Koledzy, wspomóżcie dobry słowem.
Podczas mojej ostatniej podróży do Marrakeszu wstąpiłem do Agarwood Maroc i po uczcie zapachowej zdecydowałem się na Musk Ghazal Nepal 20 years, olejek z piżma, 20 letni. Sam olejek na w sobie resztki tego piżma (takie granulki).
Pachniało to cudownie, nie potrafię opisać, ale przy cenie promocyjnej 900 zł/3 ml musiało wywrzeć wrażenie, bo jednak kupiłem z chęci, a nie musu.
Dzisiaj ubrałem go do pracy. Wszedł kolega i pyta co tu tak krowami daje. Idę do toalety i akurat za mną pani sprzątająca, żeby uzupełnić ręczniki i zadaje pytanie - „wie pan co tam u was w pokoju taki nieprzyjemny zapach jest? Tam i tutaj też, bo aż wytrzymać nie idzie.” Ze śmiechem odpowiedziałem, że to pewnie moje perfumy i oboje uśmiani zakończyliśmy interakcje.
Tylko ja tych krów nie czuję. Jest taki gładki, może kremowy, lekki, jakby jakimś kwiatem zalatywało.
Nos do wyrzucenia czy olejek powinien przejść w tryb domowy?
#perfumy

