Im bliżej mi do jakichkolwiek świąt, niezależnie czy bożego narodzenia, czy wielkanoc to, tym bardziej siadają mi już krucha psychika, ponadto siada motywacja do podjęcia jakiegokolwiek sensownego działania, pracy i walki nie tyle nawet o wyjście ze spierdolenia, co o zaakcpetowanie samego siebie polubienie się. Ślepa wiara w swoje możliwość oraz pewność siebie zawsze były czymś, czego zazdrościłem ludziom. Brak mi pewności przy jakimkolwiek swym działaniu, na każdym kroku towarzyszą mi moje ukochane siostry - pogarda do samego siebie, niepewność oraz apatia. Jakby tego było mało, to jest jeszcze braciszek, nazywa się stres przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Notorycznie chodzę albo przyspany, bo ze stresu nie przespałem nocy, albo zestresowany. W najgorszym wypadku chodzę i niewyspany i zestresowany, ale to tylko w momentach takich jak teraz, w momentach trzeźwości. Zawsze mnie zastanawiało, skąd biorą się pewność siebie i odwaga u innych czy choćby jakakolwiek pewność w działaniu, skąd brały się te rzeczy, które zdają się być tak powszechne, a których mi brakuje jak pustelnikowi wody.
#przegryw
