#depresja #fafasiezaburza


Hejo,


a tak ulokuje sobie tekst w internecie z przemyśleniami. W sumie już mi się nie chce. Miałam jakąś natchnioną myśl, ale.... A już wiem! Nie czuje się już tak źle. Jakbym z pudla wyszła, z tej ciemności i nieznośnej duchoty. Aż dziwnie, że znów nabrałam się na wrażenie że epizod depresji będzie trwał wieczność i jedyne co mnie od tego uwolni to śmierć. Chyba jednak nie muszę teraz umierać. To dobrze, oszczędzi to wiele problemów.


Śnie na jawie. Nie wiem co może się dziać naprawdę, a co tylko w głowie.


.

Komentarze (11)

Od półtora miesiąca nie biore, frustracja osiągnęła wyżyny i dopadła mnie całkowita rezygnacja. Brałam wcześniej pregabaline, wortioksetyne, lorazepami i hormony tarczycy. Teraz jestem czyyyysta.

Ten trwał z 4 miesiące. Bardzo silny. Myślałam że już walne samobója mówiąc wprost. Leki, terapia, środowisko nic nie wpływało pozytywnie na moje samopoczucie.

Do tego polecam włączyć suplementację cynku, kwasów omega, oraz przy badaniach krwi poza Wit. D ocenić poziom żelaza, ferytynny i TSH, w sensie czy tarczyca nie szwankuje, albo spadek energii i wydajności przez anemię.

@Fafalala jest też podobno rosnąca ilość badań która pokazuje korzystne działanie stylu zycia keto/low carb na depresje itd.

Dieta ważna jest, wiem, ale jak przesypiasz 16h doby i uważasz że nie warto w ogóle się odżywiać, bo może umszesz z głodu, to ni chuja nie wprowadzę tak restrykcyjnej diety.

W ogóle zawsze mnie to bawiło, że ludziom którzy myślami i ciałem są pomiędzy życiem, a śmiercią proponuję się diety. Co wiadomo ma sens, serotionia wydziela się w głównej mierze w przewodzie pokarmowym, ale cholera, ja ledwo ruszam oczami w tym stanie. XD Wkurzam się o to, że jeszcze odczuwam ludzkie potrzeby jak oddawanie moczu, to co, nagle mam się zerwać i wchodzić na dietę, która może pomoże, może nie i to co najwyzej po 3 tygodniach pilnowania się i samodyscypliny. To nierealne.

Zaloguj się aby komentować