Finspan to gra, która ewidentnie idzie wydeptaną ścieżką swojego „ptasiego” poprzednika (Wingspan), ale przenosi nas pod wodę. To idealna opcja, jeśli nie masz ochoty na ślęczenie godzinami nad instrukcją – faktycznie wystarczy kilka tur, żeby załapać mechanikę i zacząć sensownie planować ruchy. Jest to klasyczne „budowanie silniczka”, które wchodzi bardzo naturalnie.
Tematyka ryb jest dość neutralna – dla jednych to relaksujący klimat, dla innych (dla mnie) po prostu nuda bez większych emocji. Jeśli liczysz na epicką przygodę, to tutaj jej nie znajdziesz. Wizualnie gra jest poprawna: grafiki są czytelne i estetyczne, ale nie mają w sobie tego „czegoś”, co kazałoby się nimi zachwycać. Wykonanie jest rzemieślnicze – solidne, ale bez polotu.
To solidny „średniak” na spokojny wieczór. Jeśli nie szukasz w grach adrenaliny, a po prostu chcesz sprawnie pokładać karty w sensowne kombinacje, to Finspan spełni zadanie. Nie jest to jednak tytuł, który zmienia życie czy wywołuje wypieki na twarzy.
Ocena: 6,5/10
#grybezpradu #gryplanszowe


