Bałtycki depozyt śmierci - broń chemiczna w naszym morzu
hejto.plNikt tak naprawdę nie wiedział co z nimi zrobić. Pierwotnie planowano zatopić cały arsenał chemiczny w Atlantyku na głębokości 4 tysięcy metrów. Jednak ostatecznie alianci postanowili pozbyć się kłopotliwego materiału w Bałtyku. W naszym morzu znajduje się od 40 do 65 tysięcy ton amunicji z chemicznymi środkami trującymi. Wielu ekspertów uważa, że te liczby mogą być zaniżone.
Gazy bojowe zatapiano w Głębi Gotlandzkiej, w Małym Bełcie i Głębi Bornholmskiej. W ostatnim z tych rejonów akcję prowadzili Rosjanie i najprawdopodobniej wyrzucali kłopotliwy ładunek za burtę już w drodze na miejsce przeznaczenia. Cała sprawa nie jest wyjaśniona, ponieważ wszelkie radzieckie dokumenty nie są jeszcze odtajnione lub, jak twierdzą Rosjanie, zaginęły.
Naukowcy oceniają, że pojemniki zawierające substancje trujące są skorodowane w około 80%. Zasadniczo powinny być mało groźne, jeżeli tylko pozostaną na dnie, gdzie temperatura nie przekracza 7 °C. W takiej temperaturze większość z zatopionych substancji zbryla się i zastyga, tracąc swoje właściwości. Problem zaczyna się, kiedy wydostają się one na powierzchnię. Rosyjski ekspert od broni chemicznej Gen. Sulikow ocenił, że gdyby na powierzchnię w jednej chwili wydostała się jedynie 1/6 bałtyckiego "depozytu", katastrofa byłaby porównywalna z awarią reaktora w Czarnobylu.
W 1955 roku na brzeg w Darłówku, morze wyrzuciło przerdzewiały pojemnik. Na plaży znajdowali się akurat wczasowicze oraz kolonia. Zawartością pojemnika okazał się być iperyt, gaz musztardowy. Poparzonych zostało 102 dzieci, z czego czworo straciło wzrok.
Do podobnych zdarzeń na przestrzeni lat dochodziło w Polsce 24 razy. Ostatni raz w 1997 roku, kiedy to rybacy wyciągnęli z sieci 5 kg brunatny blok. Nieświadomi niebezpieczeństwa, swoje znalezisko zaraz wyrzucili za burtę. Doznali jednak ciężkich poparzeń, które długo się goiły. Do podobnych zdarzeń dochodziło w Niemczech, Danii i Szwecji.
Pozostaje jedynie pytanie, co z prądami morskimi, które są co prawda słabe w Bałtyku (woda wymienia się średnio co 30 lat), ale jednak są. No i co z trafiającymi na nasze talerze rybami, które pływają wśród tych substancji i je wchłaniają. Na Głębi Bornholmskiej wyławiano już flądry z owrzodzeniami charakterystycznymi do ran od iperytu.
Kiedy więc będziecie spacerować na bałtyckiej plaży i zauważycie bursztyn, warto się zastanowić, czy aby nie jest to przypadkiem zbrylony gaz musztardowy…
https://www.facebook.com/OkruchyHistorii.Blog
#ciekawostki #historia #ciekawostkihistoryczne #polska
