Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Żeby nie siedzieć bezproduktywnie w oczekiwaniu, czy może ktoś jeszcze, na ostatnią chwilę, zechce dołączyć do kończącej się CXI (słownie: 111) edycji #nasonety napisałem sobie jeszcze jeden wierszyk traktujący o zimowych aktywnościach.
Zastanawiałem się, czy jest taka aktywność, która daje tyle samo radości niezależnie od wieku. Dzieciom, dorosłym czy nam - ludziom starszym. Na pewno nie mogą to być sporty zimowe, bo te z wiekiem stają się coraz bardziej "kontuzjogenne", co z radością ma niewiele wspólnego. No chyba, że jest się masochistą.
I pierwsze co przyszło mi do głowy to kulig. Taki prawdziwy. W lesie. Z saniami ciągniętymi przez konie. W akompaniamencie dzwonków. Eh, rozmarzyłem się.
Dlatego też, całkiem naturalnie, poniższy wierszyk traktuje o... lepieniu bałwana.
Jak Jaś i Małgosia ulepili bałwana
Popadało w nocy świeżym białym śniegiem,
Więc się w domu rwetes zrobił już od rana,
Bo Jaś i Małgosia, nuże! - na dwór biegiem,
Prędko ulepili pięknego bałwana.
Bałwan był wspaniały! Miał trzy kule śniegu,
Nos z dużej marchewki i oczy z węgielka,
Guziki z kartofli w pionowym szeregu,
A na czubku głowy - kapelusz z rondelka.
Ale już wieczorem wpadły dzieci z dworu,
Krzycząc wniebogłosy, całe zapłakane,
Bo czekał tam na nie widok jak z horroru -
Przez dzikie zwierzęta zniszczony bałwanek.
Oczy bałwankowi sroki wydziobały,
Guziki z kartofli wyżarły mu dziki,
Pożarły wiewiórki z marchewki nos cały,
A gniazdo w rondelku zrobiły rudziki.
Obrazu rozpaczy i nędzy bałwanka,
Żółtego koloru dopełniał był wzorek,
Nad którym cierpliwie pracował od ranka
Pies - z pustym pęcherzem, szczęśliwy Azorek…
#nasonety #zafirewallem #diriposta