JAN HEWELIUSZ

 

Młoda kobieta przeszła przez komnatę i postawiła na kantorku przed teściem szklanicę piwa. Chwilę patrzyła na leżący stos rachunków wpisywanych do wielkiej księgi.

 

-- Może Jan to zrobi? -- zaproponowała cicho. -- Ojciec zmęczony…

 

Stary pan Heweliusz nie od razu odpowiedział. Podniósł wreszcie oczy i uśmiechnął się do Doroty.

 

-- Nie. Niech sobie pracuje nad tym co lubi. -- Wziął do ręki szklanicę i spojrzał na nią pod światło. -- Nasze piwo, z naszych browarów, doda mi siły. Najlepsze, piwo w Gdańsku, ba! w całym województwie...

 

-- W całej Rzeczypospolitej -- żartem uzupełniła synowa. Widząc, że teść się znów wziął do rachunków, wyszła z komnaty, podążyła ku schodom.

 

…Ojciec jest stary, powinien by mieć pomoc... Ale to, co robi Jan, jest takie porywające! I zresztą ojciec jest taki dumny z wykształcenia i zdolności syna! Wprawdzie Jan jako protestant nie mógł uczęszczać do Akademii Krakowskiej, ale gdańskie gimnazjum nie gorsze jest od niejednej akademii...

 

Tak, to profesor Jana z gdańskiego gimnazjum, Piotr Krüger, współpracownik Keplera, zaszczepił Janowi tę namiętność do astronomii.

 

Weszła do pracowni męża. Od razu stwierdziła, że Jan znów pracuje nad zawieszeniem dużego wahadła. Odwrócił się żywo do żony.

 

-- Słuchaj mnie, Doroto, Galileusz miał rację. Żaden zegar nie mierzy czasu tak dokładnie, jak wahadło. Ani klepsydra, ani zegary sprężynowe, ani ciężarowe...

 

-- Ani nawet własny puls! -- zaśmiała się cicho Dorota. -- Bo i tak mierzyłeś czas!

 

-- Patrz, to wahadło daje zawsze 43 wahania na minutę, a to drugie równo 60 wahań. Czas wahnięcia zależy od ich długości… Teraz lepiej mi będzie obserwować zjawiska na niebie… Bez dokładnego mierzenia czasu -- badać ruchów ciał niebieskich nie podobna. Tylko że ty będziesz musiała siedzieć przy mnie i zliczać wahnięcia, gdy ja będę patrzył w niebo.

 

-- Zawsze jestem przy tobie, Janie.

 

-- Dziś będzie pełnia Księżyca. Cała noc pracy przede mną -- przed nami, jeśli mi chcesz pomóc. Zapewniam cię, Doroto, że ja będę pierwszym astronomem, kłów opracuje mapę powierzchni Księżyca i jej opis. Ale to praca ledwo zaczęta.

 

-- Masz zaledwie trzydzieści lat i całe życie przed sobą.

 

-- Tak, całe życie chcę poświęcić astronomii. To najwspanialsza nauka. Ale ludzie są ciemni…

 

Wstał, przeszedł się po komnacie.

 

-- Czy wiesz, co piszą mi w ostatnich listach z zagranicy? Nieśmiertelne dzieło Kopernika, „O obrotach ciał niebieskich”, mimo że wyklęte przez papieża, wciąż jeszcze jest czytane przez różnych niby to uczonych -- lecz w jakim celu? Sto lat temu umarł Kopernik. Czytają jego dzieło, patrzą w niebo i nie widzą, że nie ma innego wyjaśnienia zawiłości budowy Wszechświata, jak jego teoria. To bije w oczy. A oni używają jego tablic astronomicznych do wróżenia z gwiazd. Albo komety. Te niezwykłe zjawiska, o których nie wiemy jeszcze jak i dlaczego powstają, uważane są za wróżbę wojny lub moru. Żyjemy pośród takich przesądów.

 

-- Myślę, że prawda stopniowo przenika do umysłów ludzkich, Janie. Jak to pięknie, że i ty dołożysz swą cząstkę do jej ustalenia.

 

=====

 

-- Tędy, miłościwy panie, tu są schody -- na szczyt onej wieży, którą wybudowałem przy domu gwoli czynienia obserwacji astronomicznych.

 

Król Jan Kazimierz wstępował na wąskie, strome schody kamienne, prowadzony przez astronoma. Za nimi rozmawiając półgłosem podążali dworzanie.

 

Król wszedłszy na wieżę rozejrzał się i rzekł z zachwytem:

 

-- Jaki piękny widok na cały! Z jednej strony Kościół Mariacki z drugiej Żuraw, zatoka, w dali morze...

 

Heweliusz dość obojętnie patrzył na widok rodzinnego miasta, który miał co noc przed oczami.

 

-- To są właśnie moje lunety, miłościwy panie. Niestety, w dzień nic się nie da przez nie zobaczyć.

 

-- Podobno sam waść wykonujesz owe lunety?

 

-- I soczewki sam szlifuje, miłościwy panie.

 

Król oglądał lunety, dworzanie woleli przyglądać się astronomowi. Był to niestary jeszcze człowiek o ciemnych, równo nad czołem przebranych włosach, które w lokach spadały mu na koronkowy kołnierz odświętnego kaftana. Kaftan był z najpiękniejszego jedwabiu, koronki bardzo drogie -- i niejeden z dworzan pomyślał sobie, że lepszy dochód dają astronomowi jego browary, zostawione, mu przez ojca, niż szlachcicowi byle jaka wioseczka.

 

-- I te to lunety pomogły ci, mości panie Heweliusz, do stworzenia onego wiekopomnego dzieła, „Selenografia, czyli opisanie Księżyca”, którym zachwyca się cała Europa? Słyszałem raz, jak jeden uczony Włoch na naszym dworze w Warszawie twierdził, że nieprędko powstanie chyba takie epokowe dzieło.

 

-- Czas to okaże, miłościwy panie. Ale mam tu coś ciekawego w izdebce o piętro niżej.

 

W małej izdebce pracowało kilku młodych ludzi, którzy wstali na widok króla. Część dworzan musiała się zatrzymać w sieni, tak tu było ciasno. Król rozglądał się z ciekawością. Na stoliku między oknami, stał przyrząd z tarczą, zaopatrzoną w cyfry rzymskie i we wskazówkę. Poniżej tarczy kołysało się miarowo wahadło.

 

-- Zegar wahadłowy! -- rzekł ze zdziwieniem, król. -- Słyszałem, że jakiś zagraniczny uczony wykonał takowe urządzenie do mierzenia czasu. Zali i tu widzim coś podobnego?

 

-- Tak jest, miłościwy panie. Wiadomo, że ruch wahadła odbywa się zawsze z tą samą częstotliwością. Należało więc połączyć wahadło z machinerią. Jest to niewielkie urządzenie, zbudowane w specjalny sposób z małych kółek i sprężynek lub giętkich i elastycznych języczków oraz wyposażone w tarczę obracającą się skokami. Wahanie wahadła wskazywane jest przez wskazówkę przymocowaną do tarczy. W ten sposób wahadła samo zlicza swoje wahnięcia i odmierza czas (Przypis: Słowa wyjęte z łacińskiej rozprawy Heweliusza z roku 1673). Ale taki zegar odmierzał tylko małe odcinki czasu, gdyż nic nie pobudzało wahadeł do stałych wahnięć. Trzeba było temu zaradzić. Miałem ci ja swoje pomysły, najjaśniejszy panie, ale akurat mechanik, który je wykonywał, pomarł nagle. Sprowadziłem więc drugiego, ze Szwecyjej, ale ten wcale nie chciał się brać do wykonywania moich projektów. Dopiero, gdym mu obiecał wielkie nagrody, wykonał, co mu kazałem. Za pomocą wahadła, jednego ciężarka i paru kół zębatych zegar ten idzie ku mojemu zadowoleniu.

 

--- Ależ to wspaniała rzecz! Widzicie waszmościowie? Wspaniałe! -- zachwycał się król i widać było, że chwali naprawdę.

Heweliusz skłonił się nisko.

 

-- Pozwól, miłościwy panie, ofiarować sobie ów zegar jako dar od wiernych twoich poddanych z Gdańska, którzy choć na krańcach Rzeczypospolitej, nie mniej cię kochają niż mieszkańcy centralnych regionów kraju.

 

-- Piękny to bardzo dar, mości panie Heweliusz, i z podziękowaniem przyjmuję go -- rzekł z powagą król podając rękę astronomowi, który przyklęknąwszy ucałował ją. Zaczem powstawszy rzekł:

 

-- Mam ja tu jeszcze jedną osobliwość, którą radbym panu mojemu miłościwemu pokazał. Florek! Ustaw no tu stolik z polemoskopem!

 

-- Polemoskop? Polemos wszak znaczy po grecku wojna? Zali zbudowałeś tu, mości panie Heweliusz, jakową armatę?

 

-- Uchowaj Boże, najjaśniejszy panie! Tę niechaj ludwisarze odlewają. To zaś jest cale coś innego.

 

Król z zaciekawieniem przyglądał się długiej rurze, załamanej pod kątem prostym i zaopatrzonej w soczewki. Heweliusz rozłączył obie rury; wówczas okazało się, że na zgięciu umieszczone było zwierciadło pod kątem 45 stopni.

 

-- Jeśli umieścimy się, miłościwy panie, w piwnicy, a jeden koniec tej rury wytkniemy przez okienko, tedy dzięki odbiciu obrazu w lusterku z dna piwnicy widzieć będziem, co się dzieje na podwórzu, nie potrzebując samemu się wychylać.

 

-- A bodajże cię! -- roześmiał się król. -- Zapomniałem, jako waść posiadasz browar i może z korzyścią dla ciebie jest obserwować czeladź na podwórzu, samemu będąc niewidzianym.

 

-- Wszelako tak rozumiem, że na wypadek wojny na lądzie… a kto wie? na morzu…

 

-- Dobre by to było dla kogoś, kto by się pod wodą schował obserwując nadciągającego nieprzyjaciela. Ale widzi mi się, że jeno ryby mogłyby z waścinego polemoskopu skorzystać, obserwując zali rybacy się nie zbliżają. Boć człowiek żywy z dna morskiego obserwacyjów czynić nie będzie w stanie.

 

=====

 

Młody człowiek, pozostawiony przez służącego, spacerował po komnacie. Zatrzymywał się na chwilę przed zegarem wahadłowym, stojącym w rogu pokoju. Dziś, w roku 1685, zegary te nie były już taką osobliwością jak jeszcze ćwierć wieku temu; gość jednak pamiętał, że gospodarz tego domu, Jan Heweliusz, był jeśli nie pierwszym to na pewno drugim w historii twórcą zegara wahadłowego.

 

Odwrócił się: ze schodów schodził wolno stary człowiek; długie, ciemne włosy peruki, jakie wówczas noszono, spadały mu na koronkowy kołnierz kaftana. Młody człowiek podszedł ku niemu i złożył niski ukłon.

 

-- Nazywam się Edmund Halley -- rzekł doskonałą łaciną. -- Jestem astronomem angielskim i zostałem wysłany przez moich uczonych kolegów, aby w ich imieniu złożyć ci hołd, czcigodny panie, za twoje prace astronomiczne,. Znana nam już od dawna "Selenografia, czyli opisanie Księżyca" to dzieło, któremu przez długie jeszcze lata nikt nie zrówna. Ale oto świeżo wydałeś, czcigodny panie, atlas konstelacji gwiezdnych, w którym zamieściłeś położenie 1564 ciał niebieskich. Czytaliśmy również twoje prace o kometach -- zagadnienie, którym szczególnie się interesuję, jeśli wolno mi stawiać moją skromną osobę obok ciebie, panie….

 

-- Dość, dość -- przerwał śmiejąc się Heweliusz -- Nie zasługuję na tyle pochwał. Służyć nauce to było zawsze moją radością -- i zawsze za tę radość otrzymywałem w zamian tyle słów uznania… Oto król francuski, Ludwik XIV, przysyła mi stałą pensję, choć nie jestem człowiekiem ubogim... To samo robi mój król, Jan Sobieski…

 

-- W ostatnim numerze swego biuletynu, jaki stale rozsyłasz uczonym europejskim, przeczytaliśmy, że jeden z odkrytych przez siebie gwiazdozbiorów nazwałeś "Tarczą Sobieskiego"

 

-- Tak, w uznaniu zasług wielkiego króla. A on wywdzięczył mi się, zwalniając od podatków moje browary… Ale pozwól, miły mój gościu, abym ci pokazał ostatni mój teleskop.

 

Wyszli na rozległy plac z tyłu domu. Pośrodku wznosił się wysoki na sto stóp maszt, na którym w jednym punkcie zawieszony był z przeciwwagą ukośnie ogromny teleskop.

 

-- Olbrzym! -- zawołał z podziwem Halley. -- Jeśli mi wolno będzie dziś wieczorem…

 

-- Przyjdziemy tu obaj. A teraz wróćmy do domu. Po obiedzie pokażę ci ową drukarnię, z której wychodzą komunikaty o pracach w moim obserwatorium; tu również zostały wydrukowane wszystkie moje dzieła. Drukuje teraz wynik obserwacji dotyczących plam słonecznych, które jeszcze niedawno poprzednicy nasi -- uśmiechnął się -- uważali za planety krążące dookoła Słońca…

 

-- Mistrzu -- rzekł z szacunkiem Halley -- mówisz, że spotyka cię wiele uznania za twe prace. Pragnę ci więc powiedzieć, że Królewskie Towarzystwo Naukowe w Londynie, którego mam zaszczyt być członkiem, na wniosek innego członka tegoż towarzystwa, a mego uczonego przyjaciela, Izaaka Newtona, pragnie powołać cię do swego grona.

 

=====

 

Autor: mgr Hanna Korab

 

Źródło: Horyzonty techniki dla dzieci. Nr 10 (114), październik 1966

d77889fb-fb42-4986-a426-89893638ea02

@Polinik uwielbiam te historie

@Nebthtet trochę ich jest, w różnych tematach i stylach, próbuję wyczuć na co jest największe branie, ale różnie jest.

@Polinik póki co podobały mi się te, które wrzucałeś. Tak się powinno przybliżać ciekawych ludzi, a nie tylko suchymi notami biograficznymi.

Zaloguj się aby komentować