Dzień dobry.
Jest wtorek, a właściwie jest już wtorkowe popołudnie, czyli jest już dość późno na to, żeby rozpocząć kolejną CXXXI edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem. Nie opóźniając więc sprawy jeszcze bardziej poprzez silenie się na jakieś pseudoelokwencyjne popisy, od razu przedstawiam Państwu tekst:
***
Anna Piwkowska
Sonet psa o imieniu Wtorek
Gdzie jest słońce co rano gryzło mnie w nos wściekłe?
Gdzie pchła, która się karmi moim własnym ciepłem?
Gdzie ta chwila gdy byłem? Teraz tylko jestem!
Gubię się w was, umieram, wszystkie czasy przeszłe.
Moja jest teraźniejszość. Władam nią gdy w łapie
utkwi kolec. Gdy swędzi, to żyję, bo drapię.
A kiedy głód odczuwam, złoszczę się i szczekam,
a czas przyszły rozumiem, gdy na miskę czekam.
O zawiłości mowy, filozofii, czasów,
jak pięknie pachnie trawa, sarna wyszła z lasu,
gonię ją, z nosem w chmurach pewnie jej nie złowię
I nie myślę o sobie, jako o osobie.
Wolę gryźć gorzki patyk, mieć w tym burym brata,
co jak ja jest psem tylko i dzieckiem wszechświata.
***
To tyle. Dobrej zabawy!
Ale zaraz! Zaraz, Jureczku! A terminy? A zasady? A no powinny być jakieś, ale za ocenianie, zamykanie, wyłanianie i inne tego typu rzeczy odpowiada w tym tygodniu kolega @fonfi, to niech on się o to wszystko martwi. Sam tak chciał.