
Dwóch amerykańskich żołnierzy zginęło, a jeden został uznany za zaginionego po irańskim ataku rakietowym i dronowym na siły USA w Jordanii 17 lipca. Według Dowództwa Centralnego USA żołnierze uczestniczyli w obronie przed irańskim ostrzałem. Czterech kolejnych wojskowych ewakuowano do szpitali w Jordanii, ale zostali już wypisani, natomiast inni lekko ranni wrócili do służby.
Iran przyznał się do ataku na bazę Al-Azraq, wykorzystywaną przez wojska amerykańskie. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej twierdzi, że w wyniku uderzenia rakietami i dronami zniszczono kilka samolotów, choć strona amerykańska nie potwierdziła tych informacji.
Po śmierci żołnierzy armia USA rozpoczęła nowe naloty na Iran, zapowiadając „szybką karę”. Donald Trump nazwał śmierć wojskowych „bardzo smutnym wydarzeniem”, a sekretarz obrony Pete Hegseth stwierdził, że ich ofiara jedynie wzmacnia determinację Stanów Zjednoczonych.
Łącznie w trwającym niemal pięć miesięcy konflikcie zginęło już 16 amerykańskich wojskowych. W marcu sześciu rezerwistów armii USA zginęło w irańskim ataku na port Shuaiba w Kuwejcie, a kolejny żołnierz zmarł po ataku w Arabii Saudyjskiej. Sześć innych osób zginęło w katastrofie samolotu tankującego KC-135 w Iraku, która nie była jednak wynikiem działań wojennych.
Najnowszy atak nastąpił po praktycznym załamaniu kruchego zawieszenia broni między USA a Iranem. Obie strony ponownie wymieniają uderzenia, a Iran atakuje także cele w państwach, w których znajdują się amerykańskie bazy. Irańskie władze podają, że w ostatniej fazie walk zginęło 50 osób, w tym 12 w ciągu jednej doby. Iran twierdzi również, że amerykański atak zniszczył zakład odsalania wody w prowincji Hormozgan, czego USA dotąd nie potwierdziły.
#wiadomosciswiat #usa #iran #wojna
