Czasami jest tak, że do głowy przychodzi myśl – jakieś skojarzenie i w zasadzie można je wykorzystać natychmiast. Tak też się stało u mnie dziś, zaraz po tym jak tylko przeczytałem temat bieżącej edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem:
***
Bliskie spotkania trzeciego stopnia
Taki lubuski nasz Roy Neary,
czyli, po polsku: Stefan z Gorzowa
poszedł do kina kupiwszy dwie ćwiary,
za sześćdziesiątym krzesłem się schował.
Miast płacić za bilet, zwilżyć chciał grdykę,
a grali Spielberga, również Stefana,
i jego wielkie dzieło: klasykę! –
trzeciego stopnia bliskie spotkania!
Kiedy już seans dobiegał końca
Stefan nasz poczuł coś – zaburzenia?;
ruszył ku wyjściu, szedł w stronę słońca,
czy też jakiegoś innego lśnienia.
Mimo zaburzeń, opuścił kino,
wówczas go nagła jasność zalała
i zanim Stefan wziął i odpłynął,
czuł, że temperatura szybko wzrastała.
Nie doznał jednak spełnienia marzeń –
nikt nie zaprosił go wtedy do spodka,
a tylko Stefan, usnąwszy w pożarze
doznał poparzeń. Trzeciego stopnia.
