Dziękuję ogromnie wszystkim, którzy wczoraj pospieszyli mi z pomocą w sprawie mojego kryzysu inspiracyjnego – pomogliście! Sporo było tych tematów, które podsunęliście mi do poruszenia, ale pierwszą osobą, która z taką pomocą pospieszyła była koleżanka @moll . I to dlatego właśnie dla niej (albo być może nawet i o niej?) będzie dzisiejszy wiersz napisany w ramach mojego bzdurnego postanowienia napisania w tym tygodniu jednego wiersza dziennie. Wyrażam też w tym miejscu nadzieję, że wiersz ten koleżankę (a może również i innych?) choć trochę ucieszy, a może i nawet ulży jej trochę w jej bólu i cierpieniu lub chociaż w jej codziennych obowiązkach. I mam tylko nadzieję, że nic się w w ostatnim czasie u niej nie zmieniło, tak w sprawie liczby rąk, jak i liczby bąbelków:


***


Matka Polka


Matczynej miłości wcale nie skrywa,

bąbelki swoimi rękoma dźwiga,

gwiazdkę im z nieba, gdy może, zrywa;

i co ma za to? Karnego jeżyka?!


Teraz:

leży na kolcach na wpół nieżywa –

czy to skolioza, czy dysk jej wypadł? –


bo wcześnie rano z łóżka się zrywa

w noc późną do lic poduszkę przytyka;

i jeszcze do kuchni, bo rodzina głodna,

i cytat Pratchetta trza też wrzucić co dnia:

ech, tonie @moll biedna w robocie!


Ja zaś trzy wersy dopisać muszę,

tematu palców w nich nie poruszę;

dobrze, że rąk ma tyle co pociech!


***


#nasonety

#zafirewallem

Komentarze (3)

@moll A nie ma za co. Mnie się też go przyjemnie pisało, więc jeśli Ci się podobało, to mamy do czynienia z klasyczną sytuacją typy win-win.

Zaloguj się aby komentować