Często personifikuję schizofrenię, jako wytwór taki jakby to powiedzieć, metafizyczny? Jakby bogini, która mami mnie swoimi wdziękami, przez co jestem zaślepiony cały czas, nie widzę niczego racjonalnie i nie umiem wyrwać się z transu, mimo, że ona cały czas mnie rani. Czuję się jak marionetka demona, czasami zastanawiam się ile mnie jest we mnie.
Komentarze (10)
Zaloguj się aby komentować