Jakaś dyskusja się przetacza odnośnie egzaminów na #prawojazdy i co prawda mój głos nic nie wniesie
(wasz też bo nie zasiadacie w żadnej radzie przy ministerstwie) ale coś sobie uświadomiłem.
Otóż, bez licytowania się kto więcej, ale z racji wieku najeździłem trochę kilometrów. Zajechałem kilka samochodów, jeździłem starymi gruchotami i nowymi suwami, furgonetkami i z przyczepką, w od stolicy i autostrad po zadupia, mieszkałem i parkowałem w ścisłym centrum i na wiosce.
I K⁎⁎WA NIGDY nie zdarzyło mi się cofać po łuku. Nie żebym miał jakieś obawy i unikał takiego manewru, po prostu kurde nie było okazji.
Za to najniebezpieczniejszy manewr parkingowy jaki wykonuję regularnie to:
= wyjazd tyłem z miejsca parkingowego pomiędzy dwoma chujowo zaparkowanymi suwami pod biedronką =
Mam do dyspozycji trzy lusterka i kamerę cofania a i tak się oglądam przez oba ramiona i pod kolanem bo nie chcę rozjechać jakiejś durnej baby z wózkiem i dzieciakami, i poprawiam po trzy razy bo jest w ciul ciasno.
Ale egzaminu na prawko zapewne bym nie zdał bo nie wyjechałbym z placu.