Dzieliłam się już kiedyś tą historią, ale podzielę się ponownie.
Działo się to na początku lat '00, nie wiem czy dzisiaj jeszcze coś takiego istnieje, na wszelki wypadek opiszę dla młodszych czytelników jako wprowadzenie. Istniała wówczas subkultura tzw. dresów - młodych chłopaków, którzy nie mieli nic lepszego do roboty niż siedzenie pod blokiem cały dzień i picie piwa. W wolnych chwilach szukali zaczepki i okazji do bójki, od czasu do czasu ukradli komuś portfel lub telefon. Generalnie takie sebiksy tylko mniej cywilizowane i trochę bardziej niebezpieczne. Mieli silny instynkt terytorialny i potrafili pobić kogoś bo np. nie był z tego osiedla albo miał długie włosy.
Byłam wówczas na studiach i mieszkałam w pokoju z dziewczyną, której chłopak był w gruncie rzeczy też takim dresem, tylko z trochę wyższej półki. Wiecie, takim który chodził w markowych dresach i butach oraz wyciągał z gęby fajkę całując swoją dziewczynę (żarcik).
Pewnego razu jak wróciła do domu, opowiedziała mi następującą historię. Siedzieli sobie z chłopakiem pod blokiem, pijąc piwko i w pewnym momencie podszedł do nich jakiś lekko już podpity dresiarz. Wyczuł obcego osobnika swojego gatunku na swoim terenie, poczuł się natychmiastowo sprowokowany jego obecnością i dd razu zaczął go agresywnie werbalnie zaczepiać. Chłopak - mając na uwadze że był z dziewczyną - początkowo próbował załagodzić sytuację mówiąc "dobra stary odpuść, już idziemy" ale podpity dresik nie zamierzał odpuścić. Ponieważ jak już wspomniałam, chłopak koleżanki też był w gruncie rzeczy dresem to też w dyplomację nie chciało mu się długo bawić. Koleś dostał w twarz aż się zatoczył i przysiadł na ziemi. Oszołomiony usilował się podnieść, chłopak mojej koleżanki podał mu rękę i pomógł wstać, z nosa mu ciekła krew więc dali mu chusteczkę, spytali czy wszystko ok - dresik odpowiedział, że ok, tak, spoko, dzięki stary, wytarł nos, podziękował i sobie poszedł dalej, pozostawiając ich z miną WTF.
Dlaczego o tym piszę? Bo ta historyjka przypomina mi się zawsze, jak ruskie zbiorą jakiś spektakularny wpierdol. Wszyscy oczekują, że "no teraz to się Putin wkurzy", a zawsze ruskie wtedy mówią, że spoko, nic się nie stało, to tylko pożar od niedopałka, poza tym niewielkie zniszczenia, nikt nie zginął, naprawimy w jeden dzień, powołamy komisję śledczą.