Przekładając na naszą sytuację i nieco wyolbrzymiając. Robi sobie pis po 30 okręgów jednomandatowych w województwach na zadupiach wschodniej Polski, gdzie mają pewne zwycięstwa. A tam gdzie "może być różnie", tam dawać zwykłe okręgi, bo i tak lider się załapie, choćby z drugiego czy trzeciego miejsca.
Gdyby taki sposób przyjąć, to faktycznie. Pis mógłby mieć 25% w wyborach i większość parlamentarną. Ba, mógłby przy dobrych wiatrach i dobrym rozłożeniu jednomandatowych mieć konstytucyjną, bo jest eliminacja progowa.
Zapewne z chęcią by takie coś Kaczor wprowadził (wszak ma jowowca pod ręką, a kiedyś miał i jego wyborców, bo chyba nikt się nie ostał). Niemniej chyba mimo wszystko ratuje fakt, że takim ruchem ubijałby całkowicie i do reszty obecność mniejszych partii, w tym Konfederacje (czy jej wcześniejsze korwinowskie oryginalne wersje). Więc nie było szans znaleźć koalicjanta na taką zmianę ordynacji, a nawet gdyby nie potrzebowali, to też w czasie rządzenia pisu - mieliby problem, bo pewnie ówczesna PO by startowała z Lewicą, która bałaby się upadku i dwupartyjności, a pis nie mógł liczyć zbytnio na tamte formy skrajnej prawicy, bo to jeszcze w dużej mierze korwinówki, z którymi współpraca nie wchodziła w grę, albo nie było ich w sejmie. Najbliżej chyba było przy kukizowaniu
Prędzej to dziś mogliby sobie takie coś chcieć załatwiać, na szczęście póki co nie rządzą, a jakby mieli z Konfą, to tej drugiej nie będzie na rękę, bo ją zmarginalizuje.
Zatem sprytnie sobie to wymyślił Orbanek. Stworzył system dwupartyjny, ale zmniejszył sejm, żeby z jowów powrzucali sobie trochę posłów z małych partii. A kraj podzielił tak, że można przegrać, a się wygra. J⁎⁎⁎ny ruski aparatczyk.