Dyskusja użytkownika razALgul
#ciekawostki
Link do artykułu oraz treść, jakby ktoś nie chciał klikać w paywall'a
Wojciech Sobierajski, starający się pobić różne rekordy, wniósł na Rysy 50-kilogramowy kamień. Tatrzański Park Narodowy sprawdza, czy nie naruszono przepisów. W przeszłości już wnoszono głazy na Rysy, starając się podwyższyć ten szczyt w ramach akcji artystycznej.
Wojciech Sobierajski w przeszłości trenował boks, 10-krotnie triumfował w Runmageddon Games, walczy w galach MMA, stara się też pobijać różne rekordy. Jednym z nich było wniesienie 50-kilogramowego głazu na Rysy.
O godz. 4.30 wyruszył z Palenicy Białczańskiej, niosąc głaz na stelażu jak ciężki plecak. Po dziewięciu godzinach i 30 minutach był na szczycie.
„W ten sposób najwyższy szczyt Polski osiągnął wysokość 2500 m n.p.m." – stwierdził Wojciech Sobierajski na swoim profilu w internecie.
Tatry. TPN bada sprawę wniesienia 50-kilogramowego głazu na Rysy
Sprawą wniesienia głazu na szczyt Rysów zainteresowali się pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego.
– Nie wydaje mi się, żeby było się czym chwalić. Po co wnosić 50-kilogramowy głaz? To może narazić innych turystów na niebezpieczeństwa, jak również tego wnoszącego. Tematem zajmuje się straż parku. Sprawdza to przedsięwzięcie pod kątem naruszenia przepisów. Jeśli więc zostanie stwierdzone naruszenie któregoś z przepisów ustawy o ochronie przyrody, prawdopodobnie jakieś konsekwencje wobec śmiałka zostaną wyciągnięte – powiedziała Magdalena Zwijacz-Kozica z Tatrzańskiego Parku Narodowego w radiu RMF.
Tatry. Głazy na Rysy wnoszono już wcześniej
Z wnoszenia kamieni na Rysy – nieco mniejszych rozmiarów niż Wojciech Sobierajski – happening artystyczny przed laty uczynił Adam Rzepecki, członek grupy Łódź Kaliska.
– Czemu Rysy mają mieć tylko 2499 m wysokości? Wystarczy dodać tylko metr i Polacy będą mieli górski dwuipółtysięcznik! – argumentował Adam Rzepecki.
Ze znajomymi ze studiów jeździł na górskie wypady w Tatry. W Zakopanem zatrzymywali się w domu malarza Tadeusza Brzozowskiego – przyjaciela Tadeusza Kantora – z którego synem Wawrzkiem Rzepecki się kolegował.
– I mi się te Rysy objawiły z tym brakującym metrem do dwuipółtysięcznika. Nie jesteśmy małym krajem, liczymy się w Europie, więc i na solidne góry zasługujemy. Zdobyć dwuipółtysięcznik to już coś znaczy, nie to, co wejść na jakieś ledwie 2499 m n.p.m.! Słowakom, do których należy druga połowa Rysów z wyższym wierzchołkiem sięgającym ponad 2500 m n.p.m., może na tym nie zależeć – bo mają także w swojej części Tatr jeszcze Gerlach, który bije Rysy aż o ponad 150 metrów. Dlatego sprawa podwyższenia Rysów leży w polskich rękach. Przysiągłem sobie, że coś z tym zrobię – opowiada Rzepecki.
I tak przez ładnych kilkanaście lat na szlaku między Morskim Okiem a Rysami można było czasem spotkać mężczyznę średniej budowy ciała, o ciemnych, choć już szpakowatych włosach, z wąsami, który w plecaku dźwigał kamienie. W środku wakacji w góry nie chodził, bo nie lubi tłoku. Wybierał się na Rysy w czerwcu lub na przełomie sierpnia i września.
– Ale i tak zawsze kogoś spotkałem. To dobrze, bo prosiłem turystów o zrobienie mi fotografii z dźwiganymi kamieniami na dowód, że to nie jest żadna ściema. Później takie zdjęcia przedstawiam na wystawach w różnych miastach Polski – zapewnia.
Tatry. Pouczony podczas wnoszenia kamieni na Rysy
Pewnego dnia, gdy Rzepecki kolejny raz szedł na szczyt, spotkał Wojciecha Gąsienicę-Byrcyna, który był wtedy dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Panowie znali się już wcześniej.
– Co robisz? – zdziwił się Gąsienica-Byrcyn, widząc, że znajomy ładuje do plecaka kamienie znad Morskiego Oka.
Gdy ten wyjaśnił swój plan, dyrektor parku go ostrzegł: – Tylko żebyś na górę znosił same tatrzańskie granity! Żebyś rodzaju skał na szczycie nie pozmieniał, natury nie zmieniał!
Ani satelity fotografujące Tatry, ani geografowie nie odnotowali na mapach skutków wnoszenia kamieni. Rysy wciąż mają 2499 m n.p.m.
– Myślałem, że wystarczy na szczycie Rysów ułożyć kupę kamieni wysoką na metr i sprawa będzie załatwiona – przyznaje Rzepecki. – Ale tak mógł myśleć tylko laik. Wierzchołek Rysów nie jest przecież płaski, tylko pełen wyrw. I też trzeba je zapełnić kamieniami. Tak więc roboty nie brakuje. Może być i tak, że niektórzy turyści zabierają sobie z Rysów kamienie na pamiątkę. Także te, które ja tam wniosłem w plecaku – domyśla się.

