Jakby ktoś miał notatkę na mój temat o treści "pie⁎⁎⁎⁎⁎ięta babka z pierdyliardem kotów i trzema psami" to musi zaktualizować na " pie⁎⁎⁎⁎⁎ięta babka z pierdyliardem kotów i czterema psami".

Trochę nas gryzło to, że po śmierci Maciusia nie wzięliśmy jednego starego psiaka ze schronu i jednego szczeniora tak jak mieliśmy zamiar tylko skończyło się na 2 szczeniakach a ostatnio jest w zwiazku z mrozami wysyp postów z prośbą o pomoć w zabezpieczeniu błąkających się po śniegu psiaków wypatrzyliśmy jednego który od razu ujął nas za serce swoimi krzywymi łapkami. Ja pomyślałam o domu tymczasowym ale mój niebieski który nie ma złudzeń co do naszej "silnej woli" w tej kwestii zauważył, że nie ma się co oszukiwać bo i tak u nas zostanie i możemy od razu brać na stałe.
Kasie i Tomki przedstawiam wam Leosia, którego znaleziono błąkającego się w mrozie i śniegu z dużą raną po pogryzieniu na karku, wygłodzonego do granic możliwości (można mu namacać cały kręgosłup). Jest u nas od wczoraj i w zasadzie głównie śpi. Może mieć od 5-7 lat, przeszedł już czyszczenie i usuwanie zębów, odrobaczanie, szczepienie i kastrację. Na jutro ma umówionego jeszcze groomera przez ludzi, którzy go zabezpieczyli. Jutro też podpisujemy umowę adopcyjną.
Jak na razie Leoś wydaje się być pieskiem pogodnym i spokojnym, na spacerach grzecznie chodzi na smyczy ale nie wie co to zabawa. Mamy nadzieję że z czasem rozkwitnie tak jak Maciuś. Zapowiada się na fajnego psiurka. No i w końcu znowu mamy komplet. Kiedys była Zosia i Maciuś a teraz są Zosia i Leoś oraz Runa i Raidho.


P.S Jak pisałam tego posta to te dwie zwariowane walkirie wypatroszyły mi poduszkę

#zwierzaczki #psy #pokazpsa #chwalesie

699dc039-735b-4629-8b85-aaf083321888
e38243d4-46a9-43eb-9bd2-dbb71a70731d
63b94a2c-30cb-4130-a147-4b1d3041adb8
9dd39cbb-43ad-4707-9aa4-064ce7c88290

Komentarze (7)

AndrzejZupa

Przepraszam, ze sie wtrąca - Po c⁎⁎j te "umowy adopcyjne". Raz przez to przechodziłem i to był rak po całości.

Ktoś, coś?

Ravm

@AndrzejZupa podbijam. Ja po wywiadzie też zwątpiłem i wzięliśmy kota od pani co się na Facebooku ogłosiła i chciała oddać.

serotonin_enjoyer

@AndrzejZupa @Ravm to ja spieszę z odpowiedzią. Organizacje pomagajace zwierzakom wydają masę zwierząt w "dobre"ręce. I niestety ale baaaardzo czesto zdarzaja sie błędy. I na jednym końcu tej skali sa takie przypadki jak student stomatologii który przygarną chyba z kilkanascie kotów z przeróżnych fundacji żeby sie mad nimi znęcać i zabijac czy ludzie z chęcią dajacy dom małemu kotkowi, po to żeby użyć go na karkówkę dla węży. Drugi koniec to tacy co "zakochali" sie w piesku czy kotku a na drugi dzien go oddaja bo jest zbyt wesoły/za malo wesoly; nie tak ladny jak na zdjeciu; nie chce bawic sie z dziecmi; sika w domu; kopie dolki w ogrodzie; schowal sie przestraszony za szafe i nie chce wyjść; na zdjęciu wyglądał jak rasowy a to zwykly kundel jest. Bywa że kot czy pies spędzi w domu rok, trzy lata i nagle przestaje sie podobać. I uwierzcie mi nie da sie przewidziec ze ludzie maja takie podejscie po zwyklej rozmowie bo świetnie to ukrywaja, sa przemili, kochaja zwierzeta, chca dla nich jak najlepiej a jak jest na prawdę wychodzi w praniu. Z drugiej strony tego procesu jest fundacja, czy stowarzyszenie w której działają wolontariusze z miłości do zwierzat. Ratuja je, leczą, wyciągają z traum przez ktore te zwierzaki niejednokrotnie przeszły. Osoby te poświęcają na to swoj wolny czas, nieraz zabrany wlasnym rodzinom angazujac w to niejednokrotnie własne środki finansowe bo ze zbiorek nie zawsze starcza, do tego dzialaja pod duza presja hejtu - bo jak masz stowarzyszenie które pomaga bezdomnym zwierzętom i robisz to wolotariancko bez wynagrodzenia to ludzie w internecie uważają ze twoim OBOWIĄZKIEM jest jechać i zabezpieczyc każde zwierzę które ci zgłoszą. Zglaszajacy nie moze zabezpieczyć bo ma juz pieska/kotka, "który nie toleruje innych zwierząt" a ty musisz chociaż nie masz chętnych na dom tymczasowy a u ciebie i twoich kolegow jest juz po 10 kotkow i 5 psów dla ktorych jeszcze nie udalo się znaleźć domu. Wlasnie, kolejna sprawa, zaopiekowane przez ciebie zwierzaki sa u ciebie w domu rodzinnym albo u twoich kolegow z organizacji lub ubinnych wolontariuszy którzy zgodzili sie przyjąć zwierzaka na tymczas. Taki zwierzak traktowany jest jak czlonek rodziny, jest zadbany zaopiekowany, leczony i wyobrazcie sobie ze takie psa z kanapy macie wydac komus kto przypnie go do budy albo wsadzi na caly dzien do kojca. Nie jestes w stanie tego wczesniej sprawdzić bo jak już wyjaśniłam wczesniej ludzie po prostu bezczelnie kłamią. Pomimo tych wszystkich "trudnych" warunkow do spelnienia zdarzają się błędy. Umowa gwarantuje ze w razie jakichs drastycznych naruszeń, stowarzyszenie moze ci zwierzaka odebrać, tobie gwarantuje ze jak nie spelni oczekiwań to mozesz go zwrócić i okresla zasady na jakich przyjmujesz zwierzaka pod swoj dach. Najczesciej jest to zobowiazanie do kastracji, zapewnienia odpowiednich warunkow (nie buda czy łańcuch, koty nie wychodzące) i dbania normalnego o dobrostan zwierzaka. Wiecie to nie sztuka zgarnąć z ulicy zwierzaka czesto mocno skrzywdzonego przez los czy ludzi, dania mu posmakowac jak wygląda dobre życie a potem oddanie pierwszej lepszej osobie, która zadeklaruje że ma "dobre rece". Dlatego że jak przypominam, dużo, zbyt dużo, ludzi kłamie. Trochę odwrócę sytuację - jak kupijecie samochód/motor to gdy sprzedający powie wam ze stan jest igla to od razu dajecie mu kasę czy wolicie najpierw sprawdzić? A uwierzcie mi taki pies czy kot jest dla takiego wolontariusza wiecej wart niż samochód. Potem spędza się noce na mysleniu czy u zwierzaka na pewno jest wszystko ok, czy o niego dbaja, czy go dobrze traktują... Drugi eksperyment myślowy - "sparzyliscie" sie na fundacjach wiec zakładam, ze macie zwierzaki. Gdyby wystapily jakies nieprawdopodobnie złe okoliczności życiowe i musielibyście oddac własnego zwierzaka (przy założeniu ze nikt ze znajomych czy rodziny nie moze go wziąć) oddajecie pierwszej osobie ktora deklaruje ze da dobry dom bez sprawdzenia czy stajecie na rzęsach żeby się dowiedzieć wszystkiego co sprawi zebyscie mogli tej osobie zaufać? Też kiedyś myślałam ze lepiej jakikolwiek dom niz żaden ale...zwierzaki z fundacji stowarzyszeń juz mają wstępnie zapewnione dobre warunki i pełną opiekę, nie mozna wydac ich gdzies gdzie beda mialy gorzej a moze znów trafia na ulice. Tak na marginesie umowa adopcyjna zabrania szukania innego domu, w razie jak nie wypali, na własną rękę. Zwierzaka oddaje sie tam skad sie go wzięło i szukaja dla niego nowego domu, bo gdyby nie to to niezadowoleni nowi właściciele oddali by byle komu w "dobre" ręce. My bierzemy teraz Leona, który przez swoje życie niedojadal, ma krzywe łapy z niedozywienia, ma 7 lat wiec moze w kazdym czasie zacząć chorować i wymagac leczenia i wyobraźcie sobie ze komus by oddali na piekne oczy i trafil by na łańcuch albo do kojca. On juz sie nazył na zimnie. Sama mialam na tymczasie 3 dniowe kociaki do których musialam wstawac co 2 godziny zeby ke karmic i sprawic zeby zalatwily potrzeby fizjologiczne, poza tym chorowaly bo nie mialy odpornosci z mleka matki, podawalam leki, kociaki byly traktowane jak nasze wlasne i nie wyobrazam sobie zeby taki kotek miał trafić potem jako zabawka dla dzieciaków albo jako łapka na myszy do stodoły. Wiem ze nie każdy kto deklaruje dobry dom oszukuje ale wlasnie proces adopcyjny ma odsiać takich ludzi, ma tez za zadanie doedukowac bo nie kazdy kto chce przygarnac zwierzaka wie wszystko w temacie. Większość takich ludzi ktorzy nie maja zamiaru wkladac w opiekę żadnego wysilku, odpada na tym etapie. Niestety szczegolnie przy ladnych zwierzakach sa tacy co zrobia i powiedza wszystko żeby zwierzaka dostać i niestety nieraz udaje im sie oszukać organizację szukajaca domu dla zwierzaka. I tu mozna jeszcze zadziałać umową adopcyjna jak sie dostanie jakies sygnały ze w nowym domu źle się dzieje. Ale to tez chyba tylko w takich powazniejszych przypadkach. W naszym miescie oprocz stowarzyszenia dzialaja jeszcze takie wolontariuszki nie zrzeszone, ktore robia trochę dobrego bo dbaja tez o dobrostan wlascicielskich zaniedbanych psów i czesto szukaja dla nich pomocy u fundacji czy stowarzyszeń bądź same szukaja im domów. Nawiasem mówiąc jedna z nich to troche patola bo odbiera psa z lancucha zeby oddac go byle komu wlasnie ale ona idzie na ilość. Druga robi to bardziej z głową, szuka pomocy u fundacji w calej Polsce ale szuka też rozpuszczając wici wśród znajomych. Szukala tak domow dla miotu szczeniaków i oddała jednego koleżance swojej kolezanki, pani weterynarz, ktora tego 3 miesiecznego szczeniorka wsadzila do kojca i wypuszczala tylko na chwilke zeby sie dzieci pobawily. Dzieci szybko stracily zapał i piesek calymi dniami wyl w kojcu. Moja inna kolezanka ktora mieszka obok tej pani weterynarz zglosila tej dziewczynie która go oddala jak jest i próbowały obie tego psa odebrac bo umowa byla ze nie do kojca. Ale... umowa byla ustna i nic nie dalo się zrobić. Pamietajcie zwierzaki z fundacji to nie są zwierzaki niezaopiekowane tylko zwierzaki w ktore ktos juz wlozył dużo pieniedzy, czasu a przede wszystkim serca i nikt nie chce żeby to bylo zmarnowane. Rozumiem ze nikt nie chce byc sprawdzany jak przestepca czy pouczany ale z fundacjami mozna też dyskutować. Jak wzielismy Maćka wet powiedział że kastracja u psów jest niekoniecznie wskazana ze wzgledow zdrowotnych i wytlumaczylam swoj punkt widzenia dziewczynom i nie mialy z tym problemu ze Maciek nie był wykastrowany. W końcu i tak go wyskastrowalismy bo mieszkalismy w bloku gdzie bylo 7 niewykastrowanych suczek wiec chlopak po prostu przeżywał męki dwa razy do roku i to przez dlugi czas bo co jedna skonczyla cieczke to inna zaczynała. A podsumowując - jest jeszcze jeden sposób żeby uniknąć adopcji przez stowarzyszenie i nie napędzać beztroskiego rozmnażania zwierząt biorac kociaka, szczeniaka od ludzi, którzy nie widza problemu w tym ze ich kotka czy suczka rodzi młode dwa razy do roku. Tym sposobem jest... Przygarniecie zwierzaka z ulicy. Postow na fb o tej tematyce jest na prawde multum. Te wszystkie organizacje nie nadazaja tego zbierać. Wystarczy widzac post o porzuconych kociakach czy szczeniakach gdzies w okolicy, podjechac i je zabezpieczyć. Jednego sobie zostawic resztę zglosic do fundacji albo samodzielnie spróbować im znaleźć naprawdę dobry dom.

Ravm

@serotonin_enjoyer tldr. Nie no zartuje, przeczytałem.

U mnie rozbiło się o to że nie chciałem wstawiać siatek w oknach i miałem małe dziecko. Kot miał być nie wychodzący, jakieś wizyty poadopcyjne niezapowiedziane.

Powiedziałem że mi sumienie nie pozwoli trzymać zwierzaka jak w zoo bo sam się z bloku na wieś wyniosłem. Niech sobie dalej matkują jak dzieciom tylko niech nie marudzą jak im ciężko.

Edit:

Jeszcze zawołam @AndrzejZupa może nie tylko ja jestem nieczułą swinią granatem od koryta oderwaną, bo mnie się wydały jednak te panie ze schroniska oderwane tyle, że od rzeczywistości.

serotonin_enjoyer

@Ravm przeczytałeś ale chyba nie zrozumiałeś. Dbanie o dobrostan zwierzaka to nie matkowanie chyba ze sie zwierze traktuje jak przedmiot .Male dziecko przy odpowiedzialnych rodzicach nie jest najczescie przeszkoda w adopcji. Natomiast tez jestem zwolenniczka nie wypuszczania kotow, ze wzgledu na ich bezpieczenstwo ale i bezpieczenstwo ekosystemu wokol domu 🤷

Ravm

@serotonin_enjoyer no to moim zdaniem dobrostan dobrostanem, ale jednak bez przesady.

I myślę że mój kot nie narzeka.

serotonin_enjoyer

@Ravm moje wychodzace tez nie narzekały dopoki nie ginęły pod samochodami w wieku ponize 3 lat

Zaloguj się aby komentować