Heh. Wcale tego nie planowałem, ale kiedy, już po opublikowaniu, przyjrzałem się pierwszemu wersowi tekstu di proposta, to przecież nie mogłem zacząć inaczej. A dalej już samo poszło, już nie wypadało przecież nie zachować konwencji:


***


Stefan


Jeżeli chcecie, to posłuchajcie historii prosto z Gorzowa,

choć nic w Gorzowie nowego, a tylko kolejny pożar:

przyjechał tam pewien Stefan, co hobby miał, że świat zwiedzał

i zwiedzić chciał w końcu Gorzów – nie wiedział, że to się nie da.


Stefan! – ty durna pało!;

Stefan! – ty królu fajtłap!;

to jest historia Stefana, co życie ogień mu zabrał.


Pomyślał sobie Stefan: od Odry strony wjedzie

a gdyby płonąć zaczęło, to wskoczy, się schowa za śledziem;

i myślał, że cwany jest Stefan, że jest on przygotowywany,

a choć nos zadarł wysoko, to mocno był obesrany.


Stefan! – ty durna pało!;

Stefan! – ty królu fajtłap!;

to jest historia Stefana, co życie ogień mu zabrał.


Pod boską się oddał opiekę, bo Stefan prawdziwy był Polak:

– „Ocalisz mnie Panie Boże, bo taka jest Twoja Wola” –

tak myślał sobie Stefan tej wyjazdowej niedzieli,

a kiedy zobaczył ogień, do Odry skoczył topieli.


Stefan! – ty durna pało!;

Stefan! – ty królu fajtłap!;

to jest historia Stefana, co życie ogień mu zabrał.


I spłonął Stefan zaraz, na szczęście długo nie zdychał,

bo Stefan tego nie wiedział, Gorzowskich Sonetów nie czytał,

że kiedy Gorzów płonie, Odra też ogniem płynie

i tak zamienił się Stefan w pieczoną stefaninę.


Stefan! – ty durna pało!;

Stefan! – ty królu fajtłap!;

to jest historia Stefana, co życie ogień mu zabrał.


***


#nasonety

#zafirewallem

Komentarze (1)

Zaloguj się aby komentować