Komentarze (20)

@jakub-krol to jak w Polsce jesteśmy dymani w regionach turystycznych pokazuje dopiero wyjazd za granicę. W Grecji podjeżdżamy sobie na jakąś losową plażę - są leżaczki, parasole, jest również knajpa, taki bungalow przy plaży. Rozmawiam z kelnerem - żeby korzystać z leżaczka, wystarczy coś zamówić. Zamawiany piwka, cena normalna, chyba 3 Eur. Do piw dostajemy cziperki gratis. Leżymy sobie, czilujemy, nikt nie pilnuje tego, czy przypadkiem nie przynieśliśmy czegoś swojego. Miejscówka tak nam się podoba, że spędzamy tam praktycznie cały dzień, naprzemiennie siedząc w wodzie i czytając książki na leżaczkach. Później kupujemy jeszcze jakieś lody, kolejne piwka i po południu zmywamy się na kolację. Zostawiliśmy tam może z 20 Eur, a pewnie mniej, a kelner przynosił nam zimne piwko na plażę, gdzie leżeliśmy na leżaczkach pod parasolami.


Na krupówkach za te pieniądze może uda ci się napić kawy w zatłoczonym lokalu, z którego obsługa będzie chciała cię wyprosić jak najszybciej, żeby zrobić miejsce dla kolejnych rogaczy.

@Okrupnik nie zawsze. Mnie wkurwiały opłaty "stolikowe" w knajpach. W Grecji i we Włoszech. Tzn sam fakt opłaty rozumiem - zajmujesz miejsce, więc płać, bo miejsce kosztuje. Jedyne co mnie wkurzało, to brak jakiejkolwiek informacji o tej opłacie. Wchodzisz sobie do knajpy, widzisz menu i myślisz "OOOOO jak tanio". A później się okazuje, że restauracja doliczy ci 10 Eur za każde zajęte krzesełko, oraz za karafkę kranówki na stoliku kolejne 10 Eur, bo tak. Znaleźli sobie sposób na dymanie klientów.


Po dwóch takich akcjach, pierwsze pytanie do kelnera było zawsze, czy i ile liczą sobie za krzesełko oraz za wodę (już de facto stojącą na stole).


Poza tym jak najbardziej super kraj i ludzie, ale żyć i mieszkać tam na stałe to bym tam nie chciał.

@KierownikW10 na zakhyntosie byłem ponad sezonem i nie spotkałem się z czymś takim. Kelnerowi dawaliśmy po 20 złoty i wszyscy zadowoleni. Tak samo w sklepikach. Właścicielka sama powiedziała, że przed sezonem to mało ludzi jest i przyjeżdzają sami tacy spokojni i w porządku. Mama sobie wybrała sukienkę za 25 euro, stargowaliśmy do 22 i wróciliśmy potem do niej. Jako jedyny z rodziny mówię po angielsku w miarę płynnie, ona też trochę słabo po angielsku. Na drugi raz jak nas zobaczyła to pokazała nam tylko rzeczy wyprodukowane w Grecji. Kupiliśmy talerz i parę pierdółek typu mydło czy koraliki na rękę. Jak płaciliśmy oczywiście odezwał się we mnie polak cebulak i zapytałem się czy będzie coś taniej jak bez papieru i gotówką. Popatrzyła się na nas, coś powiedziała po grecku i of course of course xD

W sumie zaplacilismy drugi raz jakieś 30 euro i jak wychodzilismy pomachała nam.


Kocham Greków

@Okrupnik na półwyspie Sarti takie jajka. Nie we wszystkich knajpach, ale mi się zdarzyło. Za to w Atenach i Salonikach nie spotkałem się z taką januszerką. A we Włoszech to już nie pamiętam, wydaje mi się, że w Wenecji i Florencji trafiliśmy na taką knajpę, co nie informowała o stolikowym i dowiadywałeś się o tym przy płaceniu. Ogólnie tam gdzie sporo turystów to i znajdą się janusze chcący ich wydymać.


Poza tym szczególnie do Włoch to mógłbym wracać co roku. Albo się tam przeprowadzić na stałe. Północne Włochy to jest sztos pod praktycznie każdym względem, jedyne do czego ciężko się było mi przyzwyczaić, to brak kultury jazdy. Poza tym język, klimat, jedzenie, ludzie, no wszystko sztos.

Zaloguj się aby komentować