Będąc nastolatkiem patrząc na osoby powyżej 30 roku życia uważałem je za bardzo dorosłe, poważne.
Dzisiaj sam mam 35 lat i poza marnym zdrowiem i łysieniem telogenowym (czubek głowy i parę innych placków) nie odczuwam skutków starzenia.
Nie przeszkadza mi to, ale przeszkadza mi nieco brak odczuwania skutków "dojrzałości".
Mam 35 lat, nadal wyglądam jak chłopczyk i nadal mam mentalność chłopczyka i ani przez chwilę w swoim życiu nie czułem się osobą dorosłą, poważną.
Mój baby face to doskonały marker tego jak wygląda moja psychika. Jedyne co przeorane to dusza i ciało.
I pomyśleć, że to dziecko z fotki przeplątało połowę gimbusiarskiego życia w szpitalach, potem prawie zapiło się na śmierć waląc kilka lat wódę ciągami... (jedynie chwała Panu Bogu za to gdzie jestem obecnie).
Ciekawe czy kiedykolwiek dorosnę do bycia dorosłym... wątpię. To dla mnie jakaś pieprzona abstrakcja.
Macie podobnie to napiszcie - nie będę sam. Post tymczasowy, by nie razić długą mordą ala twink z parady dla low tier pedałów.
#przegryw
