Karol Wigierski
– A do odpowiedzi poproszę dzisiaj Karolka Wigierskiego – powiedziała pani Irska, zaraz po tym, kiedy tylko skończyła sprawdzać listę obecności.
Tomasza zamurowało. Z ociąganiem podniósł się z ławki. Obrzucił spojrzeniem klasę tak, jakby próbował szukać ratunku, ratunku jednak nie mógł spodziewać się znikąd. Wszystkie pozostałe dziewiętnaście osób, które zasiadły w klasowych ławkach, wzrok miało wbity w znajdujące się przed nimi blaty. Tomasz powoli, noga za nogą, powlókł się w kierunku tablicy. Kiedy dotarł na miejsce, on również opuścił głowę. Wbił wzrok w podłogę, być może dlatego, że w tym momencie nie miał przed sobą żadnego blatu.
– Powiedz nam, proszę, Karolku, co wiesz o krajobrazie Tatr? – zapytała pani Irska.
Tomasz nie musiał wcale podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że wszyscy inni, którzy w tej chwili znajdowali się razem z nim w sali podnieśli głowy i wpatrują się w niego. On sam przecież robił dokładnie to samo, kiedy pani Irska wywoływała do odpowiedzi kogoś innego. Czuł się wtedy bezpiecznie. Tylko że tym razem to właśnie on znajdował się w stanie zagrożenia, a bezpieczni, przynajmniej tymczasowo, byli wszyscy inni.
– A więc Tatry… – zaczął Tomasz wpatrując się w swoją obutą w but na jasnej podeszwie stopę, która z jakiegoś powodu mocno wsparła się piątą o podłogę, zaś palcami, jakby sama z siebie, zaczęła na tej podłodze wykonywać półkoliste ruchy. – A więc Tatry leżą w Zakopanem. Główną ulicą Zakopanego są Krupówki i przy tej ulicy znajduje się pensjonat Podhale, w którym pokoje są bardzo drogie – kontynuował Tomasz, przypominając sobie zeszłoroczną próbę ustalenia z Eweliną tego, gdzie mają pojechać na wakacje. Ewelina od zawsze chciała odwiedzić góry, a on był nawet skłonny do tego, żeby to jej marzenie spełnić. Tylko te ceny. Kiedy na jednym z portali internetowych przeglądali ofertę noclegową Zakopanego, Tomasz był przerażony. Nie to, że nie było ich na to stać, ostatecznie mieli odłożone trochę pieniędzy, zresztą na wakacjach nie byli już od ilu to lat? Od trzech, chyba? Tylko że były pilniejsze wydatki. Zawsze były. Nie pojechali więc wtedy do Zakopanego, a Tomasz do dzisiaj pamiętał, jak bardzo się wtedy z Eweliną pokłócił.
– Nie pytam cię, Karolku, o Zakopane, ale o Tatry. Widzę, że się denerwujesz, więc spróbuję ci jakoś pomóc. Opowiedz nam, proszę, czym się różni regiel górny od regla górnego. Mówiliśmy o tym na poprzedniej lekcji.
Faktycznie, Tomasz kojarzył te nazwy. Faktycznie, pani Irska coś w zeszłym tygodniu o tych reglach opowiadała, jednak poza samymi nazwami, poza tym, że coś takiego istnieje, Tomasz nic więcej nie potrafił powiedzieć. Miał nawet zamiar wczoraj wieczorem o tym poczytać, ale przecież tyle miał na głowie, był tak zmęczony, że kiedy wieczorem usiadł przy biurku z podręcznikiem, to zwyczajnie nad tym podręcznikiem zasnął.
– Nie mam pojęcia czym różni się regiel dolny od regla górnego – pięknie, pełnym zdaniem Tomasz odpowiedział pani Irskiej, choć to piękne, pełne zdanie w niczym nie mogło już mu pomóc. Nie mogło ono już w żaden sposób zmienić tego, co usłyszał zaraz po nim:
– No dobrze, Karolku. Znowu jesteś nieprzygotowany, a przecież mówiłam ci, ostatnim razem, że dam ci szansę na poprawę. Ocena niedostateczna. To już kolejny twój niedostateczny w ostatnim czasie i twoja sytuacja zaczyna naprawdę wyglądać poważnie. A teraz wracaj do ławki.
Tomasz, znów posuwając się noga za nogą, przemierzył tę samą trasę co kilka minut wcześniej, ale w odwrotnym kierunku. Kiedy opadł na krzesło, usłyszał jak pani Irska prosi do odpowiedzi Kasię Kunicką. Tomaszowi udało się zarejestrować jeszcze to, jak Marta wstaje, jak podchodzi do tablicy, jednak samej odpowiedzi Marty Tomasz już nie usłyszał. Tomasz pogrążył się w myślach. Martwił się czekającą go w domu rozmową.
***
– Ta facetka się uwzięła na mojego Karolka! – wypuszczając dym stwierdził Tomasz w czasie przerwy, którą razem z Martą Kunicką, mamą Kasi spędzał w męskiej toalecie, gdzie przy uchylonym oknie palili na spółkę jednego papierosa.
– Ja z moją Kasią nie mam takich problemów. Moja Kasia to złote dziecko! Moja Kasia zawsze jest grzeczna i posłuszna. Moja Kasia dobrze się uczy i zawsze jest przygotowana. Ot, choćby dzisiaj, z tej geografii…
– „Łatwo powiedzieć” – pomyślał Tomasz, przestając słuchać Marty, która nie tylko nie przerywała swojego monologu, ale coraz bardziej rozpływała się nad wspaniałością własnej córki. – „Łatwo powiedzieć, kiedy ma się niemal całe dnie dla siebie, kiedy dzieckiem zajmuje się babcia. Kiedy pracuje się w firmie u teścia na stanowisku synowa i, chyba nawet z nudów, bo przecież w takiej pracy na pewno nie ma co robić, bo co też może w pracy robić synowa, chyba tylko jeździć w te delegacje, Malediwy czy inna Dominikana, z których zdjęciami tak lubi się chwalić po wywiadówkach, więc chyba nawet z nudów zaczyna się te podręczniki przeglądać. Kiedy nie ma się innych zajęć niż ten nieszczęsny obowiązek szkolny, a i to nie zawsze, bo przecież dziś Marta przyszła do szkoły wyjątkowo. Zwykle miejsce Kasi Kunickiej w szkolnej ławce zajmuje przecież jej babcia.”
– … i dlatego nie rozumiem tych wszystkich narzekań rodziców na swoje dzieci. Że im tak ciężko, że to tyle roboty, że są zmęczeni i na nic nie mają czasu… – kontynuowała Marta.
– Mieliśmy po trzy palić – w wypowiedź Marty wtrącił się Tomasz.
Marta niechętnie podała mu wypalonego do połowy papierosa. Tomasz włożył lekko czerwony od szminki filtr do ust i właśnie miał się zaciągnąć, kiedy drzwi prowadzące na korytarz nagle się otworzyły.
– Tutaj jesteście! – wykrzyknęła stojąca w nich pani Irska, a w jej głosie brzmiał pewien rodzaj triumfu. – Już od dawna dało się od was wyczuć dym, tylko jakoś wcześniej nie udawało mi się was przydybać! No to teraz będziemy mieli do pogadania!
***
Po szkole, tak jak co dzień, Tomasz udał się do pracy. Zadanie, którym ostatnio się zajmował okazało się być wyjątkowo trudne, Tomasz miał do przygotowania już i tak opóźniony kwartalny raport sprzedażowy. Siedział nad tym raportem już drugi tydzień, a wciąż nie umiał zestawić niezadowalających danych przedstawiających wyniki daleko niższe od założonych planów w taki sposób, żeby spełnić oczekiwania zarządu. Pracy wcale nie ułatwiało mu też to, że nie potrafił swoich spraw prywatnych zostawić poza biurem. Głowę wciąż zaprzątała sprawa kiepskich wyników jego syna.
– „I jeszcze ta cała sprawa z papierosami! Że też to musiało się zdarzyć akurat teraz! Jakbym mało miał jeszcze kłopotów na głowie!” – myślał Tomasz, wciąż zastanawiając się nad tym, w jaki sposób ma wieczorem przeprowadzić rozmowę z Karolkiem. – „A może by tak jakieś korepetycje? – przyszło mu nagle do głowy. – „Nie, to raczej nie jest dobry pomysł. Takie korepetycje przecież sporo kosztują, skąd wziąć na to pieniądze? A zresztą, pieniądze to nawet by się może i znalazły, ale przede wszystkim, to skąd wziąć na to czas?” – Tomasz nie potrafił sobie wyobrazić tego, jak do swojego, już i tak bardzo napiętego harmonogramu byłby w stanie wcisnąć jeszcze regularne spotkania z korepetytorem. – „Z drugiej jednak strony, jeśli Karolek nie zda, to trzeba będzie użerać się tym wszystkim o rok dłużej. No i, przede wszystkim, co sobie inni o nas pomyślą? Mój syn przecież nie może być gorszy, nie może być gorszy nawet od takiej Kasi Kunickiej! Tylko co zrobić? Co zrobić?”.
Tomasz nie potrafił wymyślić co ma zrobić, postanowił więc odłożyć problem na wieczór, rozważyć go w czasie powrotu z pracy. Wrócił tymczasem do raportu, udało mu się skupić na nim całą swoją uwagę, lecz nawet pomimo tego komórki arkusza kalkulacyjnego wciąż nie chciały zapalać się na zielono.
Kiedy nadeszła godzina zakończenia pracy, raport Tomasza wciąż jeszcze nie był gotowy. Mimo tego Tomasz wyłączył komputer, sięgnął po stojąca przy biurku teczkę i udał się do wyjścia. Przy odbijaniu karty spotkał Prezesa.
– Jak tam, panie Tomku? – zapytał Prezes. – Wciąż czekam na ten pański raport.
– Tak, wiem, panie Prezesie. Tyle, że dane ciągle jeszcze spływają. Myślę, że jutro, najdalej pojutrze, wszystko powinno być gotowe. Chociaż, powiem panu, że już teraz wygląda to wszystko bardzo, bardzo obiecująco.
– Cieszę się wobec tego, panie Tomku. I czekam niecierpliwie. A jak tam u w domu? Wszystko w porządku?
– Tak, wszystko w porządku – odpowiedział Tomasz, po czym schował kartę do wewnętrznej kieszeni marynarki i pospiesznie wyszedł z budynku.
***
– Ty myślisz, że po co ja sobie żyły wypruwam?! Ty myślisz, że po co ja to wszystko robię?! Dla siebie?! Dla ciebie to wszystko robię! A tu kolejna jedynka z geografii!
– Ale ja się naprawdę nauczyłem, tato! Mogę iść jutro do szkoły, mogę sam się zgłosić do odpowiedzi! A jak chcesz, to możesz mnie teraz przepytać!
– Ty mi tu nie pyskuj! Ciebie to z czymkolwiek samego zostawić, to człowiek później i tak musi to po tobie poprawiać! To chyba lepiej od razu zrobić dobrze i mieć święty spokój, prawda?
Karolek milczał.
– I jeszcze ta cała sprawa z papierosami! – kontynuował Tomasz wobec milczenia syna. – Co ci w ogóle strzeliło do głowy? Oj, będę się za ciebie wstydził na wywiadówce! Oj, znowu będzie wstyd przed wszystkimi! Tyle w tym dobrego, że i tą całą Kunicką razem z tobą przyłapali, to może jej matce utrze to w końcu trochę nosa i skończy się wreszcie, że „moja Kasia to i moja Kasia tamto”. Już ja będę wiedział, co jej wtedy odpowiedzieć! – Tomasz na chwilę zawiesił głos, po czym kontynuował: – A pomyślałeś może, jak ja bym chciał chociaż raz raz stanąć przed wszystkimi i posłuchać, że to właśnie mój syn, mój Karolek Wigierski napisał najlepsze wypracowanie w całej klasie? Że najlepiej zdał test z matematyki? Wiesz, jak ja bym tego chciał? Ale nie! Ja muszę wysłuchiwać o tym, że mój syn, mój Karolek Wigierski znowu jest zagrożony z geografii albo że został przyłapany na paleniu papierosów w toalecie! Wiesz co? Zejdź mi już lepiej z oczu! Idź mi stąd! Daj mi już święty spokój! Przestań mi już przeszkadzać, bo ja się muszę przecież jeszcze na jutro nauczyć w końcu o tych pieprzonych reglach!
***
– A do odpowiedzi poproszę dzisiaj Kubę Wigierskiego – powiedziała pani Brańczuk, zaraz po tym, kiedy tylko skończyła sprawdzać listę obecności.
Karola zamurowało. Z ociąganiem podniósł się z ławki. Obrzucił spojrzeniem klasę tak, jakby próbował szukać ratunku, ratunku jednak nie mógł spodziewać się znikąd. Wszystkie pozostałe dziewiętnaście osób, które zasiadły w klasowych ławkach, wzrok miało wbity w znajdujące się przed nimi blaty. Tomasz powoli, noga za nogą, powłóczył się w kierunku tablicy. Kiedy dotarł na miejsce, on również opuścił głowę. Wbił wzrok w podłogę, być może dlatego, że w tym momencie nie miał przed sobą żadnego blatu.
– Powiedz nam, proszę, Kubo, co wiesz o krajobrazie Tatr? Czym różni się regiel dolny od regla górnego – zapytała pani Brańczuk.
– A więc Tatry… – zaczął Karol wpatrując się w swoją obutą w but na jasnej podeszwie stopę, która z jakiegoś powodu mocno wsparła się piątą o podłogę, zaś palcami, jakby sama z siebie, zaczęła na tej podłodze wykonywać półkoliste ruchy. – A więc Tatry…
– No, śmiało – próbowała zachęcać nauczycielka.
– A więc Tatry… Nie mam bladego pojęcia o Tatrach i nie wiem czym różni się regiel dolny od regla górnego! – odpowiedział Karol.
1772 słowa, jeśli wciąż ma to jakieś znaczenie
#naopowiesci
#zafirewallem