Czesc (привет dla pozostalych czytelnikow) w piatek czas na geste z Komsomolskiej:
- Rozdzielanie pieniędzy, problem migrantów i preferencyjne kredyty hipoteczne: o czym mówił Władimir Putin podczas spotkania z liderami frakcji parlamentarnych WIDEO
Liderzy frakcji parlamentarnych omówili plany z Władimirem Putinem
- Zarabiać kapitał w pięć minut: kto w Rosji ma najwyższe wynagrodzenie w przeliczeniu na 60 sekund czasu pracy
KPRU wymieniło zawody z najwyższym wynagrodzeniem za czas pracy
- Jak uciec do dzieciństwa i wyłączyć dorosły umysł: trzy dni w obozie pionierskim 38+FOTO
Korespondentka „Komsomolskiej” przypomniała sobie dzieciństwo i kupiła sobie wycieczkę do obozu pionierskiego.
- Krasnow zostanie przewodniczącym Sądu Najwyższego, a Aleksander Gucan – prokuratorem generalnym
„Komsomolskaja Prawda” zebrała wszystkie informacje o zmianach na szczytach władzy
Chwile sie gryzlem z wyborem jednego do przetlumaczenia ale wybralem cos lekkiego - w sam raz na poczatek weekendu - w poszukiwaniu straconego dziecinstwa:
Jak uciec do dzieciństwa i wyłączyć dorosłą głowę: trzy dni w obozie pionierskim 38+
Korespondentka „Komsomolki” przypomniała sobie dzieciństwo i kupiła sobie wycieczkę do obozu pionierskiego
Korespondentka „KP” (ta z „rogami”) na krótko powróciła do dzieciństwa i nie żałowała tego ani trochę. Zdjęcie: Archiwum osobiste Diny Karpickiej
Dorośli też płaczą. Zwłaszcza gdy trzeba wracać z obozu. Okazuje się, że każdy, kto chce, może zanurzyć się w dzieciństwie. Wystarczy kupić wycieczkę do obozu dla dorosłych. Nawet jeśli tylko na trzy dni, ale jednak.
Czy podobała mi się ta podróż w czasie? Taki wypoczynek ma bardzo poważne skutki uboczne. Ale wszystko po kolei.
NOSTALGIA ZA KRAWATEM
Obozy dla dorosłych to dość nowa sprawa, bo ten rodzaj rozrywki istnieje dopiero od kilku lat. Na rynku jest sporo różnych obozów tematycznych. Ale jakkolwiek szukałam, to nic nie pasowało – coworkingi, networkingi, joga i medytacje, artystyczne rekolekcje, spływy... Ech. A co z ogniskami, kółkami rękodzieła i konkursami talentów? Porannymi ćwiczeniami, ciszą? Wieczorną dyskoteką?..
Ciekawe, że takich jest mnóstwo, ale dla młodzieży około 30 lat. A co mają robić ci, którzy mają już 40+? Czy ci, którzy dorastali z internetem, podzielą ze mną nostalgię za pionierską przeszłością?
Nasza Dina jest dorosła tylko według paszportu. W głębi serca jest jeszcze całkiem mała. Zdjęcie: Archiwum osobiste Diny Karpickiej
I oto, hurra! „Pierwsza zmiana w historii „Dorosłego małego” dla uczestników nieco starszych (38+ lat)”. W programie: ogniska, konkursy, gry, surowi wychowawcy. W ankiecie dla „pionierów” pojawiło się nawet pytanie o preferencje dotyczące alkoholu. Niesamowite! Biorę wycieczkę, pakuję plecak i ruszam w drogę!
SZOK NR 1: CZY NORMALNI LUDZIE TAM POJADĄ?
Im bliżej wyjazdu, tym mniej entuzjazmu: piątek wieczór, chce się położyć na kanapie w domu i obejrzeć serial. A tu jakieś „Smeshariki”. Taki był temat zmiany. W głowie krążyły dziwne obrazy: dorośli wujkowie i ciotki przebrani za kreskówkowe kulki. Czy oni są normalni?
– Gdzie się wybierasz? – przyjaciele dolewali oliwy do ognia. – Jaki normalny człowiek pojedzie na coś takiego? Najwyraźniej coś im się pomieszało w głowie. Daj spokój! Lepiej jedźmy na daczę.
Ale nie ma odwrotu. Wycieczka jest opłacona, jadę na miejsce zbiórki przy stacji metra „Aleksejewskaja”. Boże, ile tu ludzi!
Okazało się, że nie jestem najstarsza. Byli tam też byli pionierzy w wieku przedemerytalnym (a może nawet nie przedemerytalnym). Kobiety, jak zwykle, stanowiły większość. Ale pojawiali się też mężczyźni o dość solidnym wyglądzie. Wszyscy ci ludzie zajmowali się dziwną czynnością – pokazywali sobie nawzajem języki. Okazuje się, że opiekunowie zaczęli już bawić swoje NIEdzieci grą. Stałam cicho z boku tej orgii.
Ale w autobusie nie udało mi się uniknąć wspólnego team buildingu – opiekunowie tak się starali, że jakoś niezręcznie było siedzieć z obojętnym wyrazem twarzy. Graliśmy w quiz o kreskówce „Smeshariki”. „No cóż, pomyślałam, przyjechaliśmy...”.
A przyjechaliśmy do prawdziwego ośrodka wypoczynkowego, z którego właśnie wyjechały dzieci. Pokoje trzyosobowe – chłopcy osobno, dziewczynki osobno. Moimi sąsiadkami okazały się 43-letnia adwokatka, a w przeszłości pracownica policji, oraz 49-letnia menedżerka szkoły internetowej.
– Nie miałem pojęcia, dokąd jadę – narzekał podczas kolacji programista z Astrachania, Sasza. – Przyjaciele zrobili mojej żonie niespodziankę i zabrali ją na wycieczkę do Moskwy. Myślałem, że będziemy chodzić do restauracji albo odpoczywać w wiejskim hotelu. A tu…
SZOK NR 2: A TO JEST ZABAWNE!
Rozdzielono nas na grupy. Naszą opiekunką była młoda Polina. Szczerze nam wyznała: „Długo zastanawiałam się, jak będę z wami współpracować, a tym bardziej kierować wami. Przepraszam, ale jesteście w wieku moich rodziców”.
Polina miała na głowie czapkę Sowy i zaproponowała, żebyśmy tak ją nazywali. Od razu rozdała nam getry z kurzymi łapkami. I powiedziała:
„Dzieciaki, schowałam dla was po całym budynku małe koraliki”. Oto wskazówki (na oknie wisiała kartka z zagadkami typu „Tam, gdzie kręci się czas i zacierają się ślady”, „Nie pozwólcie zgasić salwy zwycięstwa temu, kto w milczeniu strzeże skrzydeł bramy”). Znajdziecie wszystko, czeka na was skrzynia ze skarbami.
Wymyśliwszy nazwę i motto drużyny (tak jak w prawdziwym obozie), udaliśmy się na wspólne spotkanie: na razie nie ma kontaktu, wszyscy patrzą na siebie z nieufnością.
„Najważniejsze, co musicie zrobić w ciągu tych trzech dni, to wyłączyć dorosłą głowę” – instruował główny organizator Sława. W codziennym życiu jest on 31-letnim logopedą. „Jesteście teraz dziećmi! Nie musicie myśleć o tym, co jeść, pić i czym się zajmować. Wszystko już za was zdecydowaliśmy! Zaczynamy”.
Nie mam pojęcia, na jakim wydziale pedagogicznym studiował ten Sława, ale nagle zrobiło się tak wesoło i komfortowo: szybko podzieliliśmy się według koloru oczu, wieku dzieci; opowiadaliśmy sobie coś o sobie, pokazywaliśmy, śmialiśmy się! A już po godzinie my, dorośli ludzie, biegaliśmy po sali jak szaleni.
Okazało się, że wszyscy nasi organizatorzy to prawdziwi millenialsi! Jeden z nich, Raf, ma zaledwie 19 lat. Drugi, Max, około 25. Sława jest tu najstarszy.
Szkoda nawet, że obiecane w programie „Gry integracyjne” tak szybko się skończyły. Ale smutek nie trwał długo: w obozach dla dzieci cisza nocna obowiązuje ściśle o 21:00, ale w obozach dla dorosłych – nie! Blisko 22:00 wyszliśmy na ulicę do ogniska, ktoś przyniósł gitarę, pyszne kiełbaski i... Okazało się, że wielu miało ze sobą alkohol...
– A czy to w ogóle dozwolone? – Nieoczekiwanie nawet dla samej siebie wcieliłam się w rolę posłusznej pionierki.
– Lepiej oszczędzajcie siły na jutro. Od samego rana nie będziecie mieli ani chwili wolnego. Radzę położyć się wcześniej spać – mądrze i po dorosłemu odpowiedział mi animator, ale imprezy nie dało się już zatrzymać.
Przy ognisku, przy śpiewach, wszyscy się w końcu poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Było tam kilku prawników i adwokatów, a także księgowy, pracownik banku, cukiernik, urzędniczka z branży edukacyjnej, informatycy, gospodynie domowe, których dzieci służyły już w wojsku, nauczyciele języka angielskiego. Wszyscy mieli znacznie ponad 40 lat. Większość z nich była żonata i uciekła od swoich drugich połówek na weekend do dzieciństwa.
– Mój mąż jest przekonany, że będzie tu sama rozpusta. Ledwo go przekonałam – wyznała „pionierka” Katia.
Okazało się, że wielu z nich szukało takiego obozu od wielu lat.
A to wam się mówi o millenialsach! Co tam mówią, że są nieodpowiedzialni, nudni, pozbawieni inicjatywy? Bzdura!
A KTO TU JEST DZIECKIEM?
Wstawanie po takich wieczorkach było... cudowne! Dorosła część mnie pozostała gdzieś wczoraj wraz z kacowym bólem głowy. Świeciło słońce, śpiewały ptaki, atmosfera obozu dla dzieci przeniknęła już do wszystkich zakamarków podświadomości. Szczerze mówiąc, zupełnie nie myślałam o sprawach dorosłych. Do tego stopnia, że gdzieś zapomniałam telefon i znalazłam go dopiero wieczorem.
Zabawy nie były już psychologiczne, ale typowo dziecięce. Ścigaliśmy się z zawiązanymi nogami, rozwijaliśmy iryski na czas, rzucaliśmy sobie piłkę. Biegaliśmy po placu i wykonywaliśmy zadania Kopatycza, Sowy, Pina i Krosha (Smeshariki!). Przysięgam, że dawno nie spędzałam czasu tak beztrosko. I nie tylko ja: mama dwójki dzieci, Katia, szalała w poszukiwaniu tych samych koralików, zmusiła nas do przeszukania całego budynku:
- Koraliki! Koraliki! Cztery jeszcze nie znaleźliśmy! Myślimy! Myślimy!
Dyskutowaliśmy nad tymi zagadkami, kłóciliśmy się, przeklinaliśmy, czołgaliśmy się po podłodze, wycierając brzuchami kurz. Druga grupa podejrzewała nas o przekupienie sędziów (zbyt szybko przeszliśmy quest) i knuła przeciwko nam, obiecując posmarować nas na noc pastą do zębów.
A godzina ciszy... Cóż to była za rozkosz!
Po nim odgrywaliśmy scenki, spełniając sobie nawzajem życzenia: chłopaki odgrywali, jak dokończyłam remont, Katę wysłaliśmy na Malediwy, Rinę – w podróż dookoła świata, Mirosławie zbudowaliśmy ekologiczną farmę z domkami na drzewach, a Svetie „urodziliśmy” aż troje długo oczekiwanych wnuków.
Po kolacji – znowu detektywistyczna zagadka – znaleźć ukryte cyfry i ułożyć z nich hasło do sejfu z cukierkami. Walka nie na życie, ale na śmierć!
A wieczorem – dyskoteka-maskarada. Założono mi kostium Mieszka, a najbardziej martwiło mnie, czy ładnie namalowano mi wąsy i czy dostanę perukę z ogromnego worka z kostiumami, czy też będę musiał zrobić ją z kolorowego papieru. Jedyne, co zakłócało dziecięcą zabawę, to fakt, że razem z nami w obozie przebywała grupa kadetów. Prawdziwe, a nie udawane dzieci w mundurach wojskowych maszerowały z powagą i machały szablami.
- To takie dziwne: my, dorośli, bawimy się w dzieciństwo. A one, dzieci, w dorosłość - zauważył filozoficznie mój kolega z drużyny, analityk IT Mirosław.
SYNDROM ODSTAWIENIA
A teraz minusy.
Po pierwsze, zdałam sobie sprawę, że nie jestem już przyzwyczajona do takiej aktywności – dusza była gotowa biegać jeszcze przez całą dobę, ale nagle zaczęły mnie boleć kolana i plecy. Podczas wieczornej dyskoteki wielu już było „wyłączonych”. Dyrektor obozu ogłosił nawet drugą cichą godzinę.
Po drugie, zapomniałam, że zjadanie góry toffi z chipsami nie jest najlepszym pomysłem. W samym środku dyskoteki tak rozbolał mnie żołądek, że poszłam do namiotu i cicho płakałam, słuchając, jak wszyscy się bawią. W ciemności, przy odległych dźwiękach wesołych piosenek i tupaniu nóg, zdałam sobie sprawę, jak daleko jestem, już dorosła Dina, od tej dziewczynki z dwoma ogromnymi kokardami. Tak, zdenerwowana, zasnęłam.
Po trzecie, bardzo nie chciałam wracać do dorosłego życia.
Kiedy w dzieciństwie jeździłam na obozy, zawsze marzyłam o wyjściu poza teren – tak bardzo męczyły mnie te ograniczenia... I zawsze najpierw szukałam dziury w ogrodzeniu i wychodziłam, aby odetchnąć wolnym powietrzem. Tak więc teraz, aby zamknąć ten gestalt, po śniadaniu dumnie wyszłam przez punkt kontrolny. Za ogrodzeniem była piękna jesień... ale tak nudno! Przez chwilę oddychałam dorosłym życiem i pobiegłam na basen. Tam zaczynał się turniej siatkówki wodnej.
Rozstaliśmy się praktycznie ze łzami w oczach:
„Po raz pierwszy od wielu, wielu lat nie nazywano mnie Marią, jak w pracy. Nie mamą, jak w domu, ale po prostu Maszą. Przypomniałam sobie, że jestem po prostu Maszą” – powiedziała podczas pożegnalnego spotkania naszej grupy jedna 40-letnia „dziewczynka”.
Doświadczyłam tych samych uczuć. Okazuje się, że naprawdę w każdym z nas nadal mieszka dziecko. Nawet najbardziej poważni wujkowie i ciotki czasami po prostu muszą wyjść na ulicę i pograć w piłkę z nieznajomymi dzieciakami. Wystarczy tylko przypomnieć sobie, jak łatwo zaprzyjaźnić się z każdym, bez względu na dochody, status, ukończone lub nieukończone studia, że niebo jest błękitne, a przed nami tyle ciekawych rzeczy, mimo że lato już się skończyło.
Instrukcja
Jak uciec od dorosłości
Gdzie szukać?
Wyszukaj w mediach społecznościowych hasła „obóz dla dorosłych z nutką nostalgii”, „obóz dla dorosłych”, „obóz dla dorosłych z nutką dzieciństwa”. Główne platformy to VKontakte i Telegram.
Ile to kosztuje?
Od 18 900 rubli za turnus (koszt zależy od długości pobytu, lokalizacji i programu).
Co obejmuje cena?
Zakwaterowanie, wyżywienie, animacje, korzystanie z całej infrastruktury obozu (basen, boiska sportowe). Transfer z Moskwy zazwyczaj płatny osobno.
Wyżywienie
Pełne wyżywienie (śniadanie, obiad, kolacja) w stołówce obozu - klasyczne „obozowe” jedzenie (kasze, zupy, makaron z kiełbasą, kotlety, kompot). Obowiązkowy punkt programu - wieczorne kiełbaski przy ognisku. Istnieje możliwość zamówienia menu wegetariańskiego.
Zakwaterowanie
Pokoje dla 2-4 osób, oddzielne zakwaterowanie.
Plan dnia (przykładowy):
09:00 - Pobudka, poranna gimnastyka
10:00 - Śniadanie
11
00 - Aktywne gry, questy, warsztaty 14:00 - Obiad
15
00 - Cicha godzina (bardzo surowo!) 17:00–19:00 - Konkursy twórcze, przygotowania do wieczornej imprezy
20:00 - Kolacja
21:00 – Wieczorne show, dyskoteka, ognisko z gitarą
23:00–00:00 – (Nieoficjalnie) Wspólne posiedzenia, rozmowy
Alkohol
Oficjalnie zabroniony przez regulamin obozu, ale pozostawiony do decyzji organizatorów i uczestników.
Co zabrać ze sobą
Wygodne ubrania do aktywności, strój kąpielowy, kubek, dobry humor i gotowość do wyłączenia „dorosłej głowy”.
Główna zasada
Nie oczekujcie kurortu „all inclusive”! Jedziecie po emocje, aktywność i nowe znajomości.
Jak to działa
„Po prostu zrozumieliśmy, że nie mamy gdzie szukać przyjaciół”.
Ideowymi inspiratorami obozu są Sława Meleszkin i jego dziewczyna Nastia. Raf, Maks i Polina dołączyli do zespołu później.
„Z Nastią postanowiliśmy pojechać pograć w paintball” – opowiada Sława. „Trzeba było zebrać drużynę i zaczęliśmy się zastanawiać, kogo zaprosić. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że mamy bardzo mało przyjaciół. Moi przyjaciele z dzieciństwa zostali w Mordowii. Szkoła, studia – miejsca, gdzie zazwyczaj nawiązuje się przyjaźnie, dawno już minęły. Teraz jest tylko dom – praca, praca – dom. A jeśli po prostu wyjść na ulicę i powiedzieć komuś: „Zaprzyjaźnijmy się”, to wezwą po psychiatra.
Wymyśliliśmy więc zorganizować obóz, po prostu po to, żeby znaleźć przyjaciół. Okazało się, że popyt jest tak duży, że teraz organizujemy obozy co 2–3 miesiące. Młodzi ludzie spotykają się po obozach, podróżują razem, znajdują partnerów.
- Czy to dla Państwa źródło dochodu czy hobby?
- Zdecydowanie nie jest to źródło dochodu. Jestem pedagogiem-logopedą. Codziennie od rana do wieczora jestem „w pracy”. Nastia jest dyrektorem ds. marketingu. A obozy wymyślamy wieczorami, po pracy. Dlatego nie możemy organizować ich częściej – trzeba wymyślić konkursy, opracować koncepcję i zebrać rekwizyty. Czasami po pracy trzeba jechać do magazynów i kupić wszystko, co potrzebne.
- Jest wiele takich obozów dla osób w wieku 20-30 lat. Jak zdecydowaliście się na zmianę „38+”?
- Początkowo również kierowaliśmy się do młodszych osób. Jednak zaczęliśmy otrzymywać wiele zgłoszeń od osób starszych. Pisali: „Dlaczego organizujecie obóz dla dorosłych, a na zdjęciach nie ma ani jednej dorosłej osoby?”. I tak podjęliśmy decyzję: niech będzie. Obawialiśmy się, mieliśmy wątpliwości – dorośli mają przecież tyle problemów. Czy będą w stanie bawić się jak dzieci? Czy ludzie się zbiorą? Zebrało się więcej osób, niż się spodziewaliśmy. Proszę mi wierzyć, wasza zmiana okazała się pod pewnymi względami nawet ciekawsza niż ta z 25-30-latkami. Dorośli są przecież bardziej świadomi i uważni.
- A jak wam się z nami podobało?
- Było bardzo ciekawie. Takie miłe chwile: na przykład stolik z herbatą (w holu zawsze stał termos z wrzątkiem i leżały zdrowe słodycze. - Autor), dla młodych ludzi to coś oczywistego. A wy wszyscy zwracaliście na to uwagę i dziękowaliście. Albo że kupiliśmy smaczne kiełbaski na ognisko – też wszyscy to zauważyli. Dla młodych to wszystko jest podstawą, a od was otrzymaliśmy tyle słów wdzięczności.
- Czy jest wielu niezadowolonych?
- Nie ma takich. To w dzieciństwie rodzice wysyłają dzieci na obozy, jakby na odosobnienie. Wielokrotnie byłem wychowawcą i widziałem, jak dziecko siedzi i przez cały pobyt liczy dni do wyjazdu. A tutaj ludzie od początku są nastawieni na to, aby jak najlepiej wykorzystać to, co się dzieje.
#rosja #ukraina #wojna #pravda










