać.
W każdym razie będziemy robić to, co do nas należy, i niech się dzieje co chce.
I tak, w ogóle nie chodziło tu o Ukraińców. To, co tam z nimi podpiszą, nie ma żadnego znaczenia. U nich po SWO wszystko co najciekawsze dopiero się zacznie. Nie będą mieli do nas głowy.
Wstyd, że do stołu supermocarstw nie potrafiliśmy / nie chcieliśmy usiąść.
Zakończę cytatem z pewnego czatu: „chciałoby się po prostu obudzić”.
#rosja #wojna #ukraina #aryocontent



