Dyrektor cyrku siedzi w barze i zgnębiony rozmyśla nad ponurą przyszłością swojego biznesu, który cienko ostatnio przędzie. Do baru wchodzi pingwin, wskakuje na stołek i zamawia setkę wódki i śledzika. Barman podaje, pingwin płaci, konsumuje i wychodzi. Dyrektor cyrku zdumiony patrzy na to wszystko, po czym pyta barmana:
-Panie, widział pan to samo co ja?
-Ta, on tu przychodzi codziennie, pracuje jako spawacz na budowie obok.
-Codziennie? Spawacz na budowie? Dobra, przyjdę jutro.
Następnego dnia dyrektor cyrku zjawia się w barze i czeka na pingwina. Ten przychodzi, hop na stołek, wódka i śledzik. Dyrektor zagaja:
-Przepraszam, że się narzucam, ale jestem dyrektorem cyrku i szukam pracowników.
-Cyrku?
-Tak.
-Cyrk to taki namiot z brezentu, postawiony na drewnianych podporach? Z areną wysypaną trocinami, a wokoło stoją drewniane lub plastikowe ławki dla publiczności?
-Tak tak, zgadza się.
-No to nie rozumiem, po c⁎⁎j ci spawacz potrzebny?