#podroze
no i po wypadzie.
- samolot do UK spoznil sie tylko 5 godzin przez co musialem sie niezle sprezyc z zaplanowanymi rzeczami. Ryinair do teraz nie odpowiedzial co z moja reklamacja, na koniec tyg sobie tam zadzwonie.
a teraz plusy
+ prawie wszystkie muzea sa za darmo. odwiedzilem co chcialem. British museum to szok. przelazilem tam 6,7 km.
+ idzie dostac nocleg w przystepnych cenach w swietnej lokalizacji. ja mialem metro south kenighton po drugiej stronie drogi a 3 muzea 300 metrow od hotelu.
+ transport. Metro ulatwia wszystko, na/z lotniska jest dojazd kolejowy do/z city of london. W nocy od zajebania autobusow. Instaluje sie TFL Oyster i mozna sprawdzac wszystkie polaczenia, niestety roaming byl tak zly ze po za hotelem dzialalo mi tylko google maps bez wytycznia trasy.
W pierwszy dzien zamiast o 12.00 w centrum londynu bylem o 17.00, a ze plan byl to do hotelu podreptalem z buta zachaczajac atrakcje turystyczne.
Dzien drugi. Rano wyjscie o 09.00 na metro i kierunek British museum, o 13.30 metrem powrot pod hotel i z buta do muzeum historii naturalnej a pozniej science museum. wrocilem o 18.00, zjadlem obiad w japonskiej knajpie.
dzien trzeci. Pobudka o 01.00, spakowalem sie i o 02.00 poszedlem na autobus. I tutaj mialem kolejna fajna przygode, z faktu ze nie mialem dobrego roamingu zagadalem na przystanku jakiegos imigranta zarobkowego z poludnia (czarnoskory przemily gosc 50+, pracujacy juz 10 lat w UK). Facet zamiast po pracy pojechac spac topojechal ze mna autobusem a nastepnie zaprowadzil mnie jakies 300 metrow na kolejny przystanek z kad mialem bezposrednie polaczenie na dworzec kolejowy.
Pozniej to juz latwizna. Pociag, samolot, bus, pociag i chata