Gdyby nie rodzice, byłbym wszystkim.
Kiedyś jak śpiewałem przy zmywaniu naczyń, babcia stała za drzwiami i słuchała mnie z łzami w oczach.
Jak grałem w piłkę, byłem najlepszym zawodnikiem w obronie.
Jak w wieku 16lat podszedłem do pierwszej pracy, chcieli podpisać ze mną dwuletni kontrakt. Na wyłączność, bym nigdzie nie uciekł.
W każdej pracy po chwili byłem kierownikiem czy managerem.
Dla swoich rodziców zawsze byłem je⁎⁎⁎ym zerem. Tylko dlatego, że nie chciałem iść ich drogą. Siedzi to we mnie do dzisiaj, nic nie jest w stanie ugoić ran.
Wtedy gdy po maturze wyprowadziłem się z domu, a od matki na pożegnanie dostałem liścia. Czuję do dzisiaj.
Gdy po latach próbowałem naprawić tę relację, a od ojca usłyszałem "ty c⁎⁎ju j⁎⁎⁎ny", mimo tego, że byłem na każde jego zawołanie.
Poświęcając nawet swój związek i codzienność.
Rodzina to ciężkie brzemię.
Dzisiaj już nawet nie wiem kim jestem.
Wierzę, że gdybym dostał garść wsparcia... gdybym tylko mógł poczuć miłość rodziców.
Dzisiaj byłam w innym miejscu. Powiem nieskromnie, że miałem predyspozycje by wyrwać się z szarości.
Jeśli to czytasz o myślisz "miałem podobnie"...
w ostatecznym rozrachunku nie miej do nich urazy ani żalu. Jeśli możesz się pogodzić to zrób to.
Będzie Ci lżej na starość
Paradoks?
Tak jeden z tych bardziej po⁎⁎⁎⁎nych w życiu.
Po co to pisze?
Dla siebie.
#gownowpis