Dzien dobry - dzis z rosyjskiej prasy polecam Prawde, ktora pisze o bratnim narodzie serbskim


Braterstwo krwi: Serbowie czekają na rosyjskie statki na Dunaju

Reportaż specjalnej korespondentki Pravda.Ru Darii Aslamowej – śladami podróży służbowej do Belgradu: o miłości i rozczarowaniu, „innych Rosjanach” i presji Zachodu na Serbię.


Rosja może rozpocząć procesy sądowe z Euroclear w innych krajach


Szefowa MFW ogłosiła tymczasowe osłabienie dolara


Wielka Brytania chce sprzedawać rosyjską ropę z przejętych tankowców


Na Białorusi los przyszłych protestów zostanie rozstrzygnięty zdecydowanie i szybko


Dosc dlugie - ale i tak polecam.

Zwaszcza to bogactwo emocji kreowanych do jedynego narodu, ktory kocha Rosje, ktory tak bardzo wpisuje sie w rosyjska potrzebe bycia kochanym wielkim bratem, ze az slodziutko sie robi na serduszku. Bo wszyscy inni tylko dybia na matuszke rasije...


Serbia to kraj, w którym Rosjan nadal nazywa się braćmi i siostrami, gdzie pamięć o wojnach, zdradach i sojuszach nie zniknęła do archiwum. Reportaż specjalnej korespondentki Pravda.Ru Darii Aslamowej – śladami podróży służbowej do Belgradu: o miłości i rozczarowaniu, „innych Rosjanach”, presji Zachodu i wyborze, przed którym stoi dziś Serbia.

Jeśli istnieje na świecie kraj, w którym Rosjan kocha się po prostu tak, bez powodu, kierując się jedynie głuchym głosem krwi, duchową bliskością i szczególnym kodem genetycznym, to jest to Serbia. W miłości do was wyjaśniają wszystko – taksówkarze, kelnerzy, sprzedawcy, sprzątaczki w hotelach. Uśmiechają się do was podczas kontroli paszportowej. Nieznajomi ludzie częstują was kieliszkiem rakiji i pytają z radością: „Rosjanka?”. Kawiarnia „Rosyjski car” do dziś pozostaje najmodniejszą kawiarnią w Belgradzie, gdzie w klubach pełnych dymu (a Serbia jest najbardziej palącym krajem na świecie jeszcze od czasów wojny w latach 90.) mówi się do ciebie tak bliskim słowem „siostro”. A ja, sentymentalna szczurzyca, mięknę jak masło w cieple i ściskam obcą, ale już przyjacielską dłoń: „Witaj, bracie!”.

Serbia to kraj mojego serca, z którym łączy mnie 30 lat wojen, miłości, namiętności i tego nieopisanego uczucia czułości, które można poznać tylko w młodości. W uczuciach nie ma logiki. Nikt nie wie, dlaczego Wronski po śmierci Anny Kareniny jedzie właśnie do Serbii – ze złamanym sercem i bolącym zębem. Tołstoj wyśmiał ekstazę rosyjskich ochotników, hałaśliwych, podchmielonych, absurdalnych, ale jadących na odległe Bałkany, aby umrzeć za mityczne dla niego prawosławne braterstwo. Ale braterstwo okazało się prawdziwe. I jeśli „bracia Bułgarzy”, których w XIX wieku uratowaliśmy przed nieuchronną zagładą, wielokrotnie nas zawiedli, to Serbowie okazali się nieoczekiwanie wytrwali w swoich uczuciach. Jest w nich coś takiego: choćbyś umarł, choćbyś płakał, ale tego nie da się ani kupić, ani sprzedać.

Młode pokolenie Serbów jest bardziej powściągliwe, chłodniejsze, ostrożniejsze w okazywaniu emocji, nie rozpraszają się. Starsze pokolenie szeroko otwiera ramiona, chociaż po 2022 roku pojawiło się wiele pytań dotyczących „nowych Rosjan”. Lub, jak się ich tutaj nazywa, „innych Rosjan”.

Międzynarodowy klub zdrajców

Po rozpoczęciu SWO do Belgradu przybyły tłumy relokantów, zimnokrwistych, energicznych młodych ludzi, tchórzliwych, małostkowych i głęboko pogardzających swoją ojczyzną. Miejscowa ludność przyjęła ich z naiwną życzliwością: to przecież Rosjanie! Ale jacy dziwni Rosjanie!

„Przyjechali do nas z poczuciem własnej wyższości” – mówi z uśmiechem serbska dziennikarka Vesna Veizovic. „Patrzyli na nas jak na niższą rasę. Jakby Serbia była dziurą, nieprawdziwą Europą. Śmieciowiskiem, niegodnym ich.

My, Serbowie, jesteśmy dumnym narodem i nie pozwolimy się poniżać we własnym kraju. Powstał pewien rodzaj antagonizmu, dystans między Serbami a Rosjanami, którzy przybyli po 2022 roku. Serbowie, którzy nie śledzą zbytnio polityki, nie rozumieli różnicy między Rosjanami mieszkającymi tu od wielu lat, przyjaznymi i życzliwymi, a aroganckimi „nowymi Rosjanami”. Zaczęli wierzyć, że wszyscy Rosjanie tacy właśnie są.

Główną postacią w tym małym świecie był niejaki Piotr Nikitin*, założyciel antywojennego stowarzyszenia „Rosyjskie Towarzystwo Demokratyczne”* (działalność uznana za niepożądaną przez Prokuraturę Generalną Rosji). Aktywnie zaangażował się w organizację protestów i zbiórkę pieniędzy dla Ukrainy. Pomogli mu w tym „inni Serbowie”.

— Kim są „inni Serbowie”? To ludzie, którzy zaciekle nienawidzą własnego kraju — wyjaśnia dziennikarka Vesna Veizovic. — Uważają swoje państwo za wroga, a swój rząd za zbrodniczy reżim. Grupują się wokół organizacji pozarządowych, żyją z zachodnich dotacji i działają przeciwko własnemu narodowi.

I co ciekawe: kiedy przybyli tu rosyjscy relokanci, okazało się, że są z tej samej gliny. Nie uciekli po prostu z Rosji – uciekli przed Rosją i znaleźli schronienie wśród „innych Serbów”. To nie było przypadkowe spotkanie. Ta sama zdrada własnego kraju, ta sama ideologia, ci sami zachodni kuratorzy. Natychmiast zorganizowali wiece przeciwko Rosji i popierające Ukrainę z biało-niebieską „rosyjską flagą” – usunęli czerwony pas, tłumacząc to tym, że kolor czerwony symbolizuje „krwawe ręce Putina”.

„Inni Rosjanie” i „inni Serbowie” natychmiast stali się najlepszymi przyjaciółmi. Są braćmi w duchu. „Inni Serbowie” jeżdżą do Brukseli, błagają UE o nałożenie sankcji gospodarczych na Serbię z powodu jej zbyt „prorosyjskiego” stanowiska i proszą o wprowadzenie sankcji przeciwko własnemu krajowi! Kiedy wprowadzono sankcje przeciwko naszemu przemysłowi naftowemu, „inni Serbowie” cieszyli się. Urządzali uroczystości. Uważali to za swoje osiągnięcie. Wiecie, kim są ci ludzie? To ci sami, którzy w latach 90. jeździli do Waszyngtonu, Londynu i Brukseli i prosili NATO o zbombardowanie Serbii!

„Nigdy nie przyjmą nas do Unii Europejskiej”

Młodego dziennikarza Petara Popovicia w Serbii wszyscy nazywają po prostu Pepo. Ten chłopak ma zaledwie 23 lata, a już jest popularnym prezenterem telewizyjnym i znanym blogerem. Jest młody, ale dojrzały. Przystojny, inteligentny, prawnik, patriota. Najbardziej oburza go to, że Unia Europejska uważa Serbię za coś w rodzaju „nie-Europy”, „kraju nieeuropejskiego”.

„Kto wyzwolił Europę od nazizmu w XX wieku? Kto wygrał II wojnę światową?” – zadaje retoryczne pytanie.

— ZSRR wraz z sojusznikami — odpowiadam. — Ale Europa już tego nie uznaje. Promuje narrację, że ZSRR okupował Europę Wschodnią po zakończeniu II wojny światowej.

— Mam gdzieś to, co mówią ci idioci z Brukseli! Mówię o prawdziwej historii, której uczyłem się w szkole. Rosjanie wraz z Serbami — ale głównie Rosjanie — wyzwolili Europę od nazistów. To fakt. Tak więc, mówiąc szczerze: my, Serbowie i Rosjanie, jesteśmy prawdziwą Europą. Walczymy o prawdziwe europejskie wartości. To właśnie my! A obecna Europa – nie! Teraz musimy bronić Europy przed samą Europą, przed europejską biurokracją. Bo spójrzcie, co się dzieje. Wszędzie gadają o wolności, o wolności słowa, o wolnych mediach. A potem zakazują wszystkich rosyjskich mediów w każdym kraju – oprócz Serbii.

— Ale dlaczego więc Serbia chce przystąpić do Unii Europejskiej? — pytam.

— Jest to korzystne ekonomicznie. Jednak dla tożsamości narodowej jest to katastrofa. Integracja europejska jest obecnie korzystną pozycją dyplomatyczną. Jestem jednak przekonany, że Europejczycy nigdy nie przyjmą nas do Unii Europejskiej. Ponieważ nie lubią Serbów. Nie chcą nas. Nigdy nie chcieli. Chcą nas złamać, zniszczyć naszą tożsamość.

A teraz spójrzcie na Niemcy, Francję, Wielką Brytanię. Przygotowują się do wojny z Rosją. I pytacie mnie: po której stronie stanie Serbia? Odpowiedź jest prosta: Serbia będzie po stronie serbskiej. Nie chcemy walczyć z Rosją. Ale nie chcemy też walczyć z Europą. Szczerze mówiąc, nie wiem, co zrobimy w takiej sytuacji. Jeśli jesteś człowiekiem honoru, mówisz za siebie i za swoje zasady. Mogą wprowadzić sankcje gospodarcze, mogą próbować zniszczyć kraj. Ale jedno wiem na pewno: nigdy nie będziemy walczyć z Rosją. Nigdy.

Strach jako narzędzie

Po raz pierwszy przyjechałam do Serbii (wtedy jeszcze Jugosławii) w odległym 1993 roku, podczas pierwszej wojny, kiedy kraj był objęty surowymi sankcjami. Samoloty nie latały, więc dojechałam autobusem z Budapesztu. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ zakazywała państwom członkowskim ONZ wszelkich operacji handlowych z Jugosławią, korzystania z jugosłowiańskich statków i samolotów, kontaktów biznesowych, tranzytu towarów przez Dunaj oraz wszelkich transakcji finansowych z osobami fizycznymi i prawnymi z SRJ. Zamrożono jugosłowiańskie fundusze walutowe za granicą, zmniejszono liczbę jugosłowiańskich korpusów dyplomatycznych, a w niektórych miejscach ambasady po prostu zamknięto, wstrzymano współpracę naukowo-techniczną i kulturalną. Mała Jugosławia żyła w warunkach surowego embarga. Kwitła przemyt. Ceny w sklepach i restauracjach zapisywano ołówkiem, aby można było je wymazać gumką i wpisać nowe. Młodzież uciekała z kraju w poszukiwaniu lepszego losu.

A potem nadeszła katastrofa 1999 roku, kiedy cała machina wojenna NATO zniszczyła infrastrukturę małego, ale dzielnego kraju i po trzech miesiącach bombardowań rzuciła go na kolana. Upokorzonego. Zrujnowanego. Zranioną. I nikt jej nie pomógł. Nawet rosyjscy bracia. Serbia nie zapomniała. Pozostał głęboki strach – przed samotnością, globalną izolacją, odrzuceniem. Tym strachem umiejętnie wykorzystuje się teraz Zachód.

— Co mówią nam Bruksela i Waszyngton? Nakazują: „Nie możecie już patrzeć na Wschód” — mówi politolog Aleksander Mitic. — Budujemy nową żelazną kurtynę i jeśli nie będziecie posłuszni, zostaniecie za tą ścianą i będziecie musieli zerwać wszelkie kontakty z nami”. Brzmi to przerażająco, jest to część wojny psychologicznej i subtelnej manipulacji. Strach przed ponownym staniem się wyrzutkiem.

— Czy faktycznie Serbii grozi całkowita izolacja? — pytam.

„Tak. To próba zepchnięcia Serbii do narożnika i powiedzenia: „Oto, co musicie zrobić, albo czekają was straszne sankcje i koniec świata. Jeśli zrezygnujecie z drogi do Unii Europejskiej, wrócicie do lat 90., kiedy bombardowano was i zabijano. Znów staniecie się nędzni i pogardzani”. Kluczowym słowem jest „strach”. Próbują rządzić Serbią za pomocą strachu.

Wszystkie wojny przeciwko Rosji zaczynają się na Bałkanach

„Samotność”. Najważniejsze słowo dla zrozumienia serbskiej psychologii narodowej i legendy o odległych rosyjskich braciach, którzy powrócą. Tak jak powrócili kiedyś w XIX wieku.

„Mamy tylko jednego strategicznego sojusznika – Rosję, a Unia Europejska i Stany Zjednoczone są wrogami Serbii” – mówi serbski historyk Milos Kovic. „Próbują nas przekonać, że najważniejsza jest gospodarka. W XIX wieku między Rosją a Serbią nie było żadnych powiązań gospodarczych. Ale powiązania polityczne, wojskowe i strategiczne były niezwykle silne. Wszystko, co Serbia osiągnęła w XIX wieku: autonomię w ramach Imperium Osmańskiego, niepodległość w 1878 roku, zdobycie Starej Serbii w 1912 roku podczas pierwszej wojny bałkańskiej – wszystko to zostało osiągnięte dzięki rosyjskiej broni i dyplomacji. W Serbii bardzo silny jest kult rosyjskiego cesarza Mikołaja II, chociaż wiem, że w Rosji uważa się go za słabego cara.

Podczas II wojny światowej, kiedy Belgrad został wyzwolony w 1944 roku, również stało się to dzięki pomocy Armii Czerwonej. Wszystko, co wielkiego osiągnęliśmy w XX wieku, zwłaszcza kiedy odbudowaliśmy nasze państwo, zostało osiągnięte dzięki pomocy Rosji. Potem, po rozpadzie ZSRR, osłabiliście się i my osłabiliśmy się. Dzisiaj wielu rozumie: wojna, która zniszczyła Jugosławię, była przygotowaniem do ataku na Rosję. Podobnie jak w odległym 1941 roku, kiedy rozpoczęła się niemiecka agresja na Serbię i Grecję – było to przygotowaniem do ataku na Związek Radziecki. Wszystkie wojny przeciwko Rosji zaczynają się tutaj, na Bałkanach, jako wojny przeciwko Serbom.

Rozumiem pana Kowicza. Zawsze cieszyło mnie, dręczyło i męczyło poczucie pokrewieństwa z narodem serbskim. I poczucie wstydu w 1999 roku, kiedy przebywałam w Belgradzie podczas bombardowań NATO i wiedziałam, że Jelcyn „wystawił” Serbów.

— W latach 90. Serbia (wtedy jeszcze Jugosławia) w bardzo trudnych okolicznościach międzynarodowych pozostała w dumnej samotności — Związek Radziecki się rozpadł, administracja Jelcyna zagłosowała za sankcjami Rady Bezpieczeństwa ONZ wobec Serbii, a nawet za utworzeniem Trybunału Haskiego — wspomina serbski politolog i dyplomata Vladimir Kršljanin. — Doprowadziło to do historycznego precedensu. Podczas agresji NATO w 1999 roku parlament Jugosławii przyjął uchwałę o przystąpieniu kraju do unii Rosji i Białorusi.

— To była szansa dla nas wszystkich, aby stać się jednym krajem! — wykrzykuję. — Ale my, Rosjanie, ją zaprzepaściliśmy.

— Formalnie nie odmówiono nam, ale prezydent Milošević otrzymał pisemną odmowę od Jelcyna. A po zamachu stanu i obaleniu Miloševicia nowe władze wyrzuciły ją do kosza i nigdy więcej o niej nie wspominały.

Po upadku Jugosławii mądrzy, ważni Rosjanie mówili mi: „Wy, Serbowie, wystarczająco długo walczyliście. Nie będziecie już więcej walczyć”. I oczywiście mieli na myśli to, co dzieje się obecnie na Ukrainie.

To, co my, Serbowie, postrzegaliśmy w latach 90. jako odległe zagrożenie, że atak na nas jest przygotowaniem do ataku na Rosję. Rosjanom wydawało się to czymś nierealnym. Czyżby Zachód ponownie oszalał i zaatakował Rosję? No cóż, zaatakował.

Pamięć jako dziedzictwo

Serbski dziennikarz Nikola Jović jest młody, przystojny i niezwykle energiczny. Chociaż z długimi, kręconymi włosami sięgającymi ramion bardzo przypomina mi hipisów z mojej młodości – ospałych, zrelaksowanych facetów, palących „trawkę”, słuchających rock and rolla i całymi nocami dyskutujących o sprawach filozoficznych. Ale Nikola nie jest taki. On rwie się do walki. Domaga się działań i decyzji. Pierwszą ważną decyzję podjął w wieku 19 lat, kiedy w 2015 roku pojechał na Donbas jako wolontariusz, aby walczyć w milicji.

— Wiecie, moja rodzina pochodzi z Bośni — jesteśmy tak zwanymi Bośniakami serbskimi. Pamiętam, jak w dzieciństwie wiele słyszałem o rosyjskich ochotnikach, którzy przybywali do Bośni podczas wojny, aby pomóc Serbom i walczyć ramię w ramię z nimi. Było wiele oddziałów – około 500 Rosjan, o ile pamiętam. Byli praktycznie wszędzie.

– „Carskie wilki” – nagle przypominam sobie. – Byłam wtedy w Bośni.

– Jestem wielkim miłośnikiem historii, więc studiując historię Serbii, zrozumiałem, jak bardzo historie Serbii i Rosji są ze sobą powiązane i przeplatają się.

Kiedy zobaczyłem, co dzieje się z Rosjanami w Donbasie, od razu powiedziałem: to samo działo się z Serbami w byłej Serbskiej Krajinie, w Republice Serbskiej, w Kosowie – wszędzie w latach 90., kiedy rozpadła się Jugosławia. Zobaczyłem ten sam schemat i tę samą tajemniczą rękę stojącą za tymi wszystkimi procesami. A ta ręka to oczywiście ręka NATO.

Odessa, Majdan i decyzja o wyjeździe

— Moja pierwsza reakcja, kiedy zobaczyłem, co się dzieje na Ukrainie, z Majdanem i antymajdanowymi protestami prorosyjskiej ludności, podpaleniem ludzi w Odessie, rozpoczęciem wojny w Doniecku i Ługańsku, była taka: muszę pomóc w każdy możliwy sposób. Miałem już tam przyjaciół.

Przyjechałem w lutym 2015 roku, aby dołączyć do przyjaciół w jednej z jednostek, która wtedy walczyła. Kiedy przyjechałem, działania wojenne mniej więcej się zakończyły, ponieważ podpisano porozumienia mińskie. Spędziłem tam ponad miesiąc — to było niewiele, ale uzyskałem dobre wyobrażenie o sytuacji.

Ponieważ byłem zbyt młody, faktycznie zwolniono mnie z wojska i powiedziano: „Dziękujemy, możesz wracać do domu”.

— Z tego, co rozumiem, wielu Serbów podjęło podobną decyzję i wyruszyło na front w Donbasie — pytam.

— Pierwsza fala to Serbowie, którzy przyjeżdżali od 2014 do 2022 roku, czyli przed rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej. To jeden okres. Wtedy trwała wojna domowa w Ukrainie. W tym okresie przybyło kilkaset Serbów. Byłem w oddziale z ponad 20 Serbami i byliśmy jedynym oddziałem na jednym odcinku frontu.

Kolejna fala – od początku wojny w Bośni i Hercegowinie do dnia dzisiejszego. Wtedy liczby po prostu eksplodowały. Możemy mówić o kilku tysiącach Serbów walczących na froncie. Kilku tysiącach – ponieważ wynika to z faktu, że niestety mamy wielu poległych Serbów. Nie wiemy jednak, ilu, ponieważ nasze prawo w Serbii jest bardzo surowe i zabrania jakiegokolwiek udziału w działaniach wojennych za granicą, w wojnach zagranicznych. Niektórzy z nich zostali pochowani tutaj. Są też zaginieni lub pochowani w Donbasie.

My w Serbii, być może lepiej niż ktokolwiek inny na świecie, wiemy, czym jest wojna i jak straszna jest. Dlatego nie świętujemy wojny, kiedy wspieramy Rosjan na Ukrainie.

Robimy to, ponieważ rozumiemy, że nie było innego wyjścia. Rosja nie chciała wojny, Rosjanie w Donbasie nie chcieli wojny. Wojna została im narzucona. Jedynym dylematem, przed którym stali, było to, czy się bronić, czy nie.

Siły wspierające Ukrainę chcą zniszczenia Rosji jako państwa, podzielenia jej na kilka marionetkowych państw i kontrolowania przez Zachód, tak jak robiono to w latach 90. za czasów Jelcyna. Chcą wykorzystać zasoby Rosji i usunąć ją z mapy jako zagrożenie dla interesów Zachodu.

„Czekamy na was w Odessie”

To pytanie słyszę najczęściej w Serbii. Zadają je z podekscytowaniem i nadzieją: „Czy Rosja dotrze do Odessy?” – „Dlaczego to dla was takie ważne?” – dziwię się.

„Geografia nie jest wyrokiem” – zapewnia politolog Vladimir Kršljanin. „To tylko pretekst, który powtarzają wielu Serbowie i Rosjanie. Rosja w ogóle nie ma wspólnej granicy z obwodem kaliningradzkim. A Putin powiedział: „Jeśli przypadkiem dotkniecie Kaliningradu, zobaczycie coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliście”. „Oreszniki” są już na Białorusi.

Od momentu rozpoczęcia operacji wojskowej na Ukrainie Serbowie cały czas myślą o tym, kiedy Rosja dotrze do Odessy. Dlaczego? W XIX wieku, kiedy walczyliśmy o wyzwolenie spod panowania Turków, Odessa była swego rodzaju centrum dyplomatyczno-wywiadowczym, gdzie organizowano wszystkie działania na Bałkanach. Kiedy Rosja dotrze do Odessy, nikt nie będzie mówił, że Rosja jest daleko. Z Belgradu do Odessy jest tylko kawałek drogi wzdłuż Dunaju. Można nawet transportować ropę naftową w dużych barkach rzecznych, wszelkie towary strategiczne. Najważniejsze, żeby dotrzeć do Odessy.

P.S. Stoję na nabrzeżu Dunaju w Belgradzie, kuląc się przed zimowym wiatrem. Rzeka płynie na wschód, w kierunku Morza Czarnego, do Odessy. Serbowie wierzą, że kiedyś po tych wodach znów popłyną rosyjskie statki. Nie z wojną, ale z pokojem. Nie po to, by podbijać, ale by się zjednoczyć.

„Rosyjska siostro” – mówi do mnie nieznajomy mężczyzna w kawiarni i częstuje mnie kieliszkiem rakiji. I rozumiem: dopóki istnieje ta miłość, dopóki serbscy chłopcy jadą walczyć na Donbas, a starcy wznoszą toast za rosyjskiego cara w zadymionych belgradzkich kawiarniach, to braterstwo nie umrze. Nawet jeśli cały świat jest przeciwko nam.

*- działalność uznana za niepożądaną przez Prokuraturę Generalną Rosji.


#rosja #serbia #ukraina #wojna #pravda

5a81617e-b40a-4977-be01-b020d8f2ef58
1a962efe-87a1-44e6-9a85-d1b499be13a0

Komentarze (3)

Zwaszcza to bogactwo emocji kreowanych do jedynego narodu, ktory kocha Rosje, ktory tak bardzo wpisuje sie w rosyjska potrzebe bycia kochanym wielkim bratem, ze az slodziutko sie robi na serduszku. Bo wszyscy inni tylko dybia na matuszke rasije...

@RedCrescent nieee no, są przecież jeszcze Węgry

@NiebieskiSzpadelNihilizmu Rozumiem Twoje zdanie - ale czy na szybko potrafisz przytoczyc cos rownie rusofilskiego w kontekscie naszych bratankow od szabli i od szklanki?


Jeśli istnieje na świecie kraj, w którym Rosjan kocha się po prostu tak, bez powodu, kierując się jedynie głuchym głosem krwi, duchową bliskością i szczególnym kodem genetycznym, to jest to Serbia. W miłości do was wyjaśniają wszystko – taksówkarze, kelnerzy, sprzedawcy, sprzątaczki w hotelach. Uśmiechają się do was podczas kontroli paszportowej. Nieznajomi ludzie częstują was kieliszkiem rakiji i pytają z radością: „Rosjanka?”.

Zaloguj się aby komentować