Kolejny ciekawy norweski ser, którym ostatnio się delektuję — pultost. A więc kontynuuję profanację tagu #twarog
Pultost wygląda trochę jak twaróg z kminkiem, który trochę za długo leżał i trochę zżółkł. Jest to tradycyjny ser fermentowany, zwykle z solidną dawką kminku. Konsystencja bywa różna: jest wersja miękka, do smarowania, albo sucha, lekko grudkowata (moja ulubiona).
Wersja do smarowania jest łatwiejsza w użyciu, ale mnie bardziej smakuje ta sucha — chociaż trzeba się trochę namęczyć, żeby ją „przykleić” do kanapki i zjeść. No chyba że ktoś woli wyżerać z kubełka łyżką — wtedy nie ma problemu
Zapach… no cóż. Nie jest to aromat, który zaprasza do stołu, chociaż bez tragedii. Dość łagodny, ale kwaśny, fermentacyjny, z mocnym kminkowym uderzeniem. Taki klimat „stara wiejska spiżarnia”.
W smaku wyraźnie kwaśny, trochę twarogowy, dość intensywny — powiedziałbym nawet, że lekko słony. Jeśli ktoś nie lubi kminku, to może od razu odpuścić. Ale jeśli ktoś lubi takie surowe, tradycyjne klimaty — to ma to swój smak.
Dietetycznie jest bardzo ciekawie. Pultost ma mało tłuszczu i bardzo dużo białka — zwykle około 30–40 g na 100 g produktu. Dla porównania klasyczny polski twaróg chudy ma zazwyczaj około 18–20 g białka na 100 g. Czyli pod względem protein pultost wygrywa wyraźnie, choć do rekordowego gammalost fra vik (około 50 g) jeszcze mu trochę brakuje.
Krótko mówiąc: pultost to nie jest „ser do wina i świeczek”. To bardziej ser do grubego wiejskiego chleba z masłem i mocnej kawy.
#norwegia







