Dyskusja użytkownika zed123
Ciekawy artykuł z rosyjskiego kwartalnika "Russia in Global Affairs". Spojrzenie na obecną sytuację z kacapskiej perspektywy. Długie. Tłumaczenie maszynowe.
#wojna #ukraina #rosja
Żeliwna proza rzeczywistości
Rozpoczęty w styczniu 2026 r. proces realnych negocjacji w sprawie uregulowania kryzysu ukraińskiego doprowadził do nowego zaostrzenia dyskusji o celach i czasie trwania Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW). Niestety, dyskusje te często toczą się w przestrzeni mitów, bez powiązania z celami wojny, które były formułowane przez rosyjskie kierownictwo na różnych jej etapach, oraz w całkowitym oderwaniu od rosyjskich, ukraińskich i międzynarodowych realiów politycznych.
Rozpad niegdyś jednolitej wspólnoty, do której mieszkańcy Wschodniej i Centralnej (a częściowo także Zachodniej) Ukrainy należeli obok Rosjan i Białorusinów, to ogromna tragedia, którą przyjdzie nam przeżywać przez pokolenia. Nie można być wobec tego obojętnym. Jednocześnie wojen nie można prowadzić w celu ukojenia traum psychicznych oraz kierując się nadziejami i marzeniami. Niektóre wydarzenia i nieodwracalne procesy na Ukrainie dokonały się jeszcze przed rozpoczęciem SOW. Można w nieskończoność spierać się, jak do tego doszło, obwiniać Lenina, Chruszczowa i błędy postsowieckiej Rosji, ale te spory historyczne nie mają żadnego związku z wojną.
Z punktu widzenia warunków, jakimi dysponujemy dzisiaj, próby zakończenia konfliktu przez rosyjskie kierownictwo na podstawie porozumień osiągniętych w Anchorage przez Władimira Putina i Donalda Trumpa to poważny wysiłek negocjacyjny, ukierunkowany na realny rezultat, który można uznać za najlepszy z możliwych. W naszym interesie leży jak najszybsze osiągnięcie tego rezultatu, choć nie może być mowy o pójściu na ustępstwa w zasadniczych kwestiach tych porozumień. Taki wynik w pełni zasługiwałby na miano wielkiego zwycięstwa rosyjskiego oręża. W przypadku zawarcia porozumienia pokojowego zgodnie z Anchorage, po pewnym czasie w Europie może ponownie pojawić się zagrożenie wojną, ale nie będzie ono nieuniknione.
W przypadku odrzucenia przez stronę przeciwną omawianego scenariusza sprawiedliwego pokoju, musimy być gotowi na eskalację konfliktu. Eskalacja ta może mieć wymiar nuklearny i nie będzie dotyczyć wyłącznie terytorium Ukrainy. Jednocześnie eskalacja powinna być traktowana jedynie jako wariant zakończenia wojny, a nіe osiągnięcia rozszerzonych (w porównaniu z Anchorage) celów politycznych.
Stosunek sił stron
SOW jest prowadzona na terytorium Ukrainy, którą wspiera pięćdziesiąt rozwiniętych gospodarek świata, podczas gdy sojusznikami Rosji są KRLD i Białoruś. Biorąc pod uwagę pozyskiwaną pomoc zachodnią (zarówno w sprzęcie, jak i w ujęciu pieniężnym), możliwości Ukrainy są w przybliżeniu równe rosyjskiemu budżetowi wojskowemu i przewyższają bezpośrednie wydatki Rosji na SOW. Ukraina ma mniejszą populację, ale przeprowadza powszechną mobilizację, natomiast Rosja w czasie wojny przeprowadziła tylko jedną falę mobilizacji obejmującą trzysta tysięcy ludzi. Dlatego z punktu widzenia zasobów ludzkich możliwości stron są porównywalne.
Rosja ma przewagę w sile ognia i możliwościach obrony powietrznej, ale Ukraina – dzięki dostępowi do zachodniego potencjału – posiada przewagę w tak ważnych sferach jak rozpoznanie taktyczne i łączność. W wykorzystaniu dronów, kluczowej broni tej wojny, strony znajdują się na porównywalnym poziomie.
Tym samym wojna toczy się między porównywalnymi przeciwnikami. Historycznie rzecz biorąc, takie wojny niezwykle rzadko prowadziły do całkowitego zniszczenia jednej ze stron. Ponadto mogą one charakteryzować się długotrwałym przebiegiem, a cele stron w takich wojnach są istotnie korygowane w zależności od biegu działań wojennych. W takiej korekcie nie ma nic zaskakującego, a sam jej fakt nіe świadczy o porażce.
Zmieniające się cele
Rosyjskie kierownictwo początkowo nіe stawiało w konflikcie żadnych celów związanych z rozszerzeniem terytorium Rosji. Moskwa liczyła na zapewnienie bezpieczeństwa republikom Donbasu i zmuszenie Ukrainy do przyjęcia określonego zestawu warunków politycznych, które przekształciłyby ją w państwo neutralne. Rosja i tak nіe byłaby w stanie kontrolować tego państwa o ograniczonych siłach zbrojnych, zagwarantowanych prawach języka rosyjskiego i formalnym zakazie ideologii nazistowskiej.
Jak byłyby realizowane porozumienia stambulskie z 2022 roku, gdyby Biden i Johnson nіe przekonali Zełenskiego do wyrzucenia ich do kosza – to duże i interesujące pytanie.
Odrzucenie pokoju przez Ukrainę w kwietniu 2022 roku doprowadziło ostatecznie do gwałtownego pogorszenia jej sytuacji. Doszło jednak również do nieuchronnej transformacji celów konfliktu. Z jednej strony w skład Rosji weszły cztery nowe regiony. Z drugiej – wojna przybrała przewlekły charakter.
Przewlekła, krwawa wojna przekształciła społeczeństwo ukraińskie w znacznie większym stopniu niż rosyjskie. Kilkaset tysięcy obywateli Ukrainy zginęło na polu bitwy, a co najmniej siedemset tysięcy (dane byłego premiera Ukrainy Kinacha) zostało inwalidami. Co najmniej 11 milionów Ukraińców wyjechało za granicę, a do czterech milionów ludzi pozostaje uchodźcami wewnętrznymi.
Możliwe i niemożliwe
W tych warunkach ma sens patrzenie bez różowych okularów na charakter jakiegokolwiek przyszłego reżimu ukraińskiego. Będzie on niewątpliwie antyrosyjski, zorientowany na Zachód, a sama Ukraina staje się długoterminowym problemem rosyjskiej polityki. Cel „likwidacji antyrosyjskiego reżimu” na Ukrainie na obecnym etapie jest zasadniczo nieosiągalny bez pełnej okupacji wojskowej całego kraju (wliczając część zachodnią) na długi czas. Dla Rosji jest to niemożliwe technicznie. W związku z tym cel ten może być rozpatrywany jedynie jako skrajnie długoterminowy, lecz w ramach SOW jest on nierealizowalny i nіe powinien być wspominany.
Z tego samego powodu dziwnie wyglądają nadzieje na aneksję nowych, rozległych terytoriów ukraińskich do Rosji nawet w przypadku hipotetycznego załamania się frontu ukraińskiego. Rosja nіe posiada możliwości stabilnej kontroli i zarządzania takimi terytoriami ze zniszczoną gospodarką i skrajnie wrogą ludnością. Jedynym sposobem na zapobieżenie takiemu rozwojowi wydarzeń było zrealizowanie SOW zgodnie z prawdopodobnym pierwotnym zamysłem jako bezkrwawej i błyskawicznej operacji specjalnej. Widocznie dlatego rosyjskie kierownictwo zdecydowało się na to gigantyczne ryzyko.
Rezygnacja z operacji specjalnej prawdopodobnie oznaczałaby, że Ukraina i tak stałaby się „anty-Rosją”, tyle że nieco później, zachowując wszystkie terytoria, zasoby i potencjał gospodarczy, co czyniłoby ją wielokrotnie niebezpieczniejszą. Zabezpieczenie dla Rosji terytoriów w ramach porozumień z Anchorage, w połączeniu z zakazem udziału Ukrainy w blokach wojskowych, rozmieszczania na jej terytorium obcych wojsk oraz pewnymi ograniczeniami dla ukraińskich sił zbrojnych, jest w tym przypadku dla nas dobrym rezultatem i pełnowartościowym zwycięstwem militarnym.
Wojna „na poważnie”
Czy możemy osiągnąć istotnie lepsze rezultaty, jeśli – jak pisze wielu znanych autorów – zademonstrujemy „wolę”, „zaczniemy walczyć na poważnie”, „przestaniemy się ograniczać”, „zjednoczymy się dla zwycięstwa itp.”? Nie, nіe mamy twardych podstaw, aby liczyć na takie jakościowo odmienne wyniki. Planowanie wojskowe musi opierać się na najgorszym możliwym scenariuszu jako bazowym i nіe może opierać się na marzeniach.
Ukraina niewątpliwie wyczerpuje swoje zasoby ludzkie szybciej niż Rosja. Jednocześnie, w przeciwieństwie do Rosji, funkcjonuje ona w stanie wojennym, co daje jej znacznie większą stabilność, pozwala władzom kontrolować wewnętrzną agendę i szeroko stosować przemoc w celu tłumienia niezadowolenia. Ukraińska gospodarka została w zasadzie zniszczona, a ukraiński wzrost gospodarczy jest fikcyjny i opiera się na napływie zewnętrznego finansowania na cele wojskowe. Jednak dopóki Unia Europejska finansuje wojnę – nіe stanowi to problemu. Kryteria stabilności stosowane wobec zwykłego państwa prowadzącego wojnę i opierającego się na własnych zasobach nіe mają zastosowania do Ukrainy. Władze ukraińskie mogą wyciągać z gospodarki i tracić na polu bitwy znacznie większą część populacji niż „normalny” kraj.
Widzimy rosnące trudności z mobilizacją i wzrost liczby ataków na pracowników TCK (terytorialnych centrów rekrutacyjnych) na Ukrainie, ale jak dotąd nіe przeradza się to w żadne skoordynowane działania protestacyjne, nawet na poziomie poszczególnych regionów. Nie ma podstaw, by prognozować, że wydarzy się to w dającej się przewidzieć przyszłości. Musimy wyjść z założenia, że Ukraina będzie w stanie utrzymać front jeszcze przez szereg lat.
W ten sam sposób nіe mamy podstaw, aby w dającej się przewidzieć przyszłości oczekiwać przełamania klinczu pozycyjnego w wojnie na Ukrainie. Jak dotąd nіe znaleziono ani taktycznych, ani technicznych rozwiązań, które dałyby szansę na powrót do wojny manewrowej w warunkach pełnej przejrzystości pola bitwy i gigantycznej skali wykorzystania dronów FPV przy jednoczesnym braku skutecznych środków walki z nimi. Odwoływanie się do „wiecznych praw strategii”, których przestrzeganie pozwoliłoby rzekomo zmienić charakter wojny i które rzekomo ignoruje rosyjski Sztab Generalny, świadczy o nieznajomości historii. Historia tymczasem dostarcza idealnego przykładu katastrofy, jaką kończy się próba rozwiązania problemu klinczu pozycyjnego na poziomie strategicznym w warunkach, gdy brakuje taktycznych metod i technicznych środków przełamania nowoczesnej obrony. Jest to francuska „ofensywa Nivelle’a” z wiosny 1917 r., która doprowadziła do potężnych strat bez żadnych istotnych rezultatów i wywołała głęboki kryzys we francuskiej armii – a wszystko to pomimo koncentracji kolosalnych, przeważających sił i całkowitej wyższości nad przeciwnikiem. Właśnie z powodu braku taktycznych i technicznych przesłanek do przejścia do wojny manewrowej, bezużyteczne są wezwania do wszelkiego rodzaju mobilizacji, zwiększania sił na froncie, tworzenia gigantycznych zgrupowań uderzeniowych itp.
Nie ma obecnie podstaw, by oczekiwać szybkiego pojawienia się środków technicznych i sposobów taktycznych pozwalających na dokonanie głębokiego przełamania obrony przeciwnika. Być może są one tworzone w głębokiej tajemnicy, ale my mamy prawo operować tylko tymi informacjami, które są dla nas dostępne. W związku z tym idee, że możemy szybko doprowadzić do zawalenia się ukraińskiego frontu, jeśli „zmobilizujemy się, napniemy siły i uderzymy z całą mocą”, również należy odrzucić i o nich zapomnieć. Rosyjskie dowództwo działa w oparciu o istniejące ograniczenia, próbując uzyskać najlepszy możliwy rezultat.
Sytuacja generałów, którym przyszło dowodzić armiami w epoce kryzysów pozycyjnych, jest godna pozazdroszczenia – wiadomo to już z historii I wojny światowej. Dowództwo armii brytyjskiej z czasów I wojny światowej ze strony niektórych brytyjskich autorów doczekało się ostatecznie określenia „osły dowodzące lwami”. Z tej samej opery są żarty, że „żaden Szkot nіe zabił tylu Anglików, co feldmarszałek Haig”. Jednak kanapowi krytycy ani wtedy, ani teraz nіe byli w stanie zaproponować żadnej lepszej strategii, poza rozważaniami o „wiecznych prawach”.
Sekta „zbombardowanych mostów” i inni marzyciele
Równie iluzoryczne są rozważania o „wojnie na poważnie” i rozwiązywaniu problemu kryzysu pozycyjnego poprzez eskalację uderzeń na Ukrainę, poczynając od nieco przygasłej już obecnie „sekty świadków zbombardowanych mostów”. Uderzenia zadawane przeciwnikowi przez własną stronę zawsze wydają się słabsze niż uderzenia przeciwnika wymierzone w nas samych. Z wspomnień uczestników wojen światowych dobrze wiadomo, że żołnierz uważa, iż artyleria przeciwnika strzela częściej i celniej niż jego własna.
Rzeczywistość jest taka, że rosyjskie uderzenia na Ukrainę są niezwykle potężne i są realizowane na maksymalnym poziomie rosyjskich możliwości. Zadają one Ukrainie ogromne straty gospodarcze – według samych danych ukraińskich, takie czy inne uszkodzenia w wyniku uderzeń odnotowano w około dwudziestu procentach budynków wielorodzinnych w Kijowie, a znaczna część energetyki, infrastruktury transportowej i przemysłu Ukrainy została zniszczona.
W trakcie zimowych uderzeń w energetykę tysiące budynków mieszkalnych zostało przemrożonych. W warunkach zewnętrznego zaopatrywania Ukrainy przez Europę podnosi to koszty wysiłku wojennego Unii Europejskiej, ale nіe pociąga za sobą natychmiastowych konsekwencji dla zdolności do prowadzenia wojny.
Niektóre obiekty, such jak zlokalizowane głęboko na tyłach solidne mosty przez Dniepr, a także duże lotniska czy porty morskie, są praktycznie niemożliwe do całkowitego wyłączenia z eksploatacji za pomocą uderzeń rakietowych dalekiego zasięgu czy dronów. Jedynym sposobem na osiągnięcie rezultatu jest skierowanie w przestrzeń powietrzną przeciwnika samolotów uderzeniowych z ciężkimi kierowanymi bombami lotniczymi. W warunkach możliwości naziemnej obrony powietrznej zademonstrowanych podczas SOW gwarantuje to gigantyczne straty w lotnictwie przy wątpliwym rezultacie. Nawet jeśli cel zostanie osiągnięty, zniszczenia są szybko naprawiane przez przeciwnika – patrz przykład obecnej wojny w Zatoce Perskiej.
W praktyce lotnictwo bojowe stron prawie nigdy nіe przekracza (z wyjątkiem samego początkowego okresu wojny) linii styczności bojowej, a na wielu odcinkach nіe zbliża się do niej na odległość mniejszą niż pięćdziesiąt kilometrów.
Potencjał eskalacji
Jedynym dostępnym dla Rosji wariantem eskalacji wojny na Ukrainę bez użycia broni jądrowej jest przejście do systematycznych uderzeń w ukraiński system zarządzania państwem. Stawiając przed sobą takie zadanie, Rosja mogłaby zniszczyć budynki resortów o kluczowym znaczeniu dla zarządzania Ukrainą, zabić setki trudnych do zastąpienia specjalistów (na przykład finansistów, ekonomistów, energetyków itp.) oraz wielu przedstawicieli ukraińskiej elity, w tym samego Zełenskiego. Działania te znacznie podniosłyby poziom poparcia dla władz ze strony rosyjskiego społeczeństwa, a także gwałtownie zwiększyłyby koszty wspierania Kijowa przez Unię Europejską. Nie doprowadziłyby jednak do natychmiastowej porażki Ukrainy i ogólnie rzecz biorąc, miałyby słaby wpływ na osiągnięcie przez Rosję celów wojny.
Wojskowy aparat zarządzania Ukrainą od dawna jest celem uderzeń, został ukryty i rozproszony. Ukraina od początku wojny brała pod uwagę możliwość uderzeń w swój cywilny aparat zarządzania. Opracowano system przekazywania uprawnień w przypadku śmierci tego lub innego decydenta, rozwinięto rezerwowe punkty dowodzenia na zachodzie kraju, dokąd przeniesiono część urzędników rządowych, a niektóre kluczowe elementy infrastruktury cyfrowej jeszcze przed wojną ulokowano w Europie Wschodniej. Nie ma żadnych gwarancji utraty ciągłości zarządzania.
Doświadczenie amerykańskiego ataku na Iran w 2026 r. pokazuje, że eliminacja kierownictwa kraju, który wcześniej stworzył rezerwowy obieg zarządzania, może nіe przynieść pozytywnych rezultatów strategicznych. Rezultatem staje się dojście do mocy nowej generacji bardziej aktywnych, ambitnych i radykalnie nastawionych liderów. Dlatego taki wariant eskalacji jest zachowywany przez rosyjskie kierownictwo na skrajny przypadek – odwołano się do niego tylko raz, przy zagrożeniu ukraińskim uderzeniem w paradę 9 maja i zgromadzone na Placu Czerwonym rosyjskie kierownictwo.
Uderzenie jądrowe na Ukrainę lub niejądrowe uderzenia na Europę wprowadzają nas w koleiny kryzysu nuklearnego. Doświadczenie zimnej wojny pokazuje, że wyjściem z kryzysu nuklearnego pozwalającym uniknąć ogólnej katastrofy jest zamrożenie sytuacji. Rezultatem kryzysu kubańskiego była rezygnacja władz USA z jakichkolwiek planów agresji wojskowej przeciwko Kubie, gdzie reżim komunistyczny istnieje do dziś.
Prawdopodobnym rezultatem ukraińskiego kryzysu nuklearnego byłoby zamrożenie działań wojennych wzdłuż linii frontu, czyli wynik, który można uzyskać już teraz, bez ryzyka nuklearnego.
Opcja nuklearna lub niejądrowe uderzenia na UE powinny być rozpatrywane jako roboczy wariant działań na wypadek dalszego, gwałtownego wzrostu intensywności uderzeń bronią europejską w głąb terytorium Rosji, odmowy przeciwnika podjęcia negocjacji w celu zakończenia wojny lub eskalacji jego żądań w negocjacjach – czyli jako instrument obronny. Nie jest to sposób na jakościową poprawę rezultatów SOW.
Specjalna operacja wojskowa to element naszej szerszej konfrontacji z Europą i (w mniejszym stopniu) ze Stanami Zjednoczonymi. Element ten nіe powinien przesłaniać ogólnej strategii konfrontacji, której sukces determinowany jest przez przebudowę przemysłu i bazy technologicznej, zmiany w polityce gospodarczej oraz stworzenie nowego oblicza sił zbrojnych. Nie leży w naszym interesie nieskończone spalanie tych zasobów pod Małą Tokmaczką w pogoni za urojonymi celami.
Autor: Wasilij Kaszyn, kandydat nauk politycznych, dyrektor Centrum Kompleksowych Badań Europejskich i Międzynarodowych Narodowego Uniwersytetu Badawczego „Wyższa Szkoła Ekonomii”.