@kochamcovid : Normalnie,możliwe choć "nienormalne"
Najczęściej takie osoby nie mają mieszkania i wynajmują, to po uiszczeniu wszystkich comiesięcznych co im zostaje, na kebaba?
No kebab to jest stanowczo za drogi przy takiej pensji - 15+ złotych minimum za bułkę z mięsem ?! No chyba,że od święta kebab czy pizza,tak to nie. Przy takiej pensji to się człowiek kilka razy zastanawia,czy paczkę prażynek kupić. Na szczęście tanie sensowne żarcie na promocjach jest.Może się nie będzie za kilka lat od niego chorowało.Oby.
No teraz przy wynajmie to się raczej nie da mieszkać w dużych miastach skoro wynajem kosztuje raczej powyżej
1,5-2k (?) a 3,5k brutto to 2700 netto. Ale da się żyć i za gówniane 1500 ze stażu - mieszkając z rodzicami i dokładając się. Przykład tego,że się da to ja.Ale to gówniane "życie" jest.
Własne mieszkanie ? K⁎⁎wa jak ? Ja mieszkam u rodziców na zadupiu ale własne mieszkanie nawet na zadupiu - najgorsza zgniła drewniana rudera kosztowała po 80-100k przed covidem,
a co tu dużo mówić o realnych mieszkaniach w sensownym miejscu ? Nawet ci co brali kredyty się obsrają a będą cali na brązowo za niedługo jak do nich dojdzie,że stracą te mieszkania.
Wbrew pozorom jakieś ciuchy na targu czy ze szmateksu od czasu do czasu się kupi,z głodu jak się nie będzie szastało kasą też się nie umrze.Najgorsza to jest zima,bo kwestia ogrzewania no i kwestia rachunków - czy się dokładasz czy sam mieszkasz... wiadomo.
Tak się przecież nie da żyć, lepiej wyjechać
To nie jest takie proste zmienić całkiem swoje życie - zwłaszcza jeśli albo kto ma na głowie rodzinę,albo jeśli ktoś jak ja mieszkając z rodzicami ma tych rodziców nadopiekuńczych (rodzaj toksyczności ale jednak) i wchodzących człowiekowi na głowę. Jak masz ludzi cały czas powtarzających ci,że nie dasz rady albo ludzi o których musisz się troszczyć to dużo trudniej zaryzykować pomimo tego,że takie "życie" to naprawdę jest gówno,śmierć za życia.
(Ale jeśli tego nienawidzisz jest choć szansa na zmianę)
Tym bardziej jak się nie ma oszczędności,bo się wszystko wydaje na potrzeby bieżące, bez odłożenia konkretnej kasy żaden wyjazd po prostu nie wchodzi w rachubę. Ja odkładam - ale jeszcze mi to zajmie długo.Bo mało co zostaje by odłożyć, przy takich zarobkach to są duże wyrzeczenia,naprawdę.
I widzisz - ja jestem z tych rozsądniejszych nędzarzy (choć normiki tomki nazwywają mnie szurem - i dla nich to nie komplement jak dla mnie tylko synonim świra). W mojej sytuacji to jest chociaż chęć żeby to zmienić,bo ja już trafiłem "pod wodę" i "walczę o oddech".
A teraz weź pod uwagę sytuację tych co mają pętlę na szyi typu żona i dziecko/dzieci albo kredyt na mieszkanie.
Albo alimenty przy kumulacji z uczciwością (kombinator z alimentami sobie poradzi). Kaplica. Oni toną,a jak już utoną to szybko i na amen. Ich #depresja może nawet zabić,bo oni nie żyją z nią od lat jak ja.
Tacy ludzie nic nie zmienią,bo będą się bali,że będzie jeszcze gorzej. I dlatego działając żeby nie było gorzej będą to robić zwykle bezmyślnie,nieefektywnie - i w rezultacie im będzie gorzej. Ale aż ich szlang nie trafi - nic nie zmienią.